O najlepszych książkach ubiegłego roku pisałyśmy tutaj. Dziś będziemy bardziej powierzchowne i skupimy się na okładkach. Jasne, że liczy się przede wszystkim treść, ale przyznajcie: czytanie pięknie wydanej książki to prawdziwa przyjemność! Oto 12 okładek, które wpadły nam w oko:

 

Charles Bukowski, Śmieję się z bogami, Wydawnictwo w Podwórku. Projekt okładki: Wydawnictwo w Podwórku.

Bukowskiego nie trzeba nikomu przedstawiać – jego pijackie, hipnotyzujące historie zna chyba każdy (a jak nie zna, to przynajmniej o nich słyszał). Hank to taki gość, który wali prosto z mostu, nie lubi udziwnień ani gładkich słówek. Dlatego okładkę Śmieję się z bogami uważamy za absolutny strzał w dziesiątkę. Prosta, przyjemnie zielona, na górze tylko nazwisko i tytuł, pod spodem rysunek autorstwa samego Bukowskiego. Właściwie można uznać, że to autoportret: zrelaksowany facet pali papierosa, czule tuląc do siebie flaszkę. Obok (bez większego przekonania) kwitnie sobie kwiatek. I idealnie. Na wyróżnienie zasługuje też okładka O literaturze. Wykłady w Berkeley Cortazara. Utrzymana w tej samej stylistyce, prosta i miła dla oka, z ilustracją nawiązującą do Gry w klasy. Czasem mniej znaczy więcej. Niespodziegadki popierają!

 

Olga Drenda, Duchologia, Karakter. Projekt okładki: Przemek Dębowski.

Nie odkryjemy Ameryki, stwierdzając, że jeśli chodzi o oprawę graficzną, Karakter nie ma sobie równych. To, co lubimy najbardziej w projektach Przemka Dębowskiego, to nieprzewidywalność. Co zaserwuje tym razem? Tego nigdy nie wiadomo. Nie inaczej było z Duchologią. Można by się spodziewać kiczowatego, ale budzącego sentyment obrazka z duchologicznych czasów (Bravo, guma Turbo, a może inny bajer, do którego wzdychały dzieciaki na początku lat 90.?) – jest czarna, pozornie prosta okładka przecięta na pół mieniącą się wstęgą. Szybki rzut oka i jesteśmy w epoce transformacji. Zerkamy pod obwolutę… Jest i kiczowaty obrazek! You’re my heart, you’re my soul. Przez następny miesiąc non stop nucimy piosenki Modern Talking, a ludzie dziwnie na nas spoglądają. Drogi Karakterze, co ty z nami zrobiłeś?!

 

Jun’ichirō Tanizaki, Pochwała cienia, Karakter. Projekt okładki: Przemek Dębowski.

Słyszałyśmy kiedyś, że podobno brązowe książki sprzedają się najgorzej. Od razu zaczęłyśmy się zastanawiać, jak (i komu) sprzedają się książki różowe. Co tu kryć: ten kolor kojarzy się raczej z Barbie i My Little Pony niż z poważną literaturą. Karakter jednak pokazuje, że można różowo i gustownie jednocześnie. Druga i trzecia strona okładki O fotografii Susan Sontag zaskakiwały żarówiastym różem (nas to zachwyciło!). W przypadku Pochwały cienia nie jest już żarówiaście, ale wciąż ryzykownie. Dla nas ta okładka to absolutny hit. Wysmakowana i przyjemna dla oka, jednak nie przyćmiewająca tego, co w ksiażce najważniejsze: treści.

 

Adrienne Rich, 21 wierszy miłosnych, Biuro Literackie. Projekt okładki: Justyna Boguś/Mile Widziane.

Nigdy nie widziałyśmy tak dobrej okładki dla tomika poezji miłosnej. Sugestywna, nieco bezczelna i zupełnie rozbrajająca. Wybór koloru różowego na pewno nie jest tu przypadkowy, przez co całość balansuje na granicy kiczu. Do nas to trafia! #girlpower

 

 

 

Ludvík Vaculík, Świnki morskie, Stara Szkoła. Projekt okładki: Jakub Šolín.

Ci, którzy śledzą Niespodziegadki na Instagramie, wiedzą, że w skład naszego zespołu wchodzi dwóch uroczych reprezentantów gatunku Cavia porcellus. Chłopcy garną się do książek jak mało kto, niektóre najchętniej pożarliby od razu w całości (Wróżba cudem ocalała w kontakcie z małymi, ostrymi ząbkami!). Jako że dla tych włochatych stworzeń gotowe byłybyśmy poświęcić swoje biblioteczki, niech Was nie zdziwi, że na widok powieści Ludvíka Vaculíka szybciej zabiły nam serca. Kilkadziesiąt świnek morskich w jednym miejscu? Jak mogłybyśmy nie docenić tego projektu! A tak zupełnie na serio: bardzo podoba nam się prosty, ale efektowny pomysł Jakuba Šolína. Okładka przyciąga wzrok i zapada w pamięć, ale nie jest przekombinowana – kupujemy w całości!

