Czy oglądaliście w dzieciństwie Moją dziewczynę? Pamiętacie rozczochraną Vadę, która nosi ogrodniczki, ma obite kolana i wszędzie jeździ na rowerze? Dziewczynkę, która zastanawia się nad światem i marzy, żeby być poetką? Wróżba Agnety Pleijel utrzymana jest w podobnym klimacie. To opowieść o dziewczynie, której życie polega na czymś więcej niż na desperackim poszukiwaniu chłopaka.

Zawsze nas zaskakiwało, że tak trudno jest znaleźć w literaturze przekonujący obraz dorastania. Ktoś mógłby się oburzyć, że przecież jest Huck Finn i Tomek Sawyer, jest Harry Potter. Alain Mabanckou pisał o dzieciństwie w Jutro skończę 20 lat, a Ondjaki w Babci 19 i sowieckim sekrecie (ukłony w stronę Wydawnictwa Karakter). Jasne, wszystko super, ale tak się składa, że żaden z tych bohaterów nie miał, na przykład, okresu[1].

Gdzie są dziewczyny? Czy naprawdę, jak sugeruje literatura “kobieca”, interesują je tylko miłosne uniesienia i wdzięczenie się przed lustrem? Czy czekają gdzieś w lochu, aż wybatoży je jakiś bogaty biznesmen? A może, jak to możemy wyczytać w książkach dla młodzieży, całymi dniami uganiają się za przystojnymi wampirami? Oczywiście, że nie. Tylko dlaczego tak mało jest powieści o dziewczynach, które mają coś do powiedzenia (czyli, w gruncie rzeczy, o większości z nas)?

agnetapleijel10

Teraz, gdy mamy Wróżbę, odpowiedź na to pytanie przestała nas tak bardzo interesować. Nareszcie przeczytałyśmy książkę, na jaką czekałyśmy od lat: taką, która wymyka się wszystkim etykietkom. I nie zrozumcie nas źle – to nie tak, że nie ma tu nic o miłości, seksualności czy pierwszych pocałunkach. Pleijel pisze o tym sporo, i to nawet odważniej niż zwykle bywa. Bo to jest istotny element dojrzewania. Istotny, ale nie jedyny, o czym wiele autorek zdaje się zapominać. Odkrywanie swojej cielesności nie przeszkadza bohaterce Wróżby w jednoczesnym odkrywaniu świata. Neta przeżywa pierwsze orgazmy, ale też zaczyna zadawać pierwsze metafizyczne pytania. Pragnienia ciała są równie ważne jak pragnienia umysłu.

A jej umysł jest nienasycony. Im więcej poznaje, tym więcej chce wiedzieć. Początkowo nieakceptowana przez rówieśników, ucieka w świat książek. Czyta jak najęta, również rzeczy, które, jak przeczuwa, nie są dla niej przeznaczone. Ogląda też filmy: Bergmana, Antonioniego. Obserwuje, rozmyśla, wyciąga wnioski. Wątpi i ulega fascynacjom. Zadaje pytania, dyskutuje. O życiu, moralności, Bogu. Jej pierwszymi rozmówcami są oczywiście członkowie rodziny – wyjątkowa, inspirująca i nieco tajemnicza ciotka Ricki, serdeczny, mądry, lecz niezdecydowany i bierny ojciec oraz onieśmielająca, impulsywna matka. Neta jest też świadkiem rodzinnych dramatów, jednak, choć nie może uniknąć bycia w nie w jakiś sposób zaangażowaną, stara się nie stawać po żadnej ze stron.

Bo w tej książce tak trochę jest, że ludzie żyją bardziej obok siebie niż z sobą. Mieszkają pod jednym dachem, każdy pogrążony we własnej samotności. Podczas wspólnego posiłku bohaterka “myśli, że ludzie są jak kawałki mortadeli. Każdy samotny w swoim zastygniętym tłuszczu”. Wszyscy odizolowani, zamknięci w prywatnej rzeczywistości, nigdy czarno-biali. Pleijel starannie unika jednoznacznych ocen moralnych i po prostu maluje ludzi takimi, jakimi są – we wszystkich odcieniach szarości. Trudna sztuka, zważywszy na to, jak bardzo autobiograficzna jest Wróżba.

To zaskakujące, ale w trakcie lektury można odnieść wrażenie, że opisywane wspomnienia są naszymi własnymi. Narracja przeskakuje swobodnie między pierwszo- a trzecioosobową i mamy uczucie przenoszenia się w czasie. Strzępki przeszłości powracają, za każdym razem tworząc nową kompozycję. Niektóre elementy mozaiki błyszczą bardziej niż inne – zdają się zdradzać prawdę nie tylko na temat bohaterki, ale i natury świata.

Mówiąc o wyjątkowym stylu i ulotności narracji, nie sposób nie wspomnieć o Justynie Czechowskiej, której zawdzięczamy polski przekład Wróżby. Nawet nie znając szwedzkiego, można bez trudu zauważyć, że tłumaczenie tego tekstu musiało być nie lada wyzwaniem. Proza Pleijel jest niezwykle intensywna i nasycona. W tej książce słowa żyją, mają kolory i fakturę, ma się wrażenie, że można ich dotknąć, złapać je w locie i potrząsnąć nimi. Poczuć, jak drżą nam w dłoni. Powąchać. Nawet zjeść, ale to już na własną odpowiedzialność.

Musimy przyznać, że byłyśmy trochę zawiedzione, kiedy dowiedziałyśmy się, że Karakter ma w planach publikację powieści z Europy. Jak to, w serii literackiej, która zawsze serwowała najlepsze, świeże, zaskakujące książki z mało eksplorowanych terenów? Teraz musimy wszystko odwołać. Wróżba jest świetna, świeża i zaskakująca. To książka jedna na milion.

 

[1] Ania z Zielonego Wzgórza już miała, ale nie byłyśmy w stanie jej zmęczyć.

 

Mówimy o: Agneta Pleijel, Wróżba. Wspomnienia dziewczynki, przeł. Justyna Czechowska, Karakter, Kraków 2016.

niespodziegadki_patronat

 

Ten wpis jest częścią cyklu #girlpower: o książkach pisanych przez kobiety, lecz nie dla kobiet. Dla ludzi.

Komentarze (4) + Dodaj komentarz

  1. Osinski napisał(a):

    Konkretnie się nakręciłem na tą książkę po tym tekście i z pewnością po nią sięgnę 🙂 Zaczynam być coraz większym fanem Karaktera 🙂

  2. Niespodziegadki napisał(a):

    Przeczytaj koniecznie i daj znać, jak wrażenia! Dla nas katalog Karakteru to trochę taka skrzynia skarbów 😉

  3. Monika napisał(a):

    Właśnie czytam, między innymi pod wpływem Waszej recenzji, kupiłam e-booka, ale muszę mieć też papier na półce, doskonała książka.

    • Niespodziegadki napisał(a):

      Skaczemy z radości za każdym razem, jak dowiadujemy się, że ktoś sięgnął po „Wróżbę” z naszego polecenia! Mamy nadzieję, że przeczytamy recenzję na Manufakturze tekstu? 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.