Spójrzmy prawdzie w oczy: stan czytelnictwa w Polsce jest raczej przygnębiający. Na szczęście nie powstrzymuje to wydawców od serwowania nam wyjątkowych, niesamowitych i nierzadko genialnych książek. Każdy miesiąc to nowe premiery i zapowiedzi, a koniec roku to świetna okazja, by sobie powspominać, co wywarło na nas największe wrażenie w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Siadajcie z nami, powspominajmy razem!

 

Agneta Pleijel, Wróżba, przeł. Justyna Czechowska, Karakter.

Nie może być inaczej: Wróżba musi otworzyć to zestawienie. Dla nas to nie tylko najlepsza powieść zeszłego roku, ale może i całej dekady. Mocna, żywa, fascynująca. Podważająca bzdurne teorie, jakoby książka napisana przez kobietę musiała być skierowana wyłącznie do kobiet. To był prawdziwy zaszczyt jej patronować. A jeśli chcecie poczytać o niej trochę więcej, zajrzyjcie tutaj.

 

 

Scholastique Mukasonga, Maria Panna Nilu, przeł. Anna Biłos, Czwarta Strona.

Gdy dowiedziałyśmy się, że wyjdzie polski przekład tej książki, zakręciło nam się w głowach. Bo to prawdziwa bomba. Nie miałyśmy też wątpliwości, że choć opowiada o Rwandzie, można ją odnieść do naszej rzeczywistości. Mukasonga bez owijania w bawełnę pisze o rzeczach, które wielu innych wstydliwie pomija. O cielesności, o duchowości, o zakłamaniu i ksenofobii. I (to chyba najważniejsze) o tym, co może się wydarzyć, gdy wpadnie się w pułapkę dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. I choć niby w bawełnę się tu nie owija, to nic nie jest wcale takie dosłowne. Wszystko zdaje się być inscenizacją. Lecz taką, która na długo zapada w pamięć i fermentuje w głowie. O naszych wrażeniach możecie przeczytać tutaj.

 

small_MABANCKOU__Papryczka_-_ok_adka_PLATON

Alain Mabanckou, Papryczka , przeł. Jacek Giszczak, Karakter.

Mabanckou jak zwykle w świetnej formie. Tym razem bez interpunkcyjnych psikusów (jak w Kielonku czy Zwierzeniach jeżozwierza), co oczywiście nie znaczy, że w Papryczce nie ma ani trochę szaleństwa! Nie chcąc za dużo zdradzać, wspomnimy tylko, że imię głównego bohatera można mierzyć w metrach, a fabuła obfituje w zaskakujące zwroty akcji. Choć nie o samą akcję tu chodzi. Powieść jest świetnie zbalansowana. Zabawna i poważna, relaksująca i przejmująca. To jest właśnie supermoc Mabanckou: potrafi przemycać wartościowy przekaz w bardzo smacznej i przyjemniej formie. Niespodziegadkowe postanowienie noworoczne: wreszcie napisać coś więcej o jego książkach!

 

Lyonel Trouillot, Niedziela, 6 stycznia, przeł. Jacek Giszczak, Karakter.

Od czasu Dzieci bohaterów z niecierpliwością oczekiwałyśmy, aż kolejna książka Trouillot pojawi się w Polsce. Trochę sobie poczekałyśmy, ale było warto. Mimo niewielkich rozmiarów, ta haitańska powieść potrafi zwalić z nóg jak żadna inna. Chwyta za gardło, przygniata do ziemi, odcina dopływ tlenu. Rozcina tkanki aż do kości. Jest angażująca i zaangażowana. Bardzo przyjemna odmiana po tonach egocentrycznej prozy, zalewających co roku nasze księgarnie. Trouillot nie zależy na sławie, on tylko użycza swojego głosu, by opowiedzieć historie warte opowiedzenia.

 

Chigozie Obioma, Rybacy, przeł. Sebastian Musielak, Wydawnictwo Literackie.

Lata 90., Nigeria. Czas burzliwych przemian i niepokoju. Czarne chmury gromadzą się również nad domem czterech braci: Ikenny, Boi, Obembe i Benjamina. Historia zaczyna się niewinnie: korzystając z nieobecności surowego ojca, chłopcy wybierają się nad rzekę z zamiarem łowienia ryb. Tam spotkają szaleńca, który przepowiada im tragiczną przyszłość. Czy przepowiednia się spełni? Chigozie Obioma oczarował nas kunsztowną, pełną metafor opowieścią o braterstwie i koślawych ludzkich losach. Wspaniała książka o miłości, oddaniu, ale i demonach, które kryją się w każdym z nas – w świetnym przekładzie Sebastiana Musielaka.

 

Virginie Despentes, Vernon Subutex, przeł. Jacek Giszczak, Otwarte.

Powieść-petarda. Tytułowy Vernon Subutex, 50-letni fan rock and rolla, były sprzedawca płyt, traci dach nad głową i rozpoczyna tułaczkę po mieszkaniach przyjaciół. W nietypowej podróży towarzyszy mu niewidzialna Despentes, która bez oporów rozsiada się na cudzych kanapach, częstuje winem i nadstawia uszu, niecierpliwie wyczekując momentu, kiedy pijany rozmówca przestanie wreszcie ukrywać się za grzecznymi banałami i wyjawi, co mu w duszy gra: że jest naziolem, nie lubi „czarnuchów” albo leje żonę. Wreszcie książka o paryżanach z krwi i kości, napisana żywym, eksplodującym niemalże językiem (doskonałe tłumaczenie Jacka Giszczaka!), mocna i zapadająca w pamięć. Kim byliśmy – my, mieszczuchy – na początku XXI wieku? W przyszłości jako odpowiedź na to pytanie serwować będzie się Vernona Subutexa. Absolutny must read 2016 roku!

