Z okazji Dnia Dziecka serwujemy Wam osiem wyjątkowych opowieści o dorastaniu. Takich, w których bycie dzieckiem to nie tylko babki z piasku, lalki i samochodziki. To przede wszystkim odkrycia, wynalazki, przyspieszona nauka świata i życia. Poszukiwania, eksperymenty, próby opisania i klasyfikacji zaobserwowanych zjawisk, a czasem nawet podejmowanie nierównej walki z dorosłymi.

 
 

Agneta Pleijel, Wróżba, przeł. Justyna Czechowska, Karakter.

Ci, którzy są z nami od dłuższego czasu, mogą mieć już powyżej uszu tego, że Wróżba pojawia się na Niespodziegadkach co najmniej raz w miesiącu. Przykro nam – powieść szwedzkiej pisarki Agnety Pleijel otworzy również to zestawienie (tak naprawdę wcale nie jest nam przykro). Nie znamy lepszej opowieści o dorastaniu, dzieciństwie, dziewczyńskości, odkrywaniu siebie i świata. Znakomicie napisana (i świetnie przetłumaczona), mocna, mądra i poruszająca. Więcej tutaj.

 
 

Ida Linde, Poleciały w kosmos, przeł. Justyna Czechowska, Lokator.

Miejsce startu: Szwecja. Kierunek: kosmos. Lecimy, bo wskakujemy w rakiety z siostrzanym duetem Silją i Sontag. Wznosimy się, bo Ida Linde serwuje nam prozę, która sprawia, że świat przeobraża się w obrazy Marka Rothko. Znikają odciągające uwagę detale. Jest to, co najważniejsze: córki, matka i dom urządzony na starej stacji kolejowej. Dzieciństwo i dorastanie malują się u Linde we wszystkich odcieniach szarości: jest przywiązanie, są chwile radości i czułość, ale jest też hełm, którego pod żadnym pozorem nie wolno zdjąć. Więcej tutaj.

 
 

Tove Jansson, Córka rzeźbiarza, przeł. Teresa Chłapowska, Marginesy.

Mamy nadzieję, że nie odmarzły Wam jeszcze uszy, bo kontynuujemy naszą podróż na Północ. Kolejny przystanek to ojczyzna Muminków, Finlandia. Nie martwcie się, zaraz rozgrzejecie się przy kominku w przytulnym atelier państwa Janssonów. To tutaj czeka na nas mała Tove – dziewczynka, z którą dałybyśmy się zamknąć na rok w pustym pokoju. Jej wyobraźnia jest tak potężna, że nie trzeba jej żadnych rekwizytów. Pamiętacie spisywane w zeszycikach historyjki, pogrzeby urządzane muchom i odgrywane przed złożoną z cioć i wujków widownią przedstawienia? O tych pozornie błahych, dziecięcych zajęciach Tove Jansson pisze tak, że odruchowo zaczynacie otrzepywać się z piasku – wszystko jest żywe, namacalne. I magiczne jednocześnie. Więcej tutaj.

 
 

Monika Kompaníková, Piąta łódź, przeł. Izabela Zając, Książkowe Klimaty.

Przenosimy się nieco na południe, do niedalekiej Słowacji. Poznajemy dziewczynkę, która od najmłodszych lat musi być dojrzała i samodzielna, bo wychowuje się w świecie, w którym na dorosłych nie można liczyć. Pewnego dnia razem z dwojgiem uprowadzonych niemowląt i chłopcem z sąsiedztwa postanawia stworzyć coś na kształt rodziny. Kompaníková pisze bezpretensjonalnie i mocno: o tym, że wspomnienia z dzieciństwa nie opuszczają nas w dorosłym życiu i o tym, ile znaczy bliskość i rodzina. Dobra, chropowata proza. Bez łez, bez smętów. Więcej tutaj.

 
 

Alain Mabanckou, Jutro skończę dwadzieścia lat, przeł. Jacek Giszczak, Karakter.

Zrzucamy płaszcze i pędem na lotnisko, czas na wyprawę do Afryki! W kongijskim mieście Pointe-Noire wypatruje nas już dziesięcioletni Michel, miłośnik samolotów, Georges’a Brassensa i wierszy Arthura Rimbaud. W towarzystwie tego chłopca na pewno nie będziemy się nudzić. Z tatą Rogerem posłuchamy Głosu Ameryki, z mamą pośmiejemy się z wujka René, który ku chwale Lenina wymienia samochód co pół roku. W szkole spróbujemy przechytrzyć surowego nauczyciela, a po powrocie do domu zakradniemy się po lektury do sypialni rodziców. Weźmiemy też udział w pojedynku (na książki!) o ukochaną dziewczynę i otrzymamy pewną tajemniczą misję. Czy uda nam się ją wypełnić? Mikołajek w kongijskim wydaniu – wchodzicie w to?

 
 

Scholastique Mukasonga, Maria Panna Nilu, przeł. Anna Biłos, Czwarta Strona.

Uczennice Liceum imienia Marii Panny Nilu nie mają łatwo. Każdy ich ruch śledzi surowa matka przełożona, która w najmniejszym przejawie radości widzi ryzyko splamienia honoru szkoły dla „żeńskiej elity Rwandy”. Nie wolno nie tylko umawiać się na randki, ale nawet oglądać zdjęć Beatlesów i Brigitte Bardot. Przygotowujące się do roli posłusznej żony dziewczęta mają być skromne, cnotliwe i oddane Bogu. W katolickim liceum nie ma miejsca na burzę hormonów, nastoletnie wybryki i pierwsze miłości. A że najciemniej pod latarnią… Maria Panna Nilu Scholastique Mukasongi to świadectwo trudnej rwandyjskiej historii, ale też szczera i bezkompromisowa opowieść o dziewczyńskości i dorastaniu. Więcej tutaj.

 
 

Lyonel Trouillot, Dzieci bohaterów, przeł. Jacek Giszczak, Karakter.

Brat i siostra zabijają brutalnego ojca i uciekają z domu, by w pełni wykorzystać ostatnie chwile wolności. To nie spojler, wiemy to od pierwszych stron. Nie będzie dochodzenia, śledztwa i resocjalizacji. Trouillot nie bawi się w takie rzeczy. Gra, do której nas zaprasza, jest znacznie bardziej wyrafinowana i ryzykowna. Dzieci bohaterów to przykład wybitnej literatury zaangażowanej: subtelnej, lecz takiej, która tnie do kości. I choć popłynie krew, odezwą się brudne żądze i nadejdzie niebezpieczeństwo, narracja pozostanie czysta i dziecięco niewinna. Bo gdy już zabraknie wszystkiego, pozostanie to, co najpiękniejsze – miłość między rodzeństwem.

 
 

Binyavanga Wainaina, Kiedyś o tym miejscu napiszę. Wspomnienia, przeł. Marcin Michalski, Karakter.

Wainainę poznałyśmy za sprawą jego znakomitego artykułu How to Write about Africa (do przeczytania tutaj), w którym dowcipnie i błyskotliwie rozprawia się ze stereotypami dotyczącymi Afryki. Kiedyś o tym miejscu napiszę również pokazuje nam, że na „Czarnym Kontytencie” dzieci nie tylko umierają na malarię i ebolę, ale też żyją i rozwijają się. Nawiązują przyjaźnie, próbują zakazanych rzeczy, walczą z trądzikiem, usiłują okiełznać szalejące hormony i odkryć swoją prawdziwą tożsamość. Inteligentna i zabawna książka w wybornym tłumaczeniu Marcina Michalskiego (wynalazcy słowa kulkogolfopiłki!).

 

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.