Drogi Czytelniku, jeżeli miałeś kiedyś okazję wertować Sztukę budowania Jana Knothego, to z pewnością dobrze ją pamiętasz – potwornie gruba i ciężka, lecz przede wszystkim pełna barwnych opowieści i rysunków, od których trudno oderwać oko.
Nie wiesz, o jakiej książce mowa? A może właśnie odkryłeś, że zawieruszył Ci się, pewnie już  porządnie nadgryziony zębem czasu, egzemplarz z lat sześćdziesiątych? Nie ma się co martwić, bo oto za sprawą krakowskiego wydawnictwa Karakter ta opasła księga, którą Marcin Wicha  (autor świetnego Jak przestałem kochać dizajn?) wspomina jako najwspanialszy komiks dzieciństwa, wróciła na księgarniane półki. Wróciła – i to jak pięknie wydana! Nie bez powodu jury Pióra Fredry uznało ją za jedną z pięciu najlepszych książek 2015 roku.

IMG_4165

Zajrzyjmy do środka. Gotowi na podróż po epokach i krainach, by razem z Knothem odkrywać sekrety sztuki budowania? A zatem ruszamy! Zacznijmy od krótkiej wizyty u „jaskiniowych ludków” (wiedzieliście, że pierwsze pokoiki, stropy i stopnie powstawały już w skalnych grotach?), potem szybko przeniesiemy się do beduińskiego namiotu, w którym też nie zagościmy zbyt długo, bo czekają nas jeszcze odwiedziny w szałasie, eskimoskim igloo i… na nowojorskim Manhattanie. Hola, hola, nie za szybko? Spokojnie, ta przebieżka ma nam tylko pomóc w odpowiedzeniu na pytanie, czym właściwie jest architektura i kiedy się pojawiła. Kiedy już uda nam się to ustalić, wyruszymy na długą, pełną przygód i zachwytów wyprawę. Knothe zabierze nas kolejno do Sumeru i Babilonii, Egiptu, przez Kretę i Peloponez do Persji, Grecji, Rzymu i Bizancjum. Wprowadzi  w arkana sztuki romańskiej, gotyku, renesansu, baroku, rokoko, neoklasycyzmu i secesji. Na koniec opowie o początkach sztuki nowoczesnej.

IMG_4168

Stop. Jak to „na koniec”? To już? Aż nie chce się wierzyć. Kiedy się taszczy tę prawie pięciusetstronicową cegłę do domu, to człowiek się zastanawia, czy przypadkiem nie zwariował. Bo kiedy te pięćset stron przemierzyć, jak czas na lekturę trzeba siłą ze szpon rzeczywistości wyrywać, a Karakterowe cudo waży tyle, że o czytaniu w tramwaju można zapomnieć? I tak się idzie i duma, narzeka na wżynające się w dłonie uchwyty torby. Potem dociera się wreszcie na miejsce, siada w fotelu i postanawia wynagrodzić sobie to dźwiganie przeczytaniem kilku pierwszych stron. Kilku, no, niech będzie – kilkunastu. Z kilkunastu raptem robi się kilkadziesiąt, a z kilkudziesięciu – kilkaset. Nagle okazuje się, że dopiero co przyglądało się egipskim piramidom, a już podziwia się architekturę „w ruchu”: samochody, statki i… wózki dla niemowląt. I ledwo co nam się Knothe przedstawiał, a już macha na pożegnanie.
A z taką książką rozstawać się żal! Piękna, mądra, zabawna. Równie dobrze mogłaby nosić tytuł Sztuka opowiadania. Bo Knothe to nie tylko wyjątkowo uzdolniony architekt i rysownik, ale też świetny mówca. Jak z rękawa sypie anegdotami, cytuje Mickiewicza, Słowackiego i Syrokomlę, zachwyca erudycją i dowcipem. Gdybym miała Sztukę budowania opisać jednym zdaniem, powiedziałabym, że to podręcznik do architektury, który czyta się jak książkę przygodową – z wypiekami na twarzy.

 

Mówimy o: Jan Knothe, Sztuka budowania, Karakter, Kraków 2015.

Komentarze (2) + Dodaj komentarz

  1. parapet literacki napisał(a):

    Ha, jako pasierbica architekta, właśnie się zorientowałam, że miałam tą pozycję w domu i wielokrotnie wertowałam – zapamiętałam tylko „obrazki” 😀 POtem próbowałam coś podczytywać, ale jakoś mnie nie wciągnęło, niestety nie wspominam jej jako książki przygodowej o architekturze 😛 W ostatnich miesiącach chodzi za mną raczej design w wydaniu Deyana Sudjica 🙂

    • Niespodziegadki napisał(a):

      Może to kwestia wieku? Nas zachwyciło to, że można tak przystępnie i jednocześnie ciekawie pisać o architekturze, bo przyzwyczajone byłyśmy do szkolnych podręczników do plastyki, które najskuteczniej działały jako wieczorny usypiacz 😀

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.