 

Ida Linde, Poleciały w kosmos, przeł. Justyna Czechowska, Lokator.

Miałyśmy sporo szczęścia: nie tylko przeczytałyśmy fragment tej wyjątkowej powieści na długo przed jej polską premierą, ale i dowiedziałyśmy się, jak brzmi on po szwedzku – i to w ustach Idy Linde! To wszystko w trakcie wrocławskiego Festiwalu Opowiadania. 5 minut wystarczyło, żebyśmy  zrozumiały, że to książka dla nas: trudna do zaklasyfikowania, poetycka, na pograniczu jawy i snu. O dziewczyńskości, dorastaniu, wyborach, przed którymi staje kobieta. O macierzyństwie, poszukiwaniu bezpiecznej przystani i sile rodzinnych więzi. Frapująca, wywołująca wzruszenie, jedyna w swoim rodzaju. Również ze względu na intrygujący język i drzemiącą w słowach magię, którą udało się dla nas, polskich czytelników, ocalić Justynie Czechowskiej – tłumaczce.

 

Monika Sznajderman, Fałszerze pieprzu, Czarne.

Kiedy dowiedziałyśmy się, że Monika Sznajderman, założycielka Czarnego, pisze książkę o swojej rodzinie, nie mogłyśmy ukryć ekscytacji. Miałyśmy przeczucie, że na tę premierę warto czekać – okazało się, że słuszne. Nie spodziewałyśmy się jednak, że ładunek emocjonalny będzie aż tak duży. Mogłybyśmy Wam powiedzieć, że to świetnie napisana książka, doskonale zbudowana, poruszająca ważkie kwestie, przeplatana cytatami z takich autorytetów jak Agamben, Bauman czy Sontag – to wszystko prawda. Z nadzieją, że sięgniecie po Fałszerzy pieprzu, powiemy Wam coś zupełnie innego: ta książka odebrała nam mowę, zrobiła przemeblowanie w głowach, sprawiła, że świat zatrząsł się w posadach. Przeczytajcie koniecznie!

 

Éric Baratay, Zwierzęcy punkt widzenia, przeł. Paulina Tarasewicz, Wydawnictwo w Podwórku.

Na tę książkę czekałyśmy od zawsze. Byłyśmy pewne, że kiedyś musi powstać. Za 20, 30, a może 40 lat? Marzyłyśmy, że któregoś dnia trafi w nasze ręce i sprawi, że uśmiechniemy się od ucha do ucha – mimo trudnej do zaakceptowania treści. Stało się! Dzięki Wydawnictwu w Podwórku w 2016 roku do księgarń trafił Zwierzęcy punkt widzenia. Nowatorska, odważna i niezwykle ciekawa praca francuskiego historyka. Éric Baratay zrobił rzecz niezwykłą: przypomniał (uświadomił?) nam, że historia dotyczy nie tylko człowieka – uczestniczą w niej także inne, nieludzkie, zwierzęta, które reagują, ewoluują, są motorem zmian. Co w tej książce przełomowego? Przede wszystkim przyjęta perspektywa. Zwierzęta z przedmiotów stają się wreszcie podmiotami: czują, myślą, działają, nie są już mało istotnymi rekwizytami, a aktywnymi uczestnikami.

 

small_SPRINGER__Miasto_Archipelag___ok_adka_96_dpi

Filip Springer, Miasto Archipelag, Karakter.

Miasto Archipelag było bez wątpienia jednym z najbardziej wyczekiwanych reportaży ubiegłego roku. Wielki projekt, angażujący mnóstwo osób ze wszystkich byłych miast wojewódzkich, zaowocował znakomitą książką, w której przeszłość miesza się z teraźniejszością, a sam czytelnik bardzo łatwo odnajduje strzępki własnej historii. Nawet, jeśli pochodzi z zupełnie innego miejsca. Bo okazuje się, że Polska, choć zróżnicowana, wszędzie jednak z czasem pokazuje tę samą twarz: czasem śmieszną, czasem refleksyjną, innym razem zaś całkiem inspirującą. Więcej tutaj!

 

PS. A nagroda dla najlepszego tłumacza wędruje do… Jacka Giszczaka! Aż trzy tytuły to jego przekłady! Justyna Czechowska depcze mu po piętach – dwa tłumaczenia. Chcemy więcej!

Komentarze (6) + Dodaj komentarz

  1. padma napisał(a):

    Świetne zestawienie! Kilka z tych książek jeszcze przede mną, czytałam „Miasto Archipelag”, „Rybaków” i „Marię Pannę Nilu”, i zgadzam się, że wszystkie trzy są doskonałe. Zapisuję „Zwierzęcy punkt widzenia”, bo całowicie mi ta książka umknęła, a opis brzmi intrygująco. Cała reszta stoi na półce i czeka cierpliwie na swoją kolej, pod wpływem tej listy chyba trochę przyspieszę ich lekturę 🙂

  2. Dagmara napisał(a):

    Zwierzęcy punkt widzenia – bardzo chciałabym przeczytać w tym roku.:)

  3. Pożeracz napisał(a):

    Bardzo ciekawe zestawienie. Niektóre tytuły będą w sam raz dla moich (nie)postanowień na ten rok.

  4. Anonim napisał(a):

    Niedziela 4 stycznia. Ale i tak warta przeczytania.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.