Dawno, dawno temu ktoś powiedział nam, że nie można nazywać się fanem literatury, jeśli nie czyta się Literatury na Świecie. Tak się składa, że ten ktoś jest dla nas ogromnym autorytetem, więc bezzwłocznie kupiłyśmy tyle zaległych numerów, ile się dało. Teraz, po latach, potwierdzamy: jeśli kochacie literaturę i jesteście ciekawi świata, macie moralny obowiązek chociaż spróbować i sięgnąć po jeden numer. Podejrzewamy, że na jednym się nie skończy, bo raz rozbudzony głód literacki dręczy człowieka przez całe życie.

O co chodzi?

Literatura na Świecie to czasopismo literackie, które ukazuje się w Polsce od 1971 roku. Początkowo skupiano się na przedstawianiu ogólnych tendencji w literaturze, szybko jednak zmieniono konwencję i zaczęto wydawać numery tematyczne: poświęcone konkretnemu autorowi, obszarowi geograficznemu, gatunkowi czy motywowi. Właśnie ta różnorodność stanowi o niesamowitej sile tego pisma: prędzej czy później każdy znajdzie tu coś dla siebie. Bo jeśli nie kręci cię Rumunia, to może lubisz teksty o pijaństwie (my lubimy!) albo interesują cię walijskie opowiadania. Zawsze też można spróbować w ciemno, bo kto wie, może nawet nie wiesz, że jesteś fanem egipskiej poezji?

Dlaczego warto?

Choć może się zapowiadać hisptersko i ekskluzywnie, w rzeczywistości LnŚ jest bardzo przystępna i naprawdę ciekawa. Każdy numer to podróż w nieznane lądy, która inspiruje i kształci. Oprócz literatury samej w sobie znajdziemy tu też teksty teoretyczne, które ucieszą głodnych wiedzy. Wybór tekstów jest staranny i przemyślany, a tłumacze zawsze stają na wysokości zadania. Nad publikacją każdego numeru czuwa zespół znakomitych i doświadczonych redaktorów, dzięki czemu czytelnik czuje, że jest w tym wszystkim ważny. To trochę taki salon odnowy biologicznej dla duszy i umysłu.

Gdzie kupić?

Spróbujcie w niszowych księgarniach (Lokator w Krakowie, Tajne Komplety we Wrocławiu), często można też dorwać archiwalne pisma w Internecie. Prawdziwi entuzjaści mogą zaprenumerować dostawę świeżynek tutaj. Sprawdźcie też, kiedy w Waszej okolicy są Targi Książki – tam na stoisku Instytutu Książki zawsze jest mnóstwo nowszych i starszych numerów w atrakcyjnych cenach. Bierzcie i czytajcie, bez wymówek!

Na zachętę opowiemy wam o kilku naszych ulubionych numerach (czy widzicie jakąś tendencję…? ;)) :

 

Literatura na Świecie, nr 11-12/2016, Arabowie.

Przyznajemy się: kupiłyśmy ten numer dla Iljasa Churiego. Po jego znakomitej powieści Jalo i po tym, jak miałyśmy przyjemność poznać go osobiście (do dziś pamiętamy, jak przyjaźnie droczył się z nami, przekonując, że ryba to warzywo), z niecierpliwością czekałyśmy, aż ukaże się kolejny tekst jego autorstwa. Nie zawiodłyśmy się. Poza hojnym kawałkiem prozy dostajemy jeszcze obszerny wywiad. Poza Churim w numerze wyjątkowe teksty autorów z Syrii, Egiptu i Maroka. Dobrze, że ten numer ukazał się właśnie teraz, bo choć Churi powiedział nam, że dobra literatura zabija, to ośmielimy się nie zgodzić i mieć nadzieję, że systematycznie przyjmowana w dużych dawkach kiedyś zniesie podziały, uspokoi obawy i stworzy most między kulturami.

 

Literatura na Świecie, nr 7-8/2013, Madagaskar.

Madagaskar słynie z ogromnej różnorodności flory i fauny oraz z tego, że wiele tamtejszych gatunków zwierząt i roślin nie występuje nigdzie indziej. Jak się okazuje, podobnie jest z tamtejszą literaturą. Od miękkiej, lecz wyrazistej poezji przez obrazową, energetyczną prozę po językowe eksplozje Raharimanany (oklaski dla tłumaczy, bo przełożenie tekstów tego pana jest nie lada wyzwaniem!). Ten numer LnŚ jest jak menu degustacyjne w restauracji: wszystkie smaki, zapachy i konsystencje. Do tego bardzo ciekawe artykuły, dzięki którym możemy lepiej zrozumieć to, co czytamy i mocniej tego doświadczyć. Bo nie oszukujmy się: kto z nas wie cokolwiek o życiu literackim Madagaskaru? Dobra wiadomość jest taka, że po przeczytaniu tego numeru będziemy nieco pewniej poruszać się po tamtejszych lasach równikowych.

 

Literatura na Świecie, nr 7-8/2014, Etiopia.

