Ostatnio lubimy pisać posty okolicznościowe, a czy może być lepsza okoliczność niż rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja – pierwszego takiego dokumentu w Europie i drugiego na świecie? Nie przemawia do nas popularna ostatnio forma świętowania polegająca na bieganiu po ulicach w bluzach z napisem “Śmierć wrogom ojczyzny” i rzucaniu kamieniami w budki z kebabem, więc przygotowałyśmy alternatywę. Poniżej lista reportaży, po które warto sięgnąć w narodowe święto. Napisanych przez polskich autorów i traktujących o polskich problemach. Podobno nasi reporterzy są najlepsi na świecie, więc wciąż jeszcze mamy powody do dumy!

 

 

Filip Springer, Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast, Karakter, Kraków 2016.

Warszawskie drapacze chmur może i dobrze wyglądają w reklamowych folderach, ale wciąż niewiele mają wspólnego z życiem przeciętnego Polaka. Na codzienność większości z nas składają się raczej rozklekotane pekaesy i parujący talerz pomidorówki niż elegancie, drogie samochody i żabie udka panierowane w sezamie z sosem śmietanowo-czosnkowym na pomidorkach concasse. Filip Springer postanowił sprawdzić, jak się dziś żyje w mniejszych polskich miastach – przez kilka miesięcy podróżował po kraju, zatrzymując się w byłych stolicach województw. Efektem tego jeżdżenia wte i wewte jest wciągający reportaż o współczesnej Polsce: Miasto Archipelag. Jeśli pochodzicie z mniejszego miasta, z pewnością odnajdziecie w tej książce cząstkę swojej rzeczywistości, jeśli wychowaliście się w Warszawie czy w Krakowie, nie raz otworzycie oczy ze zdumienia, czytając o Zamościu, Płocku albo Wałbrzychu. Jaka jest ta nasza Polska mniejszych miast? Bardzo niejednoznaczna. Więcej tutaj.

 

 

Marcin Kącki, Białystok. Biała siła, czarna pamięć, Czarne, Wołowiec 2015.

Mówiąc o polskich miastach, nie sposób nie wspomnieć o Białymstoku – The Guardian twierdzi, że żyje się w nim lepiej niż w Wiedniu czy w Barcelonie, podobno to kraina mlekiem i miodem płynąca. Czy na pewno? Po lekturze książki Marcina Kąckiego skłonne jesteśmy zgodzić się z tezą brytyjskiego dziennika, ewentualnych kandydatów na białostoczan uprzedzając jednak, że aby w pełni zasłużyć sobie na podlaską szczęśliwość, trzeba spełnić kilka warunków: być białym, nie mieć żydowskiego pochodzenia i chorować na zbiorową amnezję, to jest przy każdej nadarzającej się okazji krzyczeć ile sił w płucach, że Białystok był, jest i będzie tylko dla przedstawicieli white power. Wstrząsający reportaż!

 

 

Ewa Winnicka, Angole, Czarne, Wołowiec 2014.

Polska ma to do siebie, że wiele osób chce z niej emigrować. Odkąd staliśmy się członkami Unii Europejskiej, tysiące Polaków każdego roku pakowało walizki i wyjeżdżało z kochanej (lub niekochaniej) ojczyzny. Cel podróży? Wielka Brytania, a jakże! Ewa Winnicka odwiedza ojczyznę Szekspira i poznaje historie polskich imigrantów. Tych, którym się powiodło i tych, którzy wszystko stracili. Tych, którzy po jakimś czasie zostali wyspiarzami i tych, którzy nigdy nie odnaleźli się w nowym kraju. A także tych, którzy przez emigrację stracili poczucie przynależności i swoje miejsce na Ziemi. Bo Polska przestała być swojska, a Anglia pozostała obca. Dobry, przejmujący reportaż, który zostawia nas z mnóstwem pytań o to, jak ważna jest tożsamość i odwieczne pragnienie bycia częścią społeczeństwa.

 

 

Konrad Oprzędek, Polak sprzeda zmysły, Dowody na Istnienie, Warszawa 2016.

Używane majtki. Nerka. Słoiczek z moczem (a może raczej “złotym deszczykiem”?). Wolny czas. Krucyfiks po babci. Takie rzeczy oferują Polacy w Internecie. Wychodząc od zamieszczanych w sieci ogłoszeń, Konrad Oprzędek idzie po nitce do kłębka – dociera do opowieści i prawd, które zwykle upychamy w szafie, wstydliwie przykrywamy kołderką lub wypłakujemy pod prysznicem. Z tych historii wyłania się interesujący i zaskakujący obraz polskiego społeczeństwa. Ciekawe? Więcej o tym reportażu możecie przeczytać tutaj.

 

 

 

Marcin Wójcik, W rodzinie ojca mego, Czarne, Wołowiec 2015.

Uczestnicy sobotniego przemarszu ONR oprócz hasła „Znajdzie się kij na lewacki ryj” z dumą skandowali także „Idą biali wojownicy, narodowcy, katolicy” – czy nam się to podoba czy nie, to jedna z twarzy polskiego katolicyzmu. Religijność w wydaniu à la polonaise może i potrafi złapać za serce, ale bywa też, że wprawia w osłupienie czy wręcz przeraża – przekonuje się o tym Marcin Wójcik, były dziennikarz Gościa Niedzielnego, który dołącza do zgromadzonej wokół postaci Tadeusza Rydzyka Rodziny Radia Maryja. Reporter wysłuchuje opowieści o przemocy i zbrodniach motywowanych boskim przykazaniem oraz na własnej skórze doświadcza intryg i zawiści, które kryjówkę znalazły za pięknymi słowami o miłosierdziu. W rodzinie ojca mego czyta się jak thriller – tę książkę polecamy tylko czytelnikom o mocnych nerwach!

