„Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób”– pisze Lew Tołstoj w Annie Kareninie. Kiedyś to zdanie było porażająco trafne i zachwycające, ale dziś mam wrażenie, że zużyło się przez ciągłe przytaczanie w każdym możliwym kontekście. A już zwłaszcza w kontekście rodziny Beksińskich.

W zeszły piątek swoją premierę miał opowiadający o losach Beksińskich film Jana P. Matuszyńskiego Ostatnia rodzina. Poszłam, obejrzałam, przetrawiłam i jestem gotowa opowiedzieć swoją historię.

Zacznę od tego, że miałam do sprawy bardzo osobiste podejście. Głos Tomka Beksińskiego pamiętam dobrze z dzieciństwa – w moim domu słuchało się Trójki pod Księżycem i to dzięki tej audycji znałam takie zespoły jak Led Zeppelin, Yazoo, Camel czy UFO. Oglądałam też Monty Pythona w jego tłumaczeniu. Obrazy Zdzisława Beksińskiego znałam od podstawówki i zawsze wyobrażałam go sobie jako jakieś przerażające widmo z ziejącymi czarnymi dziurami w miejscach oczu. Bo czy jakiś pogodny starszy pan w okularach mógłby tworzyć tak mroczną sztukę?

Mimo że twórczość obu zawsze była jakoś w moim życiu obecna, nie rzuciłam się na książkę Magdaleny Grzebałkowskiej tak od razu. Wpadła mi w ręce (przez przypadek!) po roku od wydania, zaczęłam ją czytać i wpadłam po uszy. ZDZISŁAW BEKSIŃSKI. Dawno nie byłam nikim tak zafascynowana. I nie chodziło tu w ogóle o jego tragiczny koniec, o plotki i kontrowersje. Wydaje mi się, że ten człowiek był tak charyzmatyczny, że nawet po śmierci potrafi olśniewać. W Portrecie podwójnym jest bardzo dużo jego listów (tyle, że zaryzykowałabym nawet nazwanie go współautorem tej książki), napisanych tak żywo i fascynująco, z taką inteligencją i humorem, że łatwo przepaść. No i przepadłam.

niespodziegadki_magdalenagrzebalkowska_beksinscyportretpodwojny2

Nie tylko z nim się zżyłam. Czułam więź z wszystkimi Beksińskimi, a ich słabości, dziwactwa i ekstrawagancje nie budziły we mnie niezdrowej fascynacji. Po prostu je zaakceptowałam i żyłam tą historią strona po stronie. Właściwie, to żyłam nią jeszcze długo po tym, jak strony się skończyły. Godzinami słuchałam dostępnych w Internecie rozmów Beksińskiego i Dmochowskiego, oglądałam prywatne nagrania i zdjęcia. Niesamowicie zazdrościłam autorce przygody, jaką przeżyła, pracując nad Portretem podwójnym, reporterskiego śledztwa, jakie musiała przeprowadzić. Tego, że mogła wsiąknąć w tę rodzinę, stać się adoptowaną córką i siostrą, podczas gdy ja czułam się co najwyżej kuzynką stryja z Kanady.

Myślę, że mogę śmiało powiedzieć, że to książka, której nigdy nie zapomnę i nie będzie w tym ani grama melodramatyzmu. To wspaniale napisana  (zarówno przez Grzebałkowską, jak i przez Beksińskiego!) opowieść, biografia, którą czyta się z zapartym tchem. I to nie dlatego, że Tomek popełnił samobójstwo, a Zdzisław został brutalnie zamordowany we własnym domu. Bo w tej książce chodzi o życie. O sztukę, miłość, śmiech i cierpienie. Ta historia wciąż ŻYJE, czego dowodzi fakt, że Matuszyński zdecydował się nakręcić na jej podstawie film.

Jak możecie sobie wyobrazić, po przygodzie z Portretem podwójnym czuję się trochę, jakbym znała Beksińskich osobiście, dlatego miałam mieszane uczucia, gdy dowiedziałam się o filmie (bo mam ograniczone zaufanie do współczesnej polskiej kinematografii i bałam się, że wyjdzie z tego jakaś kaszana). Chociaż i tak było wiadomo, że to zobaczę. Po obejrzeniu trailera byłam zszokowana, że Dawid Ogrodnik mówi głosem Tomka, a kuchnia w filmie do złudzenia przypomina tę prawdziwą, w której Zdzisław zwykł ekstremalnie szybko pożerać czarny od pieprzu obiad. Zaczęłam odliczać dni do premiery.

