Na jednym z festiwali literackich swój odczyt miał pewien amerykański autor (chciałabym napisać, że pominę jego nazwisko przez grzeczność, ale tak naprawdę po prostu nie pamiętam, jak się nazywał, co już daje Wam jakieś pojęcie o jego twórczości). Prezentował publiczności ciągnące się w nieskończoność opowiadanie o człowieku, który marzył o karierze pisarskiej, ale zamiast pisać, wolał zalewać się w trupa, wciągać kokainę i gapić się na sztuczny biust swojej dziewczyny, która od czasu do czasu towarzyszyła mu w dwóch pozostałych zajęciach. Bohater był oczywiście bardzo męskim i porządnie doświadczonym przez życie twardzielem, co jakiś czas wygłaszającym różne gorzkie i w zamierzeniu autora zabawne uwagi na temat życia.

Gdy wyszłyśmy z tego spotkania, moja przyjaciółka zauważyła, że tekst był dość wtórny i spytała mnie, co o tym sądzę. Pamiętam bardzo dobrze, co jej wtedy powiedziałam: „To był taki podrabiany Bukowski  w czasach, gdy nikogo to już nie szokuje „.  Nie wiedzieć czemu, to zdanie odbiło się echem w mojej głowie, gdy czytałam Faktotum. Zaczęłam się zastanawiać: czy rzeczywiście Bukowski pisał po to, żeby szokować? I dlaczego opowiadanie tamtego faceta było dla mnie takie niestrawne, a gdy czytam o zapijaczonym Henrym Chinaskim (to główny bohater tej powieści), ręce trzęsą mi się z emocji?

Powiedzmy sobie wprost, o czym jest ta książka: Hank pije, szuka pracy, znajduje ją, trochę pracuje, ale potem stwierdza, że chyba lepiej będzie pójść się napić, co skutkuje utratą pracy, więc idzie szukać nowej (ale najpierw musi się napić). W międzyczasie kilka razy idzie na wyścigi konne, wymiotuje i uprawia seks, a  na koniec się upija. I tak w kółko.

niespodziegadki_charlesbukowski_faktotum

Od początku wiemy, jak to wszystko się skończy. Nie będzie światła z niebios i dźwięku harfy, bo oto Chinaski doznał olśnienia i odrzucił doczesne uciechy, by kroczyć właściwą drogą; książki Bukowskiego nie są opowieściami o odkupieniu, natchnieniu i cudownej przemianie duchowej. To historie bez morału, bez przesłania. Zaczynają się i kończą w przypadkowym momencie i pozornie nic z nich nie wynika – jak w prawdziwym życiu. Faktotum to brudna pościel, pożółkła bielizna, mdłości i zapach przetrawionego wina.  Nie wiem, jak Bukowski to robi, ale ja od samego czytania jego twórczości robię się nietrzeźwa. I mam kaca.

Mimo wszystko nie myślcie, że Faktotum to jakiś pijacki bełkot bez ładu i składu! Autor ma niesamowity dar opowiadania i choć faktycznie macie wrażenie, że słyszycie tę historię gdzieś w barze, przy kulawym stoliku i mrugającej, gołej dwudziestopięciowatówce, to chłoniecie wszystko z otwartymi ustami. Dla Bukowskiego nie ma wstydu, nie ma tabu. Nic się przed nim nie ukryje. Opisując swoich bohaterów, z lubością obnaża ich najsłabsze strony, dostrzega najmniejsze mankamenty. Wydaje mi się to nieco przerażające, zwłaszcza, że większość postaci była inspirowana prawdziwymi osobami. Ciekawostka: podobno gdy zerwał z jedną ze swoich partnerek, ta dostała tak silnego ataku płaczu, że zaczęła się krztusić i wypluła sztuczną szczękę[1]. Kazała mu przysiąc, że nigdy nie opisze tego w żadnym swoim opowiadaniu, ale nie dotrzymał słowa. Cóż, wygląda na to, że to przede wszystkim pisarz, dopiero później człowiek.

niespodziegadki_charlesbukowski_faktotum3

Struktura powieści jest doskonale przemyślana i nic tutaj nie jest dziełem przypadku, jak mogłoby się zdawać w trakcie lektury. Idę o zakład, że tak jak niektóre kobiety godzinami układają włosy, by wyglądać, jakby dopiero wstały z łóżka, tak i Bukowski sporo pracował nad tym, by Faktotum płynęło sobie tak swobodnie przez wszystkie kolejne strony, sprawiało wrażenie zwykłej pogawędki przy piwie, a jednocześnie utrzymywało nas w stanie najwyższego skupienia.

Powróćmy do pytań, które zadałam na początku: czy Bukowski pisał po to, żeby szokować? Czy miał taką cicha misję, by pod wpływem jego tekstów panienki z dobrych domów oblewały się rumieńcem, gospodynie domowe bledły a ciężko pracujący, porządni mężczyźni zaciskali pięści? Nie sądzę. Bukowski pisał, bo mógł. Bo chciał. Bo urodził się z tym cudownym darem  – może został namaszczony przez boga wina? A dlaczego opowiadanie tamtego faceta wydało mi się tak nieudane, choć tak uwielbiam pijackie historie o pokrzywionych ludziach? Myślę, że on bardzo się starał, by wywrzeć konkretne wrażenie i to te wysiłki uczyniły jego tekst nieudolnym. W Faktotum nie widać żadnych nadmiernych starań – odczytasz to jak zechcesz. A brak morału jest tutaj chyba najlepszym morałem.

[1]  Zainteresowanych życiem Bukowskiego odsyłam do całkiem niezłej biografii autorstwa Howarda Sounesa Charles Bukowski. W ramionach szalonego życia, wyd. Twój Styl.

Mówimy o: Charles Bukowski, Faktotum, przeł. Jan Krzysztof Kelus, Noir sur Blanc, Warszawa 2014.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.