Stało się – wydajesz książkę o Afryce. Pół biedy, jeśli jest to opowieść Europejki, która poślubiła Masaja – wtedy po prostu umieszczasz na okładce zamyśloną kobietę, lwa i akację, piszesz, że to wspaniała historia o miłości ponad podziałami kulturowymi i nie robisz nic poza tym. Nakład sprzeda się całkiem dobrze, a jak dodrukujesz trochę w formacie kieszonkowym, ludzie będą go sobie dorzucać do zakupów w supermarkecie.

Jednak co zrobić, gdy przyjdzie ci opublikować powieść o prawdziwej Afryce, w dodatku napisanej przez jej mieszkańca? Nie martw się, mamy dla ciebie kilka przydatnych rad!

Okładka

Pamiętaj – książka o Afryce nie może wyglądać jak inne. Przecież jest o Afryce! Na okładce zawsze warto umieścić baobab, żyrafę, słonia i ludzi w plemiennych makijażach. Zadumany czarny chłopiec w rozciągniętej koszulce, palma i ocean też dadzą radę.

Tytuł

Postaraj się, żeby był dramatyczny lub przynajmniej emocjonalny. Najlepiej zignoruj tytuł oryginalny i wymyśl własny. Na przykład Tęsknota. Bo czemu nie? Inne nasze propozycje to Głód, Nędza i Malaria.

Informacje o autorze

Puść wodzy fantazji i napisz, co uważasz. Przecież i tak nikt nie zada sobie trudu, by to sprawdzić, bo kogo interesuje jakiś afrykański (lub np. francusko-burundyjski) pisarz? Na czwartej stronie okładki napisz, że po wybuchu wojny wyjechał do Francji z ojcem, podczas gdy w rzeczywistości ojciec nigdy nie opuścił Afryki (można o tym przeczytać tutaj i tutaj). Kto by się przejmował takimi szczegółami?

Promocja

Najlepiej w ogóle nie promuj tej książki. Nikt nie czyta powieści o Afryce, więc twoje wysiłki pójdą na marne. Jeśli już musisz o niej wspomnieć, staraj się, by mimo wszystko przeszła bez echa. Na przykład na Instagramie przytłocz ją innymi książkami, wciśnij w sam róg i trzymaj kciuki, by nikt jej nie zobaczył (przykład tutaj). Pisząc o niej, udawaj, że to zupełnie inna powieść niż w rzeczywistości. Dla przykładu, jeśli masz do czynienia z bezpretensjonalną, dojrzałą historią o dorastaniu, nie wspominaj o tym! Zamiast tego używaj zdrobnień, napisz, że bohater mieszka w „przytulnej dzielnicy dla cudzoziemców”, a jego kumpli nazwij „miłymi łobuziakami„. Dzięki temu masz pewność, że osoby, które będą miały ochotę poczytać o miłych łobuziakach z przytulnej dzielnicy będą zawiedzione, a ludzie, którym książka mogłaby przypaść do gustu, raczej po nią nie sięgną. Gratulacje, kolejna powieść o Afryce nie odniesie sukcesu na polskim rynku!

Przekład

Podobno pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Co pomyślicie sobie o głównym bohaterze, jeśli na pierwszej stronie ojciec wyjaśnia mu, że w Burundi żyją trzy grupy: Hutu, Tutsi i Twa, a na drugiej nasz bohater pