Walentynki. Czas czekoladek, serduszek i komedii romantycznych. Kwiatów w wazonie i miłosnych wyznań. Jeśli to święto sprawia wam przyjemność – biegnijcie na randkę i bawcie się dobrze! Natomiast jeżeli, tak jak my, macie buntownicze dusze i korci was, by zrobić coś absolutnie nieromantycznego, zerknijcie na naszą listę antymiłosnych książek:

 

Alain Mabanckou, African Psycho, przeł. Jacek Giszczak, Karakter, Kraków 2009.

On przygląda ci się z zaciekawieniem znad soczystego steku, ty nieśmiało odwzajemniasz jego spojrzenie, przegryzając frytkę, a zamiast smrodu smażonego oleju czujesz woń róż, które wręczy ci na następnej randce… Oglądając hollywoodzkie komedie romantyczne, można dojść do wniosku, że nie ma lepszego miejsca na poznanie miłości swojego życia niż serwująca lokalne specjały knajpa. Uważajcie jednak, bo obiadowy podrywacz może mieć inny plan na przyszłość niż „żyli długo i szczęśliwie”. Bohatera powieści Alaina Mabanckou nie interesują czułości. Denerwują go dziewczyny, którym trzeba „świec, kwiatów, czegoś ekstra”. Kiedy w restauracji W plenerze dostrzega wysoką, lekko odzianą Germaine, myśli tylko o jednym: zabić. Jak skończy się ta historia? African Psycho to książka dla tych, których do szewskiej pasji doprowadzają wszechobecne 14 lutego serduszka – opowieść kongijskiego pisarza wciągnie Was tak bardzo, że nim zdążycie się obejrzeć, wszyscy wrócą do szarej rzeczywistości!

 

Elfriede Jelinek, Amatorki, przeł. Anna Majkiewicz, Joanna Ziemska, W.A.B., Warszawa 2005.

Richard Gere wspina się do Julii Roberts po schodach przeciwpożarowych z bukietem kwiatów i parasolem. Patrick Swayze mówi pewnym głosem “Nobody puts Baby in the corner” i porywa Jennifer Grey do tańca. Colin Firth okrywa Renée Zellweger płaszczem, gdy wokół pada śnieg. Słodko, prawda? Jeśli nie uśmiechacie się na myśl o romantycznych gestach i rozczulających zakończeniach, wraz z Elfriede Jelinek zapraszamy do Austrii. Zamiast książąt na białym koniu – stroniący od prysznica Heinz i ciężko kapujący Erich. Zamiast uroczych, wrażliwych dziewcząt – dwie kobiety, które szczęścia upatrują nie w czekoladkach i serenadach, lecz w szybkim zajściu w ciążę. Amatorki to powieść ważna, bezkompromisowa i porażająca. Nie dająca o sobie zapomnieć. I choć brak tu flirtów, choć wydaje się chropowata i zimna, to jest napisana w tak mistrzowski sposób, że wpadłyśmy po uszy. Takie uwodzenie to my lubimy!

 

Elfriede Jelinek, Pianistka, przeł. Ryszard Turczyn, W.A.B., Warszawa 2010.

Wiedeń. Erika uczy gry na fortepianie. Walter przychodzi do niej na lekcje. On patrzy na jej palce, płynnie przesuwające się po klawiszach. Ona spogląda na jego młode ciało, na jego jasne włosy. Gdyby tę historię wymyślił Nicholas Sparks, któreś z nich zapadłoby na ciężką chorobę, lecz prawdziwa miłość przetrwałaby wszystkie trudności. W wersji Anny Ficner-Ogonowskiej Erika zrobiłaby Walterowi jajeczniczkę na boczusiu, a potem poszliby na spacerek do parku. Gdyby to była książka E.L. James, Walter dałby Erice kilka klapsów, a potem się z nią ożenił. Na szczęście tę powieść napisała Elfriede Jelinek, więc nie spodziewajcie się romantycznych wyznań i śniadania do łóżka. Będzie toksycznie, mocno i zapierająco dech w piersiach. Będzie dużo o pragnieniach, które według wielu powinny pozostać nienazwane. U Jelinek nie ma kompromisów ani ładnych słówek. Jest za to językowa wirtuozeria (nie sposób nie wspomnieć o wspaniałym przekładzie Ryszarda Turczyna!), zachwycająca precyzja i ten tajemny składnik, który sprawia, że jeśli raz przeczytasz tę książkę, już nigdy się od niej nie uwolnisz.

