Cierpię na pewną dokuczliwą przypadłość. Zawsze, gdy jadę komunikacją miejską lub idę ulicą, przyglądam się mijanym ludziom i próbuję sobie wyobrazić, jakie historie mogliby mi opowiedzieć. Patrzę na ich twarze, dłonie, zaglądam im w oczy, zastanawiam się, skąd i dokąd idą. To wszystko brzmi bardzo uroczo, jednak czasem obawiam się, że ktoś w końcu zauważy moje nadmierne zainteresowanie i potraktuje mnie gazem pieprzowym. Podejrzewam, że Konrad Oprzędek ma podobne zamiłowanie do opowieści, jednak wpadł na lepszy pomysł, jak sobie z nim radzić – napisał reportaż.

Arek chce oddać w dobre ręce swój wolny czas. Justyna handluje używaną bielizną. Ewa szuka kontaktu z ludźmi, o których wie, że od dawna nie żyją. Mirek desperacko pragnie znaleźć nowy dom dla odziedziczonego po matce krucyfiksu. Każde z nich ogłasza się w Internecie i tak właśnie odnajduje ich Oprzędek. Scenariusz za każdym razem jest taki sam: reporter pisze mejla lub dzwoni pod numer zamieszczony w ogłoszeniu, rozmawia z autorem i poznaje jego historię. Niektóre wiadomości pozostają bez odpowiedzi – dla tych kawałków również znajdzie się miejsce w tej literackiej układance.

polaksprzedazmysly2

Pocięte, pourywane fragmenty opowieści tworzą spójny, barwny i nierzadko szokujący obraz polskiego społeczeństwa. Trudno się nie uśmiechnąć, czytając o rozcieńczonej herbatce sprzedawanej amatorom „złotego deszczu” i trudno się nie wzruszyć historiami dogłębnej, bolesnej samotności, charakterystycznej dla XXI wieku.

To, co zaskakuje mnie tutaj najbardziej, to otwartość, z jaką ludzie opowiadają o swoich problemach. I poetycka nuta, z jaką to robią. Kto wie, może Twój sąsiad z dołu, na którego wpadasz rano w drodze do sklepu, w rzeczywistości jest dużo bardziej fascynującą postacią niż bohater powieści, którą aktualnie czytasz? Wydaje mi się, że to właśnie robi ta książka: poza reporterskim utrwaleniem na papierze kawałka zbadanej rzeczywistości otwiera nowe drzwi, otwiera nam oczy i umysły. Pozwala nagle się ocknąć i zauważyć, że poza naszą komfortową bańką jest całe mnóstwo ludzi, który z różnych względów mogą zasługiwać na uwagę.

polaksprzedazmysly3

Dlaczego Polacy (których zawsze uważałam za skrytych i zachowawczych) tak chętnie opowiadają o sobie? Czy czują się samotni?  Niewysłuchani? A może chcą skorzystać z szansy, by przy pomocy reportażu wystawić swojej historii pomnik trwalszy niż ze spiżu? Na te pytania nie otrzymamy odpowiedzi. Bardzo podoba mi się, że Oprzędek nie próbuje niczego wyjaśniać ani tłumaczyć. Jedyne opowieści, jakie poznamy, to te, którymi zechcą się z nami podzielić jej bohaterowie. Reszta należy do nas. Dzięki takiemu stymulującemu umysł rozwiązaniu mamy pewność, że książka pozostanie z nami (a może to my pozostaniemy z nią?) znacznie dłużej niż do ostatniej strony (do której zresztą dotrzemy bardzo szybko). Nie ma jednak co się martwić, bo mimo małej objętości, treści tutaj nie brakuje.

Swoją drogą, coraz częściej odnoszę wrażenie, że ludzie mniej chętnie kupują cienkie książki i nie przestaje mnie to dziwić. Ja takie lubię najbardziej – z pozoru małe i lekkie, a jednak mocne i precyzyjne. Trafiające do celu jak wystrzelone kule.

Moja mama powiedziała mi kiedyś, że przejeżdżając wieczorem przez nieznane miejsce lubi patrzeć na światła palące się w oknach i wyobrażać sobie, co takiego dzieje się po drugiej stronie szyby. I tak sobie myślę, że czytanie tej książki jest właśnie trochę jak taka nocna podróż wśród rozświetlonych okien. A każde z nich kryje swoje tajemnice.

Mówimy o: Konrad Oprzędek, Polak sprzeda zmysły, Dowody na Istnienie, Warszawa 2016.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.