 

Martin Caparrós, Głód, Wydawnictwo Literackie. Projekt okładki: Witold Siemaszkiewicz.

Książka o głodzie – to dopiero wyzwanie dla projektanta! Bo czy opakowanie traktatu o niewyobrażalnym ludzkim cierpieniu może być „ładne”? Zachęcać, robić reklamę, kusić przyjemną kreską albo ciekawym fontem? Lecz jeśli nie „ładne”, to co? Niektórzy wpadają na pomysł, by już na okładce zasygnalizować powagę problemu, umieszczając na niej półnagie afrykańskie dzieci z wypiętymi brzuszkami. NIE, NIE, NIE i jeszcze NIE! Niespodziegadki nigdy czegoś takiego nie kupiły i nigdy nie kupią! Witoldowi Siemaszkiewiczowi udało się na szczęście uniknąć i estetyzacji cierpienia, i błyskotek. Jednocześnie nie jest to projekt z serii: jednokolorowa okładka, nazwisko autora i tytuł. Mignęło nam przed oczami wydanie francuskie – poczułyśmy dumę, że mamy w Polsce takiego projektanta jak Siemaszkiewicz!

 

Filip Springer, Księga zachwytów, Agora. Projekt okładki: Fajne chłopaki.

Filip Springer ma szczęście do dobrych okładek. Księga zachwytów rzeczywiście prezentuje się zachwycająco. Jak osiągnąć taki efekt? Wziąć konturową mapę Polski, wlać do niej Drogę Mleczną, kilka konstelacji, dobrze wstrząsnąć i gotowe – oto przepis Fajnych chłopaków.

 

 

 

Ryszard Kapuściński, Heban, Czytelnik. Projekt okładki: Przemek Dębowski.

Co zrobić, żeby bibliofil przypomniał sobie o klasyku? Skutecznym sposobem na przyciągnięcie uwagi może okazać się odświeżenie szaty graficznej. Wydawałoby się, że Kapuściński to postać tak znana, że nie trzeba zachęty, by się z nią zapoznać, ale kto wie – Cesarz w niejednym domu skrył się pewnie pod warstewką kurzu. Wydawnictwo Czytelnik wpadło na świetny pomysł, by zmusić nas do uporządkowania biblioteczek i uzupełnienia ich o te reportaże Ryszarda Kapuścińskiego, które gdzieś się zapodziały: nowe okładki autorstwa Przemka Dębowskiego. Nam najbardziej podoba się Heban – z chęcią przygarnęłybyśmy go również w wersji plakatowej!

 

Ida Linde, Poleciały w kosmos, Lokator. Projekt okładki: Pio Kaliński (rysunki: Zosia Dzierżawska).

Jaka jest powieść Idy Linde? Dokładnie taka jak okładka polskiego wydania: subtelna, poetycka, muśnięta magiczną różdżką. Ma w sobie coś z dziecięcego rysunku, ale nie brakuje w niej i wyraźnej kreski. Uwielbiamy projekty, w których widać, że grafik najpierw książkę przeczytał, a dopiero potem wymyślił dla niej opakowanie – Poleciały w kosmos to idealny przykład. Pio Kaliński i Zosia Dzierżawska, ilustratorka, spisali się znakomicie! Jeśli ta maleńka książeczka trafi kiedyś w Wasze ręce, nie zapomnijcie zajrzeć pod skrzydełka i nie zgubcie uroczej zakładki.

 

Egon Hostovský, Zaginiony, Książkowe Klimaty. Projekt okładki: Magdalena Kocińska /O!Studio.

Kilkupiętrowy budynek bez windy. Na górę dostaniesz się tylko schodami. Wspinasz się więc, kondygnacja za kondygnacją, mijasz kolejne zamknięte drzwi. Najlżejszy szmer sprawia, że się wzdrygasz. Twój oddech staje się coraz szybszy, zaczyna ci się kręcić w głowie. I to nie dlatego, że masz słabą kondycję, a dlatego, że patrzysz na świetnie zrobioną okładkę. Uwielbiamy takie, które pobudzają wyobraźnię i opowiadają jakąś historię. Ta jest minimalistyczna, lecz mocna. Bardzo pomysłowa!

 

 

Ota Pavel , Bajka o Rasce, Dowody na Istnienie. Projekt okładki:  Dominika Jagiełło/ OneOnes Creative Studio.

Kolejny dowód na to, że różowe są nie tylko cukierki i kucyki. Nie umiemy sobie wyobrazić trafniejszej okładki dla reportaży sportowych: dziesiątki ludzików (trochę przywodzących na myśl prehistoryczne rysunki w jaskiniach) wyginających się w pozach, które możemy określić tylko jako „fit”. Do tego uroczy dodatek w postaci miniobwoluty/skrzydełek w dolnym lewym rogu i jesteśmy sprzedane. Zresztą całą seria Stehlik prezentuje się znakomicie (warto tu wspomnieć chociażby Podróżowanie z Beniaminem Martina Vopěnki).