A teraz jest już po premierze i wiem, że to ten moment, gdy powinnam zacząć pisać o moich wrażeniach, ale jestem zblokowana. Może w takim razie bezpiecznie zacznę od spostrzeżenia, że produkcja została bardzo dobrze rozreklamowana. Do tego stopnia, że sala była pełna, a wielu widzów chyba miało nieco inne oczekiwania wobec filmu niż ja, na co wskazywały nieustanne salwy śmiechu w zupełnie nieadekwatnych momentach i głośne komentarze. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy to wpłynęło na mój odbiór filmu, ale nie mogę tego wykluczyć.

niespodziegadki_magdalenagrzebalkowska_beksinscyportretpodwojny3

Przejdźmy do aktorstwa: Andrzej Seweryn… No właśnie – jaki Andrzej Seweryn? Ja go tam nie widziałam. To był alternatywny Zdzisław Beksiński, nie żaden aktor. Nie powiem, że był świetnie zagrany, bo tam nie widać GRY. Można zupełnie zapomnieć, że ktoś tu kogoś gra. To było niesamowite. Aleksandra Konieczna jako Zofia Beksińska też wypadła niczego sobie. Stanie w cieniu to wbrew pozorom nie jest łatwa rola. Najgorzej było z Ogrodnikiem. Rzeczywiście mówił głosem Tomka (!), ale nie był Tomkiem tak, jak Seweryn był Zdzisławem. Miałam wrażenie, że oglądam popis aktorski, bardzo teatralny i dość przedobrzony, przez co, moim zdaniem, postać ociera się o śmieszność (stąd głównie brały się chichoty publiczności, chociaż ja siedziałam z kamienną twarzą).

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie świetna muzyka oraz dbałość o szczegóły: dokładne odwzorowanie mieszkania (a jako psychofanka znam jego rozkład i umeblowanie), charakterystyczny zaśpiew w głosie Zosi, akcent Zdzisława, nawet nekrolog na drzwiach krypty Tomka był identyczny. Niektóre z prawdziwych domowych nagrań również zostały odegrane klatka po klatce.

Mimo to nie uważam Ostatniej rodziny za tak genialną, jak mówią. Wydała mi się trochę chaotyczna i spłycona. Najgorzej wypada wątek Tomka, który niby cośtam w życiu robi poza użalaniem się nad sobą i demolowaniem mieszkania swoich „starych”, ale w moim odczuciu za  mało tego tam było. Jest pokazany jako rozwydrzony, wkurzający, teatralny nieudacznik, a to chyba trochę dla niego krzywdzące. Bo poza byciem rozwydrzonym, niedojrzałym i humorzastym typkiem, robił też całkiem fajne rzeczy, a mam wrażenie, że w filmie te sceny jakoś się rozjeżdżają.

Myślę, że gdybym nie siedziała w temacie tak mocno, odniosłabym wiele mylnych wrażeń i sporo kwestii pobieżnie poruszonych w filmie byłoby dla mnie niejasnych. Mimo wszystko cieszę się, że to obejrzałam. Ostatnia rodzina jest dobra i nic nie stracicie, jeśli się na nią wybierzecie. A sporo zyskacie, jeśli sięgniecie również po biografię Beksińskich autorstwa Magdaleny Grzebałkowskiej.

Mówimy o: Magdalena Grzebałkowska, Beksińscy. Portret podwójny, Znak, Kraków 2014.; Ostatnia rodzina, reż. Jan P. Matuszewski, Polska 2016.

P.S. Nie interesuje mnie, jak sentymentalnie to zabrzmi, ale podczas pisania tego tekstu słuchałam ostatniej audycji Tomka.

Komentarze (2) + Dodaj komentarz

  1. vampireheart napisał(a):

    Książka jest dopiero przede mną. Muszę jednak trochę odetchnąć po „Ostatniej rodzinie”, zanim zabiorę się za „Portret” 🙂

  2. Niespodziegadki napisał(a):

    Przeczytanie książki po obejrzeniu filmu będzie mega przeżyciem. Tyle rzeczy się wyjaśni, ale też pojawi się tyle nowych pytań… Zazdroszczę Ci tej przygody! 🙂 /h

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.