Czteroletni Woffe bawi się na otoczonym białymi, piętrowymi domami placu zabaw w Vällingby, nowo powstałej, eleganckiej dzielnicy Sztokholmu. Zafascynowany przygląda się roześmianym, beztrosko figlującym rówieśnikom. Wreszcie zbiera się na odwagę i postanawia zaczepić siedzącego obok Gunnara, szturchając go delikatnie łopatką. Mały blondynek odwraca się, mruży oczy i na całe gardło krzyczy: nie chcemy cię tu, nie chcemy tu czarnucha!

Jest połowa lat 50., a Wolfgang Zaugg, syn Niemki i Szwajcara, jako jedyny na osiedlu ma ciemne włosy. Odtrącany i wyszydzany w końcu nie wytrzymuje i rzuca się na prześladowcę z pięściami. Ciosy wymierza na oślep, jest wściekły jak nigdy dotąd. Gniew, który w tej chwili wypełnia każdą komórkę jego drobnego ciała, będzie narastał przez lata – aż eksploduje i zrobi z delikatnego chłopca z kruczoczarną czuprynką bezwzględnego mordercę.

Bójka w piaskownicy z powodzeniem mogłaby posłużyć za scenę otwierającą trzymający w napięciu thriller. Wyobrażacie sobie lepszą scenerię? Zaprojektowane zgodnie z założeniami programu Sztokholm przyszłości Vällingby jest do tego stopnia schludne i spokojne – żadnych malunków na murach, ławek obklejonych gumami do żucia ani łebków popijających piwo w bramie – że w każdym przyzwyczajonym do umiarkowanego chaosu umyśle wzbudza silny niepokój. Intuicja podpowiada, że za niejedną z tych śnieżnobiałych, skrzętnie wyprasowanych firanek kryją się makabryczne obrazy.

Chciałabym, żeby Wolfgang Zaugg był jedynie starannie wykrojonym elementem literackiej fikcji – ale nie jest. To człowiek z krwi i kości: zabójca, który na początku lat 90. sterroryzował Szwecję,  strzelając do przechodniów z karabinu z laserowym celownikiem.

Dlaczego? – to pytanie musieli zadawać sobie Szwedzi, słuchając, jak spiker wieczornego wydania wiadomości informuje o kolejnym brutalnym napadzie z czerwoną strużką światła w roli głównej. Autor reportażu Mężczyzna z laserem Gellert Tamas szuka odpowiedzi, drobiazgowo rekonstruując życiorys sprawcy.

Sięgając po jego książkę, nie spodziewajcie się jednak opowieści o terroryście-imigrancie, który nieakceptowany przez lokalną społeczność postanawia się na niej zemścić, polując z bronią na jasnowłosych przedstawicieli klasy średniej – historia chłopca z Vällingby jest dużo bardziej zagmatwana. Wbrew oczekiwaniom, dorosły Wolfgang nie kieruje swojej nienawiści w stronę Szwedów, a za wszelką cenę chce wtopić się w tłum i stać się wzorowym szwedzkim obywatelem: farbuje włosy na blond, zakłada niebieskie soczewki kontaktowe, zmienia imię i nazwisko.

Któregoś dnia, już jako John Ausonius, stwierdza, że to za mało, i chwyta za broń. Jego celem stają się „imigranci”, których oskarża o moralne zepsucie i obwinia za złą kondycję szwedzkiej gospodarki. Ma zamiar strzelać do dilerów i drobnych złodziejaszków, ale szybko dochodzi do wniosku, że ich tropienie nie ma większego sensu, wszyscy „obcy” są z natury źli. Selekcję podporządkowuje prostej zasadzie: nie chcemy tu czarnucha. Ciemne włosy i śniada karnacja to wystarczający powód, by stać się jego ofiarą.

Jak to możliwe, że wyśmiewany z powodu odmiennej od dominującej aparycji Wolfgang jako dojrzały mężczyzna nie staje w obronie wykluczanych, a zamienia się w skandującego hasło „Szwecja dla Szwedów” Johna? Tamas przyglądając się procesowi przemiany Zaugga w Ausoniusa, nie pomija żadnego detalu. Pisze o rodzicach, sąsiadach, nauczycielach, wertuje nastoletnie lektury i zerka do domów przyjaciół z liceum. Znajduje mnóstwo poszlak, czytelnikowi pozostawiając interpretację: kto zawinił? który moment był decydujący? czy można było zmienić bieg wydarzeń?

Siłą Mężczyzny z laserem jest wielowymiarowość. To książka, którą odczytywać można w różny sposób. Część czytelników potraktuje ją pewnie jak kryminał – tym ciekawszy, że oparty na prawdziwych wydarzeniach (niektórzy będą zawiedzeni brakiem brutalnych opisów: bohater nie wywozi nikogo do lasu, nie miażdży ofiarom twarzy ani nie ćwiartuje ich ciał, jest eleganckim panem w drogich ubraniach, który na miejsce zbrodni podjeżdża lśniącym samochodem, a w krwi nie macza sobie nawet opuszka serdecznego palca). Inna strategia to podejść do tekstu Tamasa jak do studium psychologii mordercy – wyróżniony nagrodą Szwedzkiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Śledczych Guldspaden reportaż dostarcza nie tylko konkretnego przykładu, ale także wielu ciekawych informacji na temat profilu seryjnego zabójcy. Trzecia wreszcie możliwość, dla mnie najbardziej kusząca, to uznać Mężczyznę z laserem za opowieść o współczesnej Szwecji, która w ciągu pół wieku przeszła drastyczną przemianę: z homogenicznego, dziwiącego się czarnym kosmykom małego Wolfganga społeczeństwa ewoluowała w państwo, w którym dwadzieścia procent ludności ma imigranckie, często pozaeuropejskie, korzenie.

Stereotypowa Szwecja uchodzi za raj dla przyjezdnych: otwarta, wielokulturowa, tolerancyjna. Gellert Tamas odsłania ciemną stronę skandynawskiej utopii, pokazując, że proces integracji nie przebiega bez zakłóceń. Autor zarysowuje tło społeczne i polityczne przełomu lat 80. i 90., przygląda się komunikatom mediów i rosnącej w siłę antyimigracyjnej prawicowej partii Nowa Demokracja. W swoim reportażu odczarowuje także sielankowy Sztokholm, opisując go w dniu przemarszu neonazistów. Usytuowana w kontekście historia Johna Ausoniusa jest już nie tylko intrygująca, ale i pouczająca.

Mężczyzna z laserem. Historia szwedzkiej nienawiści Gellerta Tamasa to jedna z najciekawszych książek poruszających kwestię imigracji i integracji, jakie czytałam: zgrabnie napisana i doskonale skomponowana, przede wszystkim jednak skłaniająca do refleksji i zachęcająca do krytycznego spojrzenia na rzeczywistość, również tę tu i teraz.

 

Mówimy o: Gellert Tamas, Mężczyzna z laserem. Historia szwedzkiej nienawiści, przeł. Elżbieta Frątczak-Nowotny, Czarne, Wołowiec 2013.

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.