 

Michalina Wisłocka, Sztuka kochania, Agora. Projekt okładki: Ola Niepsuj.

Jeśli nie słyszeliście wcześniej o Michalinie Wisłockiej, warszawskiej ginekolożce-skandalistce, ani jako dzieci nie wyszperaliście Sztuki kochania z niczyjej szuflady: to książka o seksie. Nie zbiór surowych zasad dla grzecznych panienek, ale poradnik z prawdziwego zdarzenia – przeczytacie tu o wygodnych pozycjach, masturbacji, pieszczotach i przyjemnościach. Zaskoczeni? No i świetnie! Wreszcie coś o seksie ciekawie opakowane, bez nagiej pani w ekstazie na okładce. Wcale nas nie dziwi, że ludzie wstydzą się sięgąć w księgarni po publikacje na temat współżycia, jeśli te prezentują się w najlepszym razie jak harlekiny. A można ładnie, subtelnie, delikatnie sugerując, że będzie o intymności – jak Ola Niepsuj. Wielkie brawa!

 

 

Wyróżnienie: seria literacka Karakteru

serialiterackakarakteru

To, że Przemek Dębowski (w niektórych kręgach nazywany też Dembowskim i Dąbrowskim) robi świetne okładki, jest rzeczą oczywistą i powszechnie wiadomą. My jednak chciałybyśmy tutaj pochwalić nie tylko lśniącą obwolutę i kryjącą się pod nią kolorową okładkę, ale przede wszystkim świetny pomysł, na który wpadło Wydawnictwo Karakter. Niby nic takiego, a dla nas robi wielką różnicę. Otóż w tym roku na okładkach serii literackiej zaczęły się pojawiać nazwiska tłumaczy. Nareszcie! Mamy nadzieję, że dzięki temu czytelnicy zaczną bardziej doceniać autorów (tak!) przekładów. Spójrzmy prawdzie w oczy: ani Szekspir, ani Tołstoj po polsku nie pisali. Mabanckou też kiepsko z tym językiem stoi (choć w muzyce, którą tworzy, zdarzają się polskie akcenty. Na przykład tutaj).

Komentarze (6) + Dodaj komentarz

  1. M napisał(a):

    A Król?

  2. Zuzanna napisał(a):

    Okładka „Głodu” od samego początku przypominała mi zawiłość tematu, o którym pisze Caparros. Ciemny, zawiły, niepokojący. A po książkę Wisłockiej sięgnęłam na tragach z myślą „o jaka piękna okładka” i dopiero po chwili uświadomiłam sobie, co tak naprawdę trzymam.

  3. clig. napisał(a):

    jaki jest zamysł w pisaniu o najlepszych okładkach i prezentowaniu miniatur tychże, na których nic nie da się zobaczyć, których nie da się powiększyć, a co chyba najgorsze, które zmieniają proporcje!?

    wybór ciekawy, choć brak choćby Depesz czy Ganbare (kwestia gustu), poza tym warto zacząć wreszcie rozróżniać wydania i okładki (vide wspaniała po wzięciu do ręki Duchologia). all in all fajnie, że powstało takie zestawienie, bo temat w Polsce zbyt rzadko poruszany, i choć daleko nam do: http://lithub.com/the-60-best-book-covers-of-2016-as-chosen-by-designers/# , to dzieje się coraz więcej i lepiej. tylko minimum (sic!) baczenia na czytelnika/oglądacza!

    • Niespodziegadki napisał(a):

      Wybrałyśmy książki, które osobom zainteresowanym literaturą i rynkiem wydawniczym powinny być dobrze znane. Jeśli kogoś zaciekawi któryś z opisów, może kliknąć w link, który przekieruje go do strony wydawnictwa – tam okładka jest widoczna lepiej (choć, po prawdzie, większość naszych czytelników nie miało problemów z zobaczeniem miniatur :)).
      Jeśli chodzi o proporcje, to wszystkie okładki wzięłyśmy ze stron wydawców. Są one jedynie pomniejszone, nikt przy wymiarach nie majstrował. Co do problemów z rozróżnianiem okładek i wydań, to nie zauważyłyśmy ich u siebie. Kto miał w rękach “Duchologię”, wie, że pod obwolutą znajduje się okładka, o której piszemy – polecamy zerknąć kiedyś 😉 Dzięki za komentarz, choć miło by było, gdybyś się następnym razem przedstawił(a). Lubimy wiedzieć, kto do nas pisze. Pozdrawiamy!

      PS. Rozważałyśmy umieszczenie w rankingu “Depesz” i “Ganbare” – w końcu prawie każdy zachwyca się tymi projektami – ale ostatecznie bardziej niż “Depesze” ujęła nas “Duchologia”, a jeśli chodzi o okładkę “Ganbare”, uznałyśmy, że za bardzo przypomina nam “Sońkę” Karpowicza. Zresztą, gdyby wszyscy umieszczali w zestawieniach to samo, byłoby chyba trochę nudno? 😉

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.