13 maja 1965 roku czternastoletniej Jadwidze Jakubowskiej, mieszkance niewielkiego Zabłudowa, ukazuje się Maryja. Matka dziewczynki i wtajemniczone w sprawę sąsiadki nie mają wątpliwości: to objawienie. Inni o cudzie przekonują się, kiedy na niebie dostrzegają świetlistą łunę. Nie brakuje jednak i takich, którzy uparcie pukają się w czoło, twierdząc, że Jadwiga wszystko wymyśliła. Jedno jest pewne: odtąd w podlaskim miasteczku nic już nie będzie takie samo.

Jadwiga, najmłodsza z rodziny Jakubowskich, niczym się nie wyróżnia. Drobna, chorowita, trochę wycofana. Od hucznych zabaw woli spacery do lasu albo na łąkę. Za oglądane przez lupę kwiatki z radością dziękuje Bogu. Uczennica z niej przeciętna, powtarza trzecią klasę. Według kierownika szkoły jest przewrażliwiona i wychowywana w duchu religijnego fanatyzmu.

Matka czternastolatki choruje. Skarży się na kłucia w okolicach serca, zawroty głowy i osłabienie, nie ma apetytu. Jadzia kładzie się w pokoju krzyżem i prosi Najświętszą Panienkę o zdrowie dla mamy. 13 maja dziewczynka zbiera na łące szczaw, kiedy nagle zauważa jasny punkt i unoszącą się w powietrzu postać Matki Boskiej. Przerażona biegnie do domu poinformować o wszystkim rodziców. Maria Jakubowska postanawia tej nocy spać z córką w jednym łóżku. Rano odkrywa, że zdarzył się cud: wyzdrowiała.

piotrnesterowicz_cudowna2

O niezwykłym uzdrowieniu szybko dowiaduje się cały Zabłudów, a Jadzia ze „Zwykłej” staje się „Cudowną”. Noszona na rękach, proszona o błogosławieństwo, w białej sukience i wianku wystawiana w oknie jak fikuśny eksponat. Dziewczynka nie chce sławy i dość ma tłumu, który gromadzi się przed domem, uniemożliwiając jej zabawę w ogrodzie, ale już za późno. Na Podlasie zjeżdża się cała Polska.

Wkrótce do akcji wkraczają komuniści, którzy przy użyciu represji próbują powstrzymać rosnący w siłę kult Matki Boskiej Zabłudowskiej. Nic z tego! Jeśli z nami walczą, to znaczy, że mamy rację – stwierdzają wyśmiewani przez prasę „cudacy” i tym chętniej zbierają się na łące. Śpiewają, układają modlitwy, piją wodę z cudownego źródełka. Doświadczają kolejnych interwencji Najświętszej Panienki. Miejscowy ksiądz w obawie przed reakcją władz próbuje opanować sytuację, lecz rozwścieczeni zabłudowianie prędzej pozbędą się proboszcza, niż pozwolą sobie odebrać swój własny cud.

Tutaj mogłaby się zakończyć historia objawienia w Zabłudowie, gdyby nie fakt, że Piotr Nesterowicz, autor Cudownej, nie jest hagiografem, a reporterem. Ciekawy więc tego, jak dalej potoczą się losy Jadwigi Jakubowskiej i czy wiara w cud przetrwa, szuka dalej. A że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, Nesterowicz trafia pod adres dobrze wszystkim znany: polskie piekiełko. Okazuje się, że nie trzeba komunistów ani podśmiewających się z cudów ateistów, żeby demony wyszły z szafy i zrobiły swoje. Bo oto sami zabłudowianie zaczynają węszyć, zazdrościć, rzucać oskarżenia, kłócić się o to, czy Matka Boska była katolicka czy protestancka. Przestaje im się podobać również Jadwiga, która, jak odkryje Nesterowicz, w darze od Boga otrzymała nie tylko objawienie, ale i krzyż boleśnie wbijający się w delikatne ramiona.

piotrnesterowicz_cudowna3

Dlaczego Cudowna jest cudowna? Po pierwsze dlatego, że autorowi udaje się zachować dystans i nie wplątać się w konflikt polsko-polski, choć mogłoby się wydawać, że jak pisać o religijności ludowej w Polsce, to tylko chwaląc albo ganiąc. Piotr Nesterowicz nie wymachuje szabelką, nie poucza ani nie mówi, w co mamy wierzyć. Nie interesuje go, czy cud w Zabłudowie był czy go nie było – dużo bardziej zdaje się pociągać go socjologia zachowań zbiorowych, a podlaskie miasteczko, które w latach 60. stało się celem pielgrzymek z całego kraju, to wręcz idealne miejsce do badań. Po drugie, bo Cudowna to opowieść wciąż aktualna, choć od objawienia w Zabłudowie minęło kilkadziesiąt lat. My wciąż pragniemy spektakularnych wydarzeń, uważamy, że zawsze mamy rację i lubimy o wszystko się pokłócić (patrz: czy Matka Boska była katolicka czy protestancka). Po trzecie, bo jeśli zrozumieć polską prowincję, to właśnie dzięki Nesterowiczowi – co z tego, że transformacja, że XXI wiek, jeśli marzenia wciąż te same: żeby coś się wydarzyło. Po czwarte wreszcie, bo to po prostu dobrze napisana książka, którą czyta się z ogromną przyjemnością.

 

Mówimy o: Piotr Nesterowicz, Cudowna, Dowody na Istnienie, Warszawa 2014.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.