„Nie ma w Europie dwóch krajów bardziej od siebie kulturowo oddalonych niż Polska i Szwecja”, twierdzi Maciej Zaremba Bielawski. Reporter jest jednym z tysięcy Polaków żydowskiego pochodzenia, którzy zmuszeni do emigracji przez propagandę marcową z 1968 roku na własnej skórze odczuli dystans dzielący pokiereszowaną przez historię Polskę od statecznej, zamożnej i egalitarnej Szwecji – i uczynili z tego doświadczenia swój atut. O zawiłych losach swoich rodzin i trudnej drodze do sukcesu po prawie pięćdziesięciu latach od tamtych wydarzeń opowiadają Krystynie Naszkowskiej, autorce książki Wygnani do raju. Szwedzki azyl.

Na publikację składa się dziesięć wywiadów uzupełnionych o portrety rozmówców i fotografie z ich domowych archiwów. Oprócz Marca ’68 bohaterów łączy coś jeszcze: jako imigranci nie tylko nie znaleźli się na marginesie szwedzkiego społeczeństwa, ale wręcz przeciwnie – ich nazwiska są dobrze znane w Skandynawii. Swoimi wspomnieniami dzielą się z Naszkowską między innymi wymieniony już specjalista od szwedzkiej duszy Zaremba Bielawski, założycielka jednego z najważniejszych w Szwecji wydawnictw Dorota Bromberg czy Jerzy Sarnecki, kryminolog, którego twarz kojarzy z telewizji każdy Szwed.

Emigracyjne historie mimo wspólnego mianownika – antysemickiej nagonki – wybrzmiewają w różnych tonacjach. Niektórym prześladowanym udaje się wyjechać z Polski na początku 1968 roku w towarzystwie rodziny i przyjaciół, inni zgodę na opuszczenie kraju otrzymują dopiero w latach 70. i nieznanemu muszą stawić czoła samotnie. Wśród emigrujących są wydawcy, dziennikarze, naukowcy, studenci, jest też szesnastoletnia dziewczynka, Emilia Białostocka, która w trakcie wydarzeń marcowych traci rodziców i dach nad głową, a z wzorowej uczennicy warszawskiego Batorego z dnia na dzień staje się niemile widzianą w szkole Żydówką. Komunistyczna Polska, która wyłania się z jej opowieści, jest duszna, szorstka, osaczająca. Wystarczy żydowskie pochodzenie, żeby zostać wytkniętym palcem, usuniętym z pracy i zostawionym bez środków do życia, a na koniec także pozbawionym obywatelstwa.

Uchodźcy wyruszają w drogę z niewielkim bagażem: trochę ubrań, kilka zdjęć, dokumenty uprawniające do przekroczenia granicy. Nie wiedzą, co zastaną za Bałtykiem, czy przywykną do życia w nowym miejscu. Czytelnik ma pewne podejrzenia – otrzymał wskazówkę w postaci sugestywnego tytułu: Wygnani do raju.

To dobry trop. Dla wielu pomarcowych emigrantów Szwecja rzeczywiście okaże się być ziemią obiecaną. Wierzyć jednak, że to zasługa wyższych pensji, pełnych półek w sklepach i czystych ulic, byłoby naiwnością. Rozmówcy Naszkowskiej pytani o to, dlaczego im się udało, w większości opowiadają o swoich pierwszych dniach w Szwecji: kursie językowym, studiach, mieszkaniu z przydziału, pierwszej pracy. Odruchowo porównują swoją sytuację z pomocą, którą dziś oferuje się uchodźcom. Zostaliśmy dobrze przyjęci, tłumaczą. Ich wspomnienia układają się w fascynujący wykład na temat współczesnej Szwecji, która – choć też ma swoje za uszami – wciąż zachwyca bezpretensjonalnością i otwartością.

Uprzejmość gospodarza z pewnością ułatwia proces integracji, nie jest jednak gwarantem sukcesu. Żeby w rok nauczyć się języka i zdać szwedzką maturę (z literatury!) jak Dorota Bromberg albo oczarować rekruterów opowieścią o wymarzonym domku z ogródkiem i objąć posadę dla inżyniera, nie będąc inżynierem, jak Tadeusz Gruber – do tego trzeba czegoś więcej. Wspólna cecha bohaterów zapisana jest między wierszami – to imponujący hart ducha. Zebrane w Wygnanych do raju wywiady, doskonale sterowane przez autorkę, są nie tylko opowieścią o Marcu ’68 i szwedzkiej mentalności, ale też intrygującym, chwilami wręcz hipnotyzującym, portretem niezwykłych postaci, jakimi bez wątpienia są rozmówcy Krystyny Naszkowskiej.

Emigracja na trwałe ich okaleczyła, odbierając im przyjaciół z dzieciństwa, odcinając od rodziny, wywołując nieprzyjemne uczucie wyobcowania. Okazała się jednak także cenną lekcją od życia. Zmusiła do przyjrzenia się światu z innej perspektywy, a tym samym nauczyła pokory i współodczuwania. Ze słabości przekształciła się w siłę.

„Swojskość jest czymś niezdrowym, bo ci się wydaje, że wiesz jak jest” – kończę tak, jak zaczęłam, słowami Macieja Zaremby Bielawskiego.

 

Mówimy o: Krystyna Naszkowska, Wygnani do raju. Szwedzki azyl, Agora, Warszawa 2017.

Komentarze (2) + Dodaj komentarz

  1. agussiek napisał(a):

    Zaintrygowała mnie już zapowiedź tej książki i w ciemno wrzuciłam ją na listę zakupów. Cieszę się, że intuicja mnie nie zawiodła i że to wartościowa lektura. Na pewno przeczytam!

  2. Karolina napisał(a):

    Świetna recenzja. Widać, że książka ukazuje nie tylko „rajskość” emigracji (a raczej tego konkretnego miejsca), ale też gorzką stronę emigracji. Tęsknotę i żal, że się zostało wynarodowionym i „wygnanym”.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.