„Cipka leży pośrodku wstydu. Wstyd leży pośrodku przyjemności. Przyjemność biegnie przez szafę. Szafa stoi w pokoju. Pokój w mroku. Cipka w szafie przechodzi naftaliną, teraz to dwa plastry mięsa na mole”[1].

Jakiś czas temu pisałyśmy, że właściwie nie czytamy słabych książek. Od każdej reguły zdarzają się jednak wyjątki i w tym wypadku jest to nagrodzona Nike książeczka Bronki Nowickiej Nakarmić kamień.

Zacznę od tego, że bardzo rzadko sięgam po polską literaturę piękną. Mamy świetne reportaże, jednak polska proza zwykle mnie zawodzi (wyjątkiem od tej reguły bez wątpienia jest Wiesław Myśliwski, którego uwielbiam). Odnoszę wrażenie, że nasze środowisko literatów to w dużej części zamknięte towarzystwo wzajemnej adoracji, grupa ludzi, którzy wydają jęki rozkoszy, doświadczając własnej przekombinowanej, natchnionej i służącej niczemu twórczości. Prześcigają się w ilości wyszukanych metafor, dziwnych wyrażeń i niezrozumiałych zdań. Czytając polskie powieści współczesne, często czuję się z nich wykluczona. Zupełnie, jakby czytelnik był nieważny, a sama książka służyła jedynie temu, by autor mógł się wypromować i z rozmarzoną miną pozować z nią do zdjęć.

Spychanie mnie na szary koniec mogę wybaczyć takiej Jelinek, która skupia się przede wszystkim na ważnych tematach, przyciska nas do ściany i nie daje żadnej taryfy ulgowej. Ale zachwyconym sobą panom, którzy całują na dobranoc własne zdjęcie? Eterycznym paniom, którym bohaterowie kolejnych powieści ukazują się w tajemniczych wizjach? Nie ma mowy. Nie ma takiej siły, która zmusiłaby mnie do wspierania tej bufonady.

Niemal za każdym razem, gdy odważę się przeczytać coś polskiego, dopada mnie głęboki smutek. Zmęczona przygodami ze znanymi nazwiskami, ucieszyłam się, gdy Nagroda Nike powędrowała do debiutantki. I choć nie obiecywałam sobie wiele po książce Bronki Nowickiej, miałam cichą nadzieję, że może chociaż nie będę miała poczucia straconego czasu.

Rzeczywiście, czasu zbyt wiele nie straciłam, bo to maleństwo ma zaledwie 52 strony, do tego niezbyt gęsto zapisane.  Każda strona poświęcona jest innemu przedmiotowi, za pomocą którego autorka opisuje fragment rzeczywistości. Pomysł niezły, choć też i nienowy (wykorzystany chociażby przez Mikołaja Łozińskiego w Książce). Tematy:  życie rodzinne, matka, ojciec, kamień, dziadek, naftalina.

Teksty są bardzo hermetyczne, przywodzą na myśl osobiste notatki, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Czytając te mikroopowiadania, czułam, jak mój organizm buntuje się przeciwko prozie naszpikowanej dziwnymi wyrażeniami i niejasnymi skrótami myślowymi, o które łatwo się potknąć i za którymi trudno nadążyć. Paradoksalnie, mimo językowych eksplozji i niezrozumiałych zdań, odebrałam tę książkę jako poprawną, lecz na wskroś przeciętną i wtórną. Nie porusza żadnych ważnych tematów, nie wnosi nic nowego. To wszystko już było. Nie zauważyłam w niej niczego, co czyniłoby ją godną jakiegokolwiek wyróżnienia, ba, nie wiem nawet, dlaczego w ogóle została wydana. Znalazłam tu może trzy ciekawe fragmenty – czy to wystarczy, by cały tekst zasłużył na publikację? Podejrzewam, że jeśli zajrzycie do starych dzienników z czasów liceum, odnajdziecie podobne zapiski.

Zauważyłam, że czasem w zderzeniu z tekstem, który nie przypadł nam do gustu, mamy tendencję do kwestionowania własnej inteligencji. „Chyba jestem na tę książkę na głupi”– czytam opinie na różnych portalach. A może to nie z nami jest coś nie tak?

Podsumowując:

Czy uważam, że ta książka może zmienić świat? Nie.

Czy wniosła ona coś do mojego życia? Nie.

Czy skłoniła mnie do refleksji? Tak, nad stanem polskiej literatury.

Czy była warta godziny poświęconej na jej przeczytanie? Nie.

