W zeszły weekend ogłoszono laureata nagrody Lista Goncourtów: polski wybór. O mało nie zemdlałyśmy, gdy okazało się, że to Gaël Faye ze swoją powieścią Petit pays, bo oznacza to dwie rzeczy: po pierwsze, książka ukaże się w języku polskim, a po drugie, on sam zostanie zaproszony na przyszłoroczny Festiwal Conrada.

Jak to się stało, że o nim usłyszałyśmy? Faye debiutował w czasie tegorocznego rentrée littéraire (czyli “literackiego powrotu” – tak Francuzi nazywają gorący okres wrześniowych premier) i nagle wszystkie media obiegła informacja, że oto pojawił się niesamowicie uzdolniony pisarz. Promował go sam Alain Mabanckou, którego Faye nazywa swoim “literackim ojcem chrzestnym”. Tych dwóch panów łączy fakt, że obaj tworzą muzykę. I to właśnie w piosenkach Gaëla Faye zakochałyśmy się bez pamięci.

W tej miłości od pierwszego usłyszenia nie byłoby może nic dziwnego, gdyby nie to, że autor Petit pays rapuje, a my do tej pory trzymałyśmy się z dala od takiego stylu. Jednak w tym przypadku wpadłyśmy po uszy. Uwierzcie, jeśli już nawet my wymachujemy rękami jak zawodowe raperki, to coś musi być na rzeczy!

W tych piosenkach nie chodzi tylko o muzykę, ale też (a może przede wszystkim? W końcu Faye to mistrz słowa) o tekst. Poniżej nasze cztery ulubione utwory:

Pili Pili sur un Croissant au Beurre

Porywająca, melodyjna opowieść o głodzie życia i splątanych ludzkich losach. Ten utwór to prawdziwy hymn na cześć miłości, poezja najwyższych lotów! Faye rapuje historię swoich rodziców: Croissant au Beurre, czyli Rogalika Maślanego, którego ciekawość świata pcha z Francji aż do Burundi, i Pili Pili, czyli Papryczki: Rwandyjki, która pragnie zapomnieć o podziale na Hutu i Tutsi, marzy o byciu hipiską i słuchaniu Jimiego Hendriksa. Kiedy tych dwoje spotyka się, rodzi się uczucie, którego nic nie jest w stanie powstrzymać, nie straszne mu grzmoty, mgła ani ulewne deszcze. Na skrzyżowaniu dróg, między kontynentami, językami i kulturami, dorastać będą dzieci Croissant au Beurre i Pili Pili – jedno z nich, Gaël Faye, napisze dla rodziców piosenkę, którą można by właściwie opisać jednym słowem: piękna.

Petit Pays

„Kiedy ty płaczesz, płaczę ja, kiedy ty się śmiejesz, śmieję się ja, kiedy ty umierasz, umieram ja, kiedy ty żyjesz, żyję ja”. Te proste słowa ściskają za gardło, bo ich adresatką nie jest ukochana dziewczyna, miłosne wyznanie to hołd złożony Burundi, w którym Faye przyszedł na świat i które kilkanaście lat później musiał opuścić, uciekając przed wojną domową między Hutu i Tutsi. I choć uszedł cało z ludobójstwa, zamieszkał w Paryżu, skończył studia w Londynie, a potem został cenionym muzykiem, to w głębi duszy nigdy nie pogodził się z wyjazdem z Afryki i nie przestał tęsknić za swoim rodzinnym miastem: „Bużumbura, jesteś robaczkiem świętojańskim w mojej europejskiej wędrówce” – rapuje. Jeśli wsłuchamy się w końcówkę, usłyszmy również wyszeptane „Mój mały kraju, kocham cię, tego jestem pewien”.

Métis

Zbyt biały w Afryce i zbyt czarny we Francji, Faye opowiada o problemach ze znalezieniem własnej tożsamości. Sfrustrowany i rozgoryczony, postanawia zatrzeć granice, odrzucić pojęcie rasy i twierdzi, że zawsze jest u siebie, choć nigdy nie jest na swoim miejscu. Bo „gdy dwie rzeki się spotykają, nadal tworzą jedną, a nasze kultury stapiają się z sobą i stają się nie do odróżnienia”. „Ludzkość jest kolorowa, bądźmy więc daltonistami” – nawołuje. A na koniec stwierdza, że skoro jego tyłek jest między dwoma krzesłami, to on siada na ziemi. A my chętnie usiadłybyśmy obok niego!

QWERTY

Po studiach podejmuje pracę w londyńskiej koporacji, by zarobić mnóstwo kasy. Chce zdobyć 10 lat doświadczenia, bo z dobrym wykształceniem i obeznaniem w branży będzie ustawiony na resztę życia, nawet jeśli powinie mu się noga. Każdy dzień spędza tak samo: jałowe pogawędki przy ekspresie do kawy, dzień dobry, się masz, uśmiechy przyklejone do twarzy. Kto dostanie awans? Kogo zwolnią? Jaką premię dostanie pod koniec roku? Taki tryb życia nie kręci go za bardzo. Bo widzicie, on od dzieciństwa marzył o tym, by zostać artystą. Teraz jest pianistą na klawiaturze QWERTY. Znacie to skądś? 10 lat później wraca do Francji, by wreszcie żyć tak, jak zawsze chciał. I co? Teraz gra na klawiaturze AZERTY. I to na niej właśnie skomponował powieść Petit pays.

 

Ostatnio każdy poranek zaczynamy od tej muzyki. Nie możemy się doczekać polskiego wydania Petit pays! W międzyczasie planowałyśmy dorwać wersję francuską na Targach Książki w Krakowie. Gdy zobaczyłyśmy, że stoi sobie spokojnie na półce na stoisku księgarni Edukator, zaczęłyśmy piszczeć jak szalone fanki na koncercie Justina Biebera. Jakież było nasze rozczarowanie, kiedy okazało się, że to jedynie egzemplarz pokazowy! Nie tracimy jednak zapału i zamierzamy upolować ją w Internecie, więc możecie się spodziewać, że Gaël Faye jeszcze zagości na Niespodziegadkach.

 

Mówimy o: Gaël Faye, Petit pays, Grasset, Paris 2016.

Komentarze (3) + Dodaj komentarz

  1. Aleksandra napisał(a):

    AAA!! Zakochałam się też! Poza moją nieopanowaną słabością do języka francuskiego (literatura niekoniecznie, ale brzmienie języka powoduje, że oglądam francuskie filmy bez względu na to, o czym są :D), to już widzę, że mi się dobrze pracuje do tej muzyczki. Dzięki dziewczyny!

    • Niespodziegadki napisał(a):

      Do usług 😉 Cieszymy się, że Ci się podoba! Nie możemy się doczekać, aż książka wyjdzie w Polsce.
      PS. Jako nieuleczalna frankofilka rozumiem i podzielam nieopanowaną słabość do języka francuskiego! /m

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.