 

 

Marta Abramowicz, Zakonnice odchodzą po cichu, Krytyka Polityczna, Warszawa 2016.

Podobno dotarcie do byłych zakonnic graniczy z cudem. A już namówienie ich do zwierzeń jest prawie tak wykonalne, jak zamiana wody w wino (jeśli ktoś z was opanował tę sztukę, koniecznie dajcie znać, potrzebujemy waszych umiejętności!). Marcie Abramowicz się udało. To, czego się dowiedziała, niepokoi i smuci. O tym, jak wielką krzywdę może wyrządzić kobiecie mieszanka źle pojmowanej religii i polskiej konserwy – w świetnym reportażu od Krytyki Politycznej.

 

 

 

Maciej Czarnecki, Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym, Czarne, Wołowiec 2016.

Pewnie zastanawiacie się, co robi tutaj książka o Norwegii. Sięgnijcie po reportaż Czarneckiego, a przekonacie się, że równie wiele w nim o norweskim opanowaniu (oschłości?), co o polskiej spontaniczności (a może porywczości?). Opisywane wydarzenia rozgrywają się co prawda w Skandynawii, ale ich głównymi bohaterami są polskie rodziny, które zderzają się z norweskim systemem opieki społecznej. Spotkanie pełne jest zgrzytów, których przyczyna zdaje się tkwić głębiej niż się na początku wydawało – czyżby to inaczej ukształtowana mentalność nie pozwalała się porozumieć? Kim jesteśmy i jak nas postrzegają Skandynawowie? – jeśli macie ochotę spojrzeć w głąb polskiej duszy, biegnijcie do księgarni po Dzieci Norwegii! Więcej tutaj.

 

 

Filip Springer, 13 pięter, Czarne, Wołowiec 2015.

Polska, początek XX wieku: brakuje mieszkań. Siedmioosobowe rodziny gnieżdżą się w jednym pokoju, a ci, którzy mieli mniej szczęścia, lądują na bruku. Niektórzy popełniają samobójstwa. Polska, początek XXI wieku: brakuje mieszkań. Ludzie zadłużają się po uszy, budują domy, których nie są w stanie wykończyć, więc wprowadzają się do garażu. Mieszkają z byłym partnerem, bo spłacają kredyt i nie mają gdzie się podziać. Zajmują piwnice. Czyściciele kamienic zmieniają ich życia w piekło, brutalnie próbując ich zmusić do opuszczenia mieszkania. Banki pożerają wypłaty. O poszukiwaniu stabilizacji i o tym, co tak naprawdę znaczy “dom” – tylko u Filipa Springera.

 

 

Komentarze (6) + Dodaj komentarz

  1. agussiek napisał(a):

    Ciekawe zestawienie i świetny pomysł świętowania 3 maja (też należę do bezflagowców…) 🙂
    Z powyższej listy czytałam „Angoli” i „W rodzine ojca mego” – pierwsza bliska mi, bo sama mieszkam poza granicami kraju, a druga, jak piszecie, niezwykle wstrząsająca, ale i bardzo ważna.
    Na półce czeka „Miasto Archipelag”, ale i pozostałe wymienione tytuły chętnie przeczytam.

    Od siebie dodałabym „Polska odwraca oczy” Justyny Kopińskiej oraz „Zaduch. Reportaże o obcości” Marty Szarejko, obie książki dostarczają mocnych wrażeń, choć na różnych płaszczyznach.
    Sama planuję niebawem przeczytać stojące już na mojej półce „Obrażenia. Pobici z Polską” oraz „Król kebabów i inne zderzenia polsko – obce” – wydały mi się szczególnie pasujące do tematu 🙂

    • Niespodziegadki napisał(a):

      Dziękujemy za dużą dawkę świetnych tytułów! Kopińską mamy na liście priorytetowej, bo aż nam głupio, że nie możemy się włączyć w toczone dosłownie wszędzie rozmowy na temat jej książki – coś czujemy, że to może być mocna rzecz! „Zaduch” jakoś nam umknął – tym bardziej cieszymy się, o nim napisałaś. „Obrażenia” i „Król kebabów” też dopiero przed nami, ale lekturę planujemy już od dawna 🙂

  2. parapet literacki napisał(a):

    Ze swojej strony bym dodała jeszcze „Diabeł i tabliczka czekolady” i „Najlepsze buty na świecie” 🙂 . Niewiele z Waszej listy czytałam, czas nadrabiać. „Zakonnice…” zrobiły na mnie bardzo duże wrażenie i w połączeniu ze spotkaniem z autorką dały wyraźny obraz wcześniej mi nieznanej rzeczywistości.
    Uściski!
    A.

  3. Zuzanna napisał(a):

    Co do „Zaduchu” mam mieszane uczucia, bo wydaje mi się być jednostronnym reportażem. Autorka rozmawia w nim, a rozmawia to czasem za dużo powiedziane, z ludźmi i przeważnie skupiają się oni jedynie na swoich niepowodzeniach. Mnie tam brakowało interakcji, a im dalej w las z lekturą tym bardziej dołująco.
    Dzięki Wam przeczytałam Angole – bardzo, bardzo ciekawa książka!

    • H. napisał(a):

      Zobaczymy, co z tego „Zaduchu” wyniknie 🙂 Co za miłe zaskoczenie, że zdołałyśmy wydłubać jakiś reportaż, którego jeszcze nie znasz!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.