Czy za dwa tygodnie będę z niej coś jeszcze pamiętała? Nie.

Czy uważam, że to „świeży debiut” (jak sugeruje opis na Lubimy Czytać)? Gdyby Wasze śniadanie było tak świeże jak ta książka, do końca dnia nie wyszlibyście z toalety.

Jeżeli Nakarmić kamień to rzeczywiście najlepsze, co ukazało się w Polsce w 2015 roku, przestaje mnie dziwić żałosny poziom czytelnictwa w tym kraju.

Mówimy o: Bronka Nowicka, Nakarmić kamień, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2016.

[1] Nakarmić kamień, s. 26

Komentarze (14) + Dodaj komentarz

  1. Andrzej napisał(a):

    A ja czytam po raz trzeci i nie uważam, żebym tracił czas 😉

  2. naia napisał(a):

    Dużo prawdy jest w tym, co piszecie o polskiej literaturze współczesnej – że jest przekombinowana, wydumana i wielu przypadkach zupełnie nieprzyjazna czytelnikowi, choć ja akurat mam kilku takich autorów, których moim zdaniem to nie dotyczy (Myśliwski jak najbardziej, bardzo lubię też Olgę Tokarczuk). Jakby, zamiast po prostu opowiedzieć jakąś historię, na siłę trzeba było gmatwać przekaz; jakby to była ujma dla autora, jeśli czytelnik bez problemu zrozumie, o co mu chodzi. Bronki Nowickiej nie czytałam, ale słyszałam już od osoby, która „siedzi” w branży literackiej i której zdanie cenię, że to dosyć niezrozumiały wybór jury. Cóż, w takim razie nie będę się do tej lektury śpieszyć ;).

    • H. napisał(a):

      Cieszę się, że nie tylko ja tak uważam! Często odnoszę wrażenie, że panuje mylne przekonanie, że niezrozumiałe = mądre. Szkoda.
      Do Tokarczuk przymierzam się od dawna i ciagle coś staje mi na przeszkodzie. Może teraz, w ramach detoksu, wreszcie się do niej zabiorę 🙂

  3. wzrokowy napisał(a):

    Te fragmenty faktycznie straszą! Ja w polskiej prozie również cenię Myśliwskiego, ale też Stasiuka (szczególnie „Jadąc do Babadag” i „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach”), Tokarczuk (choć nie wszystko, np. „Bieguni” byli trudni do przebrnięcia) czy Vargę w książkach o Węgrzech. Tymczasem nagradzane debiuty powodują konsternację – np. książka „Jak pokochać centra handlowe” ma, moim zdaniem, niewiele wspólnego z literaturą i też nie sądzę, żeby mogła zachęcić naród do częstszej lektury.

    • H. napisał(a):

      Stasiuk i Tokarczuk są na mojej liście obowiązkowej! Do Vargi robiłam kiedyś podejście, ale jakoś mi nie podpasował (książka nie była o Węgrzech!). Może jeszcze spróbuję w przyszłości. Szósty zmysł mi podpowiadał, żeby nie sięgać po „Jak pokochać centra handlowe” i chyba miał rację. A dlaczego Tobie się nie podobały?

      • wzrokowy napisał(a):

        Może chodziło o „Nagrobek z lastryko” Vargi? Bo też kiedyś robiłam podejście i również nieudane, ale te o Węgrzech bardzo lubię (chociaż ogólnie mam sentyment do Węgier i Węgrów, więc mogę nie być obiektywna) :). W temacie centrów handlowych, zacytuję to, co napisałam na Lubimy Czytać:

        „Rozumiem, że niewiele napisano o depresji poporodowej i pewnie problem wymaga ujęcia w jakąś formę, która pozwoli na jego powszechne zrozumienie, ale nie wydaje mi się, żeby tej książce się to udało. Bohaterka, która najpierw w ciąży, a później jako matka, jest nieustannie przytłoczona najdrobniejszymi rzeczami, w złości tupie nóżką, marzy żeby nagle rzucić wszystko i uciekać, bo przerasta ją wyprawa do Rossmanna po szampon, no to jednak tworzy obraz osoby niedojrzałej, której trudno współczuć. Jest we mnie jakaś niezgoda na to, co czytam, na zachowanie i stosunek narratorki do rzeczywistości. Odnoszę nieodparte wrażenie, że musiała mieć podobne podejście do każdego etapu swojego życia, chociaż ono nawet jakoś szczególnie jej nie doświadczało – znajdowała się w zupełnie normalnych sytuacjach. Wyłania się taki typ wiecznego malkontenta. Jej ciągła irytacja, jednostronne oceny, traktowanie wszystkich innych matek z ironią, nieustanne zmęczenie, pretensje, bezradność wobec normalnych, codziennych czynności, są po prostu denerwujące. Nie do końca rozumiem, dlaczego ten cały egocentryczny strumień ciągłego niezadowolenia zasługuje na bycie literaturą. Nie ma w tym ani ciekawej formy, ani dobrego języka i moim zdaniem, daleko tej książce do „Najgorszego człowieka na świecie”, do której bywa porównywana. Nawet jeżeli dobrze przedstawia to, co czują osoby, które znalazły się w podobnej sytuacji, nie pozwala tego zrozumieć czytelnikowi, dla którego temat jest zupełnie obcy.”

