Afryka to taki dziki kraj, w którym rosną akacje i baobaby, a Murzynek Bambo, choć uczy się pilnie przez całe ranki ze swej murzyńskiej pierwszej czytanki, i tak kiepsko radzi sobie ze składaniem liter. Brat Bambo, Kali, całymi dniami jeść i pić (o ile nie ma głodu i suszy). Literatura afrykańska to mit. Są za to prawdziwe historie Europejek, które były żonami Masajów i mieszkały w lepiankach.

Jeśli usłyszycie kiedyś kogoś opowiadającego takie bzdury, dajcie mu namiary na nas. Chętnie go przekonamy, że literatura afrykańska nie tylko istnieje, ale też ma się znakomicie. Czytanie jej jest jak łyk czystej wody po latach picia oranżady. Rozsmakujesz się w niej raz i nie ma już powrotu, bo oranżada zaczyna nieprzyjemnie szczypać w język. My, na przykład, dzielimy swoje życie na dwa etapy: przed Kielonkiem Alaina Mabanckou i po Kielonku (wiemy, jak dwuznacznie to brzmi).

Zdajemy sobie jednak sprawę, że dla wielu osób taka podróż w nieznane może się wydawać nieco ryzykowna (tutaj piszemy o tym, jak ludzie reagują, gdy dowiadują się, co czytamy), dlatego przygotowałyśmy listę 6 książek, które będą przyjemnym pierwszym przystankiem na drodze do naszej ulubionej literackiej krainy. I nie martwcie się, nie pisał ich żaden Kali, tylko świetni, inspirujący i utalentowani autorzy.

 

Alain Mabanckou, Black Bazar, przeł. Jacek Giszczak, Karakter.

Żeby przyjrzeć się Afryce z bliska, nie trzeba wcale wyruszać w podróż na inny kontynent. Jeśli boicie się rzucić na głęboką wodę, zacznijcie od wyprawy do Paryża. Wieża Eiffla, ślimaki, chropowaty głos Édith Piaf – brzmi znajomo, prawda? A teraz uwaga: te punkty programu wykreślamy, Alain Mabanckou zabiera Was do Paryża, o którego istnieniu nie mieliście pojęcia! Ludzie ubierają się tam tak, śpiewają i tańczą tak, a od ślimaków wolą saka-sakę, czyli to. Głównym bohaterem Black Bazar jest Zadkolog, członek SAPE, czyli Stowarzyszenia Amantów, Pedantów i Elegantów, wielbiciel ekstrawaganckich strojów i kobiecych wdzięków, początkujący pisarz. Jest też pan Hipokrates, sąsiad, który podejrzewa Zadkologa o rzucanie złych uroków na Francję, i Roger, Francuz z Wybrzeża Kości Słoniowej, który twierdzi, że „pisanie to nie jest specjalność czarnuchów”. Jest genialny styl i słowa, które wibrują, brzęczą, szeleszczą, a jak trzeba, przebijają kartki na wylot (polskie tłumaczenie to majstersztyk!). Dziesięć stron i zakochaliście się na zabój.

 

Chigozie Obioma, Rybacy, przeł. Sebastian Musielak, Wydawnictwo Literackie.

Książki, które pisane są z perspektywy dziecka, mają w sobie jakiś szczególny urok. Okazuje się, że bez względu na to, czy urodziliśmy się w Polsce, w Kongu czy w Stanach Zjednoczonych, jako siedmio- czy ośmiolatki wszyscy najbardziej lubimy wałęsać się z kolegami po okolicy i wszyscy marzymy o wielkich przygodach. Nie inaczej jest w przypadku bohaterów Rybaków. Korzystając z nieobecności ojca, mieszkający w nigeryjskim Akure Benjamin i jego trzej bracia – Ikenna, Boja i Obembe – z zamiarem łowienia ryb postanawiają udać się nad rzekę. Kupują wędki, układają rybacką pieśń i świetnie się bawią, dopóki nad okrytą złą sławą Omi-Alą nie spotykają miejscowego szaleńca, którego przepowiednia wkrótce wywróci życie całej rodziny do góry nogami. Tak rozpoczyna się powieść, dzięki której 29-letni Obioma znalazł się w finale The Man Booker Prize 2015: magiczna, trzymająca w napięciu, wzruszająca. I z latami 90. w tle! Pamiętacie szał na Mortal Kombat? Mamy dla Was dobrą wiadomość: wreszcie będziecie mieli z kim przedrzeźniać amerykański akcent komentatora. That’s fatal!

