O książce Leny Dunham było jakiś czas temu dość głośno i miałam wrażenie, że czytelnicy podzielili się na dwa obozy. Pierwszy zachwycał się, jakie odkrywcze, zabawne i wyjątkowe są te eseje, drugi oburzał otwartością i bezwstydnością, z którą Dunham pisze o swoim życiu. Czytając komentarze – i te krytyczne, i te pochwalne – pomyślałam sobie: oho, to musi być książka, którą albo się kocha, albo nienawidzi! Właśnie tak pomyślałam, choć nie znoszę tego wyrażenia, a ludzie, o których tak się mówi, zwykle nie budzą we mnie nic prócz obojętności (taka Lady Gaga na przykład). To był sygnał zapowiadający kolejne wydarzenia, ale zignorowałam go i z zapałem zabrałam się do czytania Nie takiej dziewczyny.

We wprowadzeniu czytamy: „Już wiem, że będę się wstydzić myśli, iż mam ci cokolwiek do zaproponowania. Ale jeśli to, czego się nauczyłam, pomoże ci wykonać choć jedno parszywe zadanie albo uratuje przed stosunkiem, w trakcie którego będziesz się bała zdjąć trampki, na wypadek, gdybyś musiała wiać, każda moja porażka będzie tego warta”.

Wydawca nawet umieścił ten fragment na okładce, a ja zastanawiam się dlaczego. Leno, dlaczego czułaś, że musisz się tłumaczyć ze swojej książki? Bo jesteś dziewczyną? Bo jesteś młoda? Jakikolwiek był to powód, mówię: NIE. Nie musisz się usprawiedliwiać, nie musisz nikogo prosić o wybaczenie. E.L. James nigdy przeprosiła ludzkości za 50 twarzy Greya, więc ty tym bardziej nie powinnaś.

nietakadziewczyna1

Bo i nie ma za co przepraszać. Teksty okazały się takie, jak się spodziewałam: sprawnie napisane i autentyczne. Zanim sięgnęłam po tę książkę, wiedziałam już co nieco o autorce: Lena Dunham osiągnęła sukces w bardzo młodym wieku – samodzielnie stworzyła błyskotliwy, dowcipny i odważny serial (gdyby ktoś nie wiedział, tytuł serialu to Dziewczyny), który opowiada o problemach jej pokolenia. Pomysł był jej, scenariusz jest jej, reżyseruje niektóre odcinki i gra jedną z głównych ról. Wielozadaniowość w stylu Xaviera Dolana, tylko przełożona na język telewizji. Bardzo lubię takich ludzi. Widziałam serial i uważam, że jest szczery, dziwaczny, pokręcony i uroczo brzydki.

Nie taka dziewczyna też chyba miała taka być, jednak w moim odczuciu brak jej serialowej świeżości. Nie jestem pruderyjna, więc nie zszokowały mnie historie o prezerwatywie zwisającej z rośliny doniczkowej i o nieprzystojnych myślach gnieżdżących się w dziecięcym umyśle. Czytając, miałam wrażenie, że to wszystko już gdzieś było. Czułam dziwny posmak, jak wtedy, gdy trzeci dzień z rzędu jemy ten sam obiad. Po jakimś czasie zorientowałam się, skąd uczucie déjà vu – codziennie słyszę i opowiadam takie same historie, a gdybym zajrzała do swoich pamiętniczków z pierwszych lat studiów, bez wątpienia udałoby mi się wykroić fragmenty, które mogłyby udawać jeden z rozdziałów.

nietakadziewczyna2

Główna różnica polega jednak na tym, że my, przeciętniary, zachowujemy historie o naszym pokręconym dzieciństwie, kompleksach, neurozach i dziwacznych miłosno-erotycznych doświadczeniach dla siebie, a Lena Dunham dzieli się nimi z całym światem. Taki ekshibicjonizm wydaje się ostatnio bardzo modny (patrz: Karl Ove Kanusgard), co nie do końca mi pasuje. Brakuje mi poczucia, że autor chciał mi coś przekazać, zamiast po prostu bez końca nawijać o sobie i przepracowywać swoje traumy moim kosztem. Przyznam, że choć przytłoczył mnie poziom egocentryzmu w Nie takiej dziewczynie, nadal uważam, że to niezła książka. Jak ten jedzony na trzeci dzień obiad – wciąż wydaje ci się strawny, może nawet smaczny, ale w głębi duszy czujesz, że zasługujesz na coś lepszego.

Ostatnia refleksja: Dunham często bywa nazywana żeńską wersją Woody’ego Allena, co mnie oburza. Po pierwsze dlatego, że wkładanie młodych twórców do starych, używanych szuflad jest bardzo krzywdzące. Oglądanie Dziewczyn przez pryzmat Annie Hall jest pomysłem od czapy. Ludziom, którzy mają wieczną potrzebę porównywania nowości z tym, co już było, polecam szklankę wody i jakieś kompresy na oczy dla odświeżenia. Dajcie młodym się wykazać i pracować na własny rachunek. Serio.

Po drugie – dla mnie główna różnica między Allenem a Dunham polega na tym, że gdybym spotkała tego pierwszego, ręce by mi się trzęsły i uważnie dobierałabym słowa w panicznej obawie, że powiem coś nie tak i wyjdę na przygłupa. Z Leną mogłybyśmy pogadać jak równa z równą (o ile udałoby mi się dojść do głosu, zważywszy na to, jak uwielbia opowiadać o sobie).

Podsumowując, mogłabym tę książkę sprowadzić do takiego równania:

Nie taka dziewczyna = też mogłabym to napisać + ale nie napisałaś

 

Mówimy o: Lena Dunham, Nie taka dziewczyna, przeł. Dobromiła Jankowska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.