  4. Gosia napisał(a):

    To co uprawiacie to nie krytyka literacka a pisanie sprayem po murach w podstawówce „Bronka jest gupia”
    Książka pisana jest z perspektywy dziecka wiec siła rzeczy bedzie miejscami oniryczna,język bedzie nieco dziecinny,w końcu to świat wspomnień sprzed wielu lat, mnie akurat bardzo przypomina moje dzieciństwo pełne. niezrozumienia przez doroslych,książka jest tez bardzo podobna do wychwalanej przez was Poleciały w kosmos,dodatkowo jest to proza poetycka,moze nie wszyscy powinni to czytać ?

    • H. napisał(a):

      Trudno traktować poważnie krytykę płynącą z komentarza, który sam w sobie pozostawia wiele do życzenia. Literatura ma to do siebie, ze jednym się podoba, a innym nie. Dlaczego więc moja opinia jest bazgraniem sprayem po murze, a twoja nie? I bardzo proszę, zacytuj mi fragment, w którym nazywam kogoś głupim. 🙂 Mimo wszystko cieszę się, że książki wciąż budzą w ludziach tak silne emocje. Wszystkiego dobrego i wielu pobudzających lektur!

      • Gosia napisał(a):

        Trudno traktować poważnie bloga na którym autorka komentuje książki w stylu wczesnej podstawówki .Na przykład fragment „gdyby wasze śniadanie było tak świeże do końca dnia nie wyszlibyscie z toalety „?Czy ktoś prowadzący bloga „literackiego”powinien porównywać książkę do …Ja nie prowadzę bloga literackiego, nie kreuję opinii wiejskich przekupek, więc również moja opinia na temat książki Bronku Nowickiej ma marginalne znaczenie.To Panią czytają ludzie, w tym również ja,dzięki Pani przeczytałam trochę dobrej szwedzkiej literatury (Wróżbę, Poleciały w kosmos)tym bardziej dziwi mnie opinia która jest nie na tym samym poziomie-porównywać literaturę do toalety ?plakać nad stanem polskiej literatury?Bez przesady.

  5. Gosia napisał(a):

    A poza tym czy w opiniach można się tylko z Panią zgodzić, inna opcja nie wchodzi w grę?

    • H. napisał(a):

      Ależ można się nie zgadzać, bardzo proszę! Zachęcam. Możemy się pięknie różnić, jednak w Pani komentarzach pięknych różnic nie widzę. Raczej gorycz i złość (?). Napisałam, co uważam, i użyłam takiego porównania, na jakie miałam ochotę. Jeśli to sprawia, że Niespodziegadek nie da się traktować poważnie – trudno.
      Cieszę się, że skusiłyśmy Panią na Linde i Pleijel! A fragment o kreowaniu opinii wiejskich przekupek jest akurat przemiły! Bardzo chciałybyśmy wszędzie docierać z naszymi tekstami.
      Wszystkiego dobrego!

      • H. napisał(a):

        I jeszcze jedno! Skoro polska literatura ma się dobrze i czytała Pani warte uwagi książki rodzimych pisarzy, może chciałaby mi Pani coś polecić? W ramach rewanżu za te szwedzkie autorki 😉

  6. Gosia napisał(a):

    Czytam Szczepana Twardocha, zwłaszcza „Morfinę” i „Dracha”, podoba mi się proza Wiesława Myśliwskiego, ale to zapewne już Pani znane pozycje. Czytam bardzo dużo, nie tylko polskich autorów ale nie zdarza mi się porównywać literatury do siedzenia na toalecie (chyba ze to jest Grey i jego 50 twarzy)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.