Jeśli wierzyć polskiemu celebrycie wychwalającemu się przed kamerą swoimi bosymi stopami i wszechstronną wiedzą o świecie, Etiopczycy są prymitywnym ludem, który nie bardzo radzi sobie z myśleniem, jest raczej leniwy i nie zna pojęcia sztuki innej niż malunki na ciele. Jeśli sięgnąć po Literaturę na Świecie, okaże się, że ci podobno mało rozgarnięci ludzie zamieszkujący wschodnią  Afrykę operują słowem lepiej niż wielu zachodnich pisarzy. Ich opowieści są przejmujące, gęste i soczyste. Tętnią życiem i oczarowują. Poruszają ważkie kwestie i ukazują zupełnie nowy wymiar literatury. Ten numer warto przeczytać choćby dlatego, że Etiopczycy najlepiej wiedzą, kim są, co myślą i czego pragną – i potrafią o tym doskonale pisać.

 

Literatura na Świecie, nr 5-6/2012, Luzo Afryka.

Angola, Mozambik, Gwinea Bissau, Republika Zielonego Przylądka, Wyspy Świętego Tomasza i Książęca – czyli pisząca po portugalsku Afryka. Zanim w nasze ręce wpadł ten numer Literatury na Świecie, byłyśmy święcie przekonane, że jeśli chodzi o językowe figle, nikt nie dorównuje afrykańskim pisarzom francuskojęzycznym. Jakże się myliłyśmy! Tego, co luzofońscy autorzy wyprawiają z portugalszczyzną, trzeba doświadczyć na własnej skórze. Jeśli chcecie przekonać się, że kartka papieru może eksplodować tysiącem barw i świateł, przebijając efektem najbardziej wymyślny pokaz sztucznych ogni, koniecznie przeczytajcie fragment Babci 19 i sowieckiego sekretu Ondjakiego w tłumaczeniu Michała Lipczyca. Totalny literacki odlot!

 

Literatura na Świecie, nr 1-2/1999, Czarna Afryka.

Pamiętacie, co robiliście w 1999 roku? My śmigałyśmy po podwórku na hulajnodze i wsuwałyśmy maliny prosto z krzaka. W czasie, gdy czytałyśmy o przygodach Pippi Pończoszanki i Doktora Dolittle, redakcja Literatury na Świecie wypuściła perełkę, którą zachwycamy się kilkanaście lat później. W środku same cuda: proza z Mali, Gwinei, Tanzanii, Wybrzeża Kości Słoniowej czy Konga. Wyjątkowa szansa dla polskiego czytelnika, bo prawdopodobnie nigdzie indziej nie dorwie twórczości tych autorów (chyba, że tak jak my jest wyjątkowym zapaleńcem i będzie gotów sprowadzać oryginały z zagranicy). Do tego w świetnych przekładach, bo LnŚ gwarantuje dobrą jakość tekstu.

 

Literatura na Świecie, nr 1-2/2011, Brazylia.

Ten numer LnŚ to istne szaleństwo! Jeśli niestraszne wam formalne eksperymenty i mało co sprawia wam taką przyjemność jak obserwowanie trzaskających w miliony odłamków klisz i stereotypów, będziecie zachwyceni. Szykujcie się na prawdziwy przegląd brazylijskiej twórczości: od klasycznej poezji miłosnej, przez mocno angażującą, świeżą prozę o najróżniejszej tematyce, po zaskakujące i dość odważne liryczne zapiski, takie jak umieszczony na stronie ósmej wiersz o… dupie! Bierzcie i czytajcie!

 

Komentarze (5) + Dodaj komentarz

  1. Maguda napisał(a):

    Uwielbiam LnŚ, choć trochę straciłam ich z oczu na jakiś czas. Dzięki za przypomnienie. I to pięknymi słowy! 🙂 I tylko pytanie mam – co to za numer na zdjęciu u góry „KAWA….”coś tam?? Numer arabski muszę nabyć! Pozdrawiam 🙂

  2. Maguda napisał(a):

    Ach! Pewnie to Kawafis?? 😀

  3. Jess napisał(a):

    Dziewczynki! Ale Wam dziękuje za to hasło!: „że dobra literatura zabija, to ośmielimy się nie zgodzić i mieć nadzieję, że systematycznie przyjmowana w dużych dawkach kiedyś zniesie podziały, uspokoi obawy i stworzy most między kulturami.” Tez chce w to wierzyć!

    Dzięki za inspiracje, wstyd sie przyznac, ale nie czytałam do tej pory LnŚ, Literatura afrykańska tez mnei ostatnio kręci, więc bede polowac na archowalne numery o afryce. Dzięki :*

  4. Czepiam się książek napisał(a):

    Uwielbiam i kolekcjonuję 🙂 Nie tylko nowe wydania, ale szczególnie te stare, archiwalne numery, które można kupić czasami za grosze na aukcjach internetowych czy w antykwariatach. Naprawdę warto, bo w LnŚ można znaleźć teksty, których nie opublikowano nigdzie indziej. Tłumaczenia opowiadań i poezji, eseje o literaturze i kulturze… Nieraz zdarzyło mi się polować na konkretny numer sprzed kilku dekad, bo wyszperałam w sieci, że znajdę w nim jakieś zapomniane opowiadanie Borgesa czy Bulatovića. Czasopismo legenda. I tak już zostanie 🙂 Świetnie, że o nim piszecie, bo na pewno są jeszcze tacy, którym umknęło 😀

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.