 

Kamel Daoud, Sprawa Meursaulta, przeł. Małgorzata Szczurek, Karakter.

Tę książkę zabrałybyśmy ze sobą na bezludną wyspę. Dlaczego? Bo to taka powieść, którą zaczyna się czytać od nowa, jak tylko dobrnie się do ostatniej strony – za każdym razem odkrywając nowe sensy i czerpiąc większą przyjemność z lektury. Całkiem możliwe, że gdyby odnaleziono nas na tej wyspie 10 lat później, byłybyśmy święcie przekonane, że upłynęła co najwyżej godzina, i powitałybyśmy naszego wybawcę grzecznym „Odczep się, czytamy!”. Co niezwykłego jest w Sprawie Meursaulta? Jak by to powiedzieć… Pamiętacie Obcego albo Upadek Alberta Camusa? Wyobraźcie sobie, że pojawia się facet, który nie ma na koncie żadnej powieści, i stwierdza, że napisze własną wersję wydarzeń, które rozegrały się na kartach dzieł Camusa. Pomysł godny szaleńca, prawda? Taka powieść na pewno nie przejdzie bez echa. Krytycy albo zrównają ją z ziemią, albo nie będą mogli wyjść z podziwu. Kamel Daoud swoim powieściowym debiutem powalił wszystkich na kolana. Głównym bohaterem jego książki jest Harun, próbujący uporać się z traumą brat zamordowanego w Obcym „Araba”, Algierczyk, który walczy o swoje (ale i swoich rodaków) prawo do opowiedzenia się. Literatura, za którą dałybyśmy się pokroić. Więcej tutaj

 

Ondjaki, Babcia 19 i sowiecki sekret, przeł. Michał Lipszyc, Karakter.

Zapnijcie pasy, bo oto ruszamy do Angoli! Program wycieczki wygląda tak: będziemy krzyczeć na dnie morza, a nasze krzyki będą mieniły się na niebiesko. Będziemy biegać po Praia do Bispo z szalonym (a może natchnionym?) włóczęgą o imieniu Piana Morska. Zatrzemy granicę między prawdziwym i wyobrażonym, materialnym i duchowym, między jawą a snem. Będziemy pić “goriacze pitie” z sowieckimi oficerami. To tyle, jeśli chodzi o program, ale zdradzimy wam, że w Luandzie czeka nas też wiele niespodzianek. Ta powieść (w genialnym tłumaczeniu Michała Lipszyca) to jedna z najlepszych przygód, jakie można przeżyć. Zresztą wszystkie teksty Ondjakiego są tak smakowite, że z powodzeniem zastępują słodycze. Niestety, niewiele z nich zostało przetłumaczonych na język polski. Wydawcy, nie zostawiajcie tego tak!

 

Mia Couto, Ostatni lot flaminga, przeł. Elżbieta Milewska, Państwowy Instytut Wydawniczy.