 

Virginie Despentes, Vernon Subutex, przeł. Jacek Giszczak, Otwarte, Kraków 2016.

Paryż miastem miłości? Nie u Despentes! Zapomnijcie o romantycznych spacerach nad Sekwaną, zachodach słońca oglądanych z Wieży Eiffla i popijaniu wina na tarasie urokliwej knajpki. Wciśnijcie „wyłącz”, jeśli na dźwięk słowa Paryż w Waszej głowie rozległ się głos Édith Piaf, Georges’a Brassensa albo Jacques’a Brela (lub choćby ulicznego grajka). Tym razem nic z tego! Francuska pisarka bez oporu zrywa maskę – z miasta i jego mieszkańców. Na ulicach, obok szykownych mesdames et messieurs, pojawiają się bezdomni, transwestyci i bandy napakowanych nazioli, a paryżanie zamiast szeptać słodkie słówka, wylewają z siebie smutki i żale, są wściekli, apatyczni albo zwyczajnie nijacy. I może powinnyśmy uronić łezkę, ale… Punk rockowy Vernon Subutex podoba nam się milion razy bardziej niż mdłe opowiastki z serii Pocałunek/Miłość/Romans/Wstaw-co-chcesz w Paryżu!

 

Dany Laferrière, Jak bez wysiłku kochać się z Murzynem, przeł. Jacek Giszczak, PIW, Warszawa 2004.

Po pierwsze: bez obaw, to nie poradnik, tylko powieść! Po drugie: jeśli macie ochotę odrobinę poznęcać się nad znajomymi, możecie pominąć tę informację i z uważną miną wpatrywać się w dowolną stronę, dbając przy tym o to, by okładka była dobrze widoczna – skuteczność potwierdzona badaniami. Po trzecie: jak już trochę się zabawicie, koniecznie zafundujcie sobie wieczór z tą świetną, prowokacyjną książką.  Jak bez wysiłku kochać się z Murzynem to idealna lektura antywalentynkowa: zero lukru, patosu, ani jednego miłosnego liściku, żadnych rybek, żabek, skarbeczków i misiaczków. Zamiast bohatera romantycznego – dwóch czarnych gości, którzy walczą o tytuł podrywacza roku. Zasada konkursu jest jedna: dziewczyny, które zaciągną do łóżka, mają być białe. Dlaczego? Przeczytacie, zobaczycie! Więcej tutaj

 

Charles Bukowski, Miłość to piekielny pies. Wiersze z lat 1974-1977, przeł. Leszek Engelking, Noir sur Blanc, Warszawa 2003.

Na górze róże, na dole bratki, kto nie cierpi wierszyków? Niespodziegadki. Przykro to przyznawać, ale rzadko zdarza nam się czytać poezję, która do nas trafia. Zwłaszcza, jeśli jest to poezja miłosna. Szansa, że podczas czytania utworu o sile miłości uronimy choć jedną łezkę, wynosi 0 (słownie: zero). Jeśli macie tak samo jak my, koniecznie musicie spróbować wierszy Bukowskiego! To zaskakujące, że w tych przypominających opowiadania, nierymowanych, pozornie chaotycznych tekstach można odnaleźć tyle prawdziwych, żywych emocji. Między butelkami z piwem, stosem brudnej bielizny i tytoniowym dymem jest zacznie więcej uczucia niż w wielu odpicowanych, wzniosłych rymowankach. Dla nas czytanie Bukowskiego jest trochę jak trzymanie w dłoni bijącego serca. Kto nie boi się umazać, niech sięga śmiało!

 

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.