Całkiem często zdarza się, że gdy mówię gdzieś w towarzystwie, iż lubię literaturę afrykańską  lub haitańską, ludzie odsuwają się ode mnie, jakby w obawie, że jeszcze ich tym zarażę. Inni kładą mi ręce na ramieniu i mówią dość kondolencyjnym tonem: „Wow, to świetnie. Podziwiam twoje poświęcenie”. Przyznam szczerze, że serce mi pęka, bo wiem, jak dużo zabawy i ogromnej frajdy przechodzi im koło nosa przez to niesłuszne przekonanie, że książki spoza Stanów Zjednoczonych i Europy (zwłaszcza nieanglojęzyczne) na pewno są niezrozumiałe/nudne/gorsze/męczące. Prawda jest zupełnie inna, a dowiodę tego na przykładzie powieści haitańskiego autora, Dany’ego Laferièrre’a, Jak bez wysiłku kochać się z Murzynem.

Przede wszystkim:  już sam tytuł jest genialny. Posłużył mi do trollowania znajomych, którym wmawiałam, że to poradnik, który zmienił moje życie. Teraz powiem to oficjalnie: TO NIE JEST PORADNIK (choć można z niego wynieść kilka przydatnych lekcji), to powieść. Świetna, barwna, żywiołowa. Zabawna. Wciągająca. Nie taka, która zmieni na zawsze twoje życie, ale też nie taka, którą zapomnisz następnego dnia.

niespodziegadki_danylaferriere_jakbezwysilkukochacsiezmurzynem1

Historia jest prosta: główny bohater żyje w Kanadzie, w obskurnym, wynajętym mieszkaniu razem z Bubą, dziwacznym współlokatorem, który większość życia spędza na kanapie, słuchając jazzu, cytując Koran i zabawiając się z dziewczynami. Nasz protagonista też nie próżnuje  – każdego dnia doskonali sztukę podrywu, czego efektem jest wydłużająca się lista zdobyczy: Miz Desperacja, Miz Literatura, Miz Mechaniczna Pomarańcza… W chwilach wolnych od cielesnych uciech pisze powieść na starej maszynie, która podobno należała do Chestera Himesa. Jest to poniekąd powieść autotematyczna – autor komentuje i opisuje proces powstawania tekstu  łudząco podobnego do książki, którą trzymamy w ręku.

To, co rzuca się w oczy w trakcie czytania, to wyraźny podział na kolor skóry – Buba i jego współlokator są czarni, ich dziewczyny – białe. Jest coś perwersyjnego w dumie, która rozpiera bohaterów, gdy kopulują z białymi kobietami. Mam wrażenie, że w tym międzyrasowym seksie mało jest pożądania, a więcej gniewu i chęci zemsty. W brudnym pokoju rozbrzmiewa nie tylko rytmiczne skrzypienie łóżka, ale także (a może przede wszystkim) echo kolonializmu. Bohaterowie zdają się mówić: „podeptaliście naszą tożsamość, naszą ziemię, naszą kulturę, więc teraz my zaliczymy wszystkie wasze kobiety”.  I choć powieść powstała w 1985 roku, sprawa nadal jest bardzo aktualna.  Podoba mi się, że Laferrière sygnalizuje problem, lecz robi to w sposób zawoalowany, nieoczywisty. Nie zajmuje też jednoznacznego stanowiska, oddaje głos swoim postaciom i robi to tak umiejętnie, że czytelnik nie jest manipulowany ani zmuszany do zrewidowania własnych poglądów, a jednak prawdopodobnie zrobi to, pobudzony lekturą.

niespodziegadki_danylaferriere_jakbezwysilkukochacsiezmurzynem3

Tekst tętni życiem, ma w sobie ogień i intensywne kolory, jest niemal namacalny. Styl jest żywy i porywający (świetne tłumaczenie Jacka Giszczaka!), a poczucie humoru błyskotliwe i zaskakujące.  Słychać też jazz, czuć zapach wina, kurzu i kanalizacji. Kojarzycie Charlesa Bukowskiego? Starego świntucha, który pił do upadłego, łamał kobiece serca, a w wolnych chwilach pisał świetne teksty o piciu do upadłego i łamaniu kobiecych serc? Myślę, że gdyby wszedł do mieszkanka wynajmowanego przez naszych bohaterów, usiadłby na kanapie obok Buby, nalał sobie wina i został na całą noc (chociaż muzykę musieliby chyba zmienić na klasyczną).

Morał z tego wszystkiego płynie taki:  literatura z mniej nam znanych obszarów to nie mongolski śpiew gardłowy, którego słuchanie polecam raczej koneserom rzeczy dziwnych. To wartościowe, w pełni zrozumiałe i nierzadko genialnie napisane książki. Zachęcam Was gorąco – sięgajcie po nie bez strachu! Warto. Serio!

Mówimy o: Dany Laferrière, Jak bez wysiłku kochać się z Murzynem, przeł. Jacek Giszczak, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2004.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.