Dawno temu, gdy byłyśmy jeszcze uciśnionymi studentkami i musiałyśmy uzbierać określoną ilość punktów ECTS, wybierając między porywającymi zajęciami o budowie słownika a fascynującymi warsztatami z francuskich piosenek, postanowiłyśmy położyć kres cierpieniom i poszukać alternatywy, która nie przyprawiałaby nas o mdłości i ból głowy. Tak oto wylądowałyśmy na zajęciach Akademii Filmu Światowego. Rozbłysło światło, chmury się rozstąpiły i naszym oczom ukazało się niebo. Do dziś z rozrzewnieniem wspominamy znakomite wykłady profesora Lubelskiego i inspirujące opowieści profesora Szczepańskiego. To dzięki nim (i wykładom, i opowieściom, i profesorom) zaczęłyśmy lepiej rozumieć pojawiające się na ekranie obrazy, dostrzegać nowe wymiary i znaczenia, a także doceniać montaż czy pracę kamery. Czasem tęsknimy do tego okresu, gdy spędzałyśmy na sali kinowej kilka (a nawet i kilkanaście!) godzin w tygodniu. Na szczęście, Wydawnictwo w Podwórku podarowało nam czterystustronicowy wehikuł czasu: Kino Islandii Sebastiana Jakuba Konefała.

kinoislandii4

Jeszcze zanim otworzyłyśmy tę książkę i przeczytałyśmy pierwszą stronę, wiedziałyśmy, że to coś dla nas. Nie dość, że o filmach, to jeszcze islandzkich, na punkcie których mamy totalnego świra. Tak się składa, że czy mamy sięgnąć po powieść, czy pójść do kina, najchętniej podróżujemy po peryferiach. Na amerykańskie produkcje trzeba nas zaciągać siłą (a i tak zwykle stawiamy czynny opór).  Lubimy miejsca, w których mało kto bywa, a zarówno na Islandii, jak i na islandzkich filmach tłumów raczej nie ma.

Pustki na sali kinowej mogą sugerować, że Islandia to terra incognita również jeśli chodzi o filmy. Okazuje się jednak, że nie tylko w nas budzi ona fascynację – na świecie jest więcej freaków, którzy pokochali kinematografię tajemniczego, niezbadanego lądu, a reżyserowie zdając sobie z tego sprawę, zaczęli świadomie wykorzystywać ten fakt, malując przed widzami różne portrety swojej ojczyzny.

kinoislandii2

Sebastian Jakub Konefał wybrał około 100 filmów, przyjrzał im się z różnych perspektyw i pod różnymi kątami, wstrząsnął (nie mieszał!) i zaserwował nam pierwszą na świecie monografię poświęconą kinu Islandii. Ta napisana jest z naukowym sznytem, co nie znaczy, że jest niedostępna dla zwykłych śmiertelników – nie trzeba skończyć filmoznawstwa, żeby czerpać z lektury ogromną przyjemność. Osoby z alergią na sztywne, uniwersyteckie gadki mogą być spokojne – Konefał nie mędrkuje ani nie używa przerysowanego słownictwa, nie przyjmuje też typowo akademickiej pozy Jedynego Wtajemniczonego, Któremu Wiedza Została Objawiona. Nie jest to również książka z serii “podręcznik dla żółtodziobów” albo “poradnik napisany przez miłego wujaszka dla trzyletnich siostrzeńców”.

Musimy przyznać, że autor nie miał łatwego zadania. Pionierzy zawsze mają pod górkę: zbadanie tematu, o którym dotychczas nie mówiło się wcale (lub bardzo mało) to prawdziwa jazda bez trzymanki – w tym przypadku jazda po grubym lodzie! Sebastian Jakub Konefał nie tylko wyszedł z tej przejażdżki cało, ale i ani razu się nie poślizgnął!

kinoislandii5

Książka jest dobrze skomponowana i przemyślana (nie bez zasługi wydawcy, o czym autor wspomina w podziękowaniach). Całość, jak zapowiada podtytuł, podzielona jest na dwie części: Tradycja i Ponowoczesność. Tych, którzy kręcą nosem na myśl o nudnych historycznych wykładach, uspokajamy: o tradycji mowa jest nie dlatego, że tak wypada, ale dlatego, że ta, jak się okazuje, do dziś inspiruje islandzkich twórców. Bez tego tła nie byłoby chociażby naszych ukochanych Baranów, w których pojawia się znany od lat w kinie islandzkim motyw wsi i dziedzictwa, ani Fúsiego, w którym reżyser świadomie rozprawia się z mitem niedostosowanego, zdziecinniałego antywikinga. Nie miałybyśmy o tym pojęcia, gdybyśmy nie przeczytały tej książki!

Każdy rozdział jest poświęcony innemu motywowi. I nie spodziewajcie się nudów w stylu: “Teraz scharakteryzujemy typowego islandzkiego bohatera. Ma on na sobie czapkę i sweter, gdyż na Islandii jest zimno.” Nic z tych rzeczy! Dowiemy się o filmowym wizerunku islandzkiej kobiety, będzie trochę o niedojrzałych maminsynkach, o morzu, starości i muzyce (tak, będzie też Björk!). Wspaniale jest przeczytać książkę naukowca, którego celem jest faktyczne zbadanie i opisanie tematu, a nie nabicie sobie cytowań. To bardzo kojące i przyjemne uczucie.

kinoislandii3

Co jeszcze możemy powiedzieć, by zachęcić Was do wyruszenia w tę niezwykłą podróż (na papierze i na ekranie)? Pamiętacie, jak napisałyśmy, że literatura afrykańska jest jak łyk czystej wody po latach picia oranżady? Z kinem jest tak samo: kilka seansów zafundowanych przez Hákonarsona czy Káriego i w hollywoodzkich filmach coś zaczyna zgrzytać. Zresztą spójrzmy prawdzie w oczy – o Amerykanach wiemy już, że piją sok pomarańczowy z wielkiej butli, którą wyjmują prosto z lodówki, że jedzą rano płatki z mlekiem, a gdy najdzie ich ochota na żarty, ciskają sobie wzajemnie ciastem w twarz. A co wiemy o Islandczykach? Najczęściej tyle, że są tajemniczy. Może więc warto lepiej poznać islandzką duszę? Kino, jak udowadnia Konefał, może być do niej kluczem.

 

Mówimy o: Sebastian Jakub Konefał, Kino Islandii. Tradycja i ponowoczesność, Wydawnictwo w Podwórku, Gdańsk 2016.

 

Komentarze (2) + Dodaj komentarz

  1. Jakub Konefał napisał(a):

    Dzień dobry! Dziękuję za dobre słowa i elegancję wywodu (cnoty tak rzadkie w naszej kopiącej w twarz rzeczywistości). Ogromnie się cieszę, że grono entuzjastów małej-wielkiej wyspy ma się dobrze. W tym roku Islandczycy też przygotowują kilka apetycznych filmów – miejmy nadzieję, że niektóre zawitają również do Polski… Pozdrawiam ze śnieżnego Pomorza, Jakub Konefał

  2. Nancy Irving napisał(a):

    O matko! Ale sie ciesze, dziękuje Wam za tą recenzje, juz zapisałam sie na spotkanie w Wawie i czekam aż ksiązka trafi w moje rece. Jako skandynawski ( szczególnie islandzki) Freak nie moge sie doczekac. Zainspirowaliscie mnie!

    pozdrawiam ciepło

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.