Wyobraźcie sobie taką sytuację: na stoliku leży niepozorna, licząca sobie zaledwie 130 stron książeczka. Bierzecie ją do ręki, otwieracie i czytacie pierwsze zdania: “Oto nagi fakt: na samym środku drogi krajowej, przy wjeździe do miasteczka Tizangara pojawił się amputowany penis. Odcięte okazałe przyrodzenie. Znalezisko poraziło mieszkańców”. I już jesteście w Mozambiku, w małym miasteczku, w którym przedmioty z tęsknoty za właścicielami popełniają samobójstwo, mężczyźni przed snem rozwieszają swoje kości na gałęziach, a młode dziewczęta w ramach kary za wstrzemięźliwość seksualną (tak!) zmieniają się w staruszki. Pod pretekstem chęci rozwiązania zagadki kryminalnej (jakiś niegodziwiec rzucił na mężczyzn urok, który sprawia, że eksplodują jak nadmuchane papierowe torby, pozostawiając po sobie jedynie “okazałe przyrodzenia”) wyruszacie w zaskakującą, zapierającą dech w piersiach, kolorową podróż, od której kręci Wam się w głowie. Na przemian wybuchacie śmiechem i ocieracie łzy wzruszenia. A gdy już wiecie, że Tizangara to Wasze miejsce na Ziemi, okazuje się, że wycieczka dobiegła końca. Powieść Couto pozostawia Was z tym cudownym uczuciem niedosytu, palącym pragnieniem, by spróbować jeszcze raz. Po tej książce nie zdołacie odmówić sobie kolejnej.

 

Chimamanda Ngozi Adichie, To coś na twojej szyi, przeł. Katarzyna Petecka-Jurek , Zysk i S-ka.

Kolejna propozycja dla tych, którzy nadal trochę boją się wyruszyć z nami w podróż do Afryki. Akcja opowiadań jest zawieszona między Nigerią a USA, krążymy więc w powietrzu między dwoma kontynentami. Fruniemy z przyjemnością, zwłaszcza, że styl jest lekki jak chmurka. Tam, w przestworzach, Adichie staje za barem i serwuje nam zestaw tęczowych shotów – każda z historii inna, lecz równie mocno nasycona i odurzająca. Autorka w bardzo umiejętny sposób porusza trudne kwestie, takie jak konflikty religijne i aranżowane małżeństwa, a jednocześnie potrafi w pełni skupić się na problemach jednostki. Razem z bohaterami odczuwamy lęk i pożądanie, niepokoimy się i pogrążamy we wspomnieniach. To coś na twojej szyi jest jedną z tych książek, które żyją w nas podczas lektury, czujemy, jak każde słowo pulsuje nam pod skórą. A zakończenia opowieści są często tak proste i zachwycające, że wpatrujemy się w ostatnie zdanie i jedyne, na co nas stać, to wypowiedziane szeptem “wow”. I nie dajcie się zwieść ładnej pani na okładce – to nie jest literatura „kobieca”. To po prostu świetna literatura.

 

Zachęcamy: weźcie łyka (mimo że w African Psycho Alain Mabanckou przekonuje, że picie-wody-to-idiotyzm)!

Komentarze (5) + Dodaj komentarz

  1. Emilia Teofila napisał(a):

    Fantastyczne zestawienie, bardzo mi się spodobało! Co prawda nigdy nie czytałam żadnej z przedstawionych tu książek, ale to zapewne kwestia czasu. Wszystkie tytuły są naprawdę intrygujące.

    Swoją drogą, literatura afrykańska rzeczywiście jest bardzo niedoceniana i spychana na margines. Tak samo jak i cała Afryka. Cieszę się, że dołożyłyście swoje trzy grosze do tego, by zmienić obecny stan rzeczy. Dzięki!

  2. Lady Pasztet napisał(a):

    Dziękuję za przypomnienie o „Babci 19 i sowieckim sekrecie”, doskonała to była książka! Ciesze się, że wspomnieliście o Chimamandzie Ngozi Adichie i „To coś na Twojej szyi”, dodałabym do tego rewelacyjny „Fioletowy hibiskus”. Podrzucam także swój wpis o książkach o Afryce.

    http://ladypasztet.com/5-ksiazek-o-afryce-o-ktorych-nie-macie-zielonego-pojecia/

    Po resztę książek zapewne sięgnę niebawem, pozdrawiam!

  3. Martine napisał(a):

    Polecam jeszcze bardzo „Marię Pannę Nilu” Scholastique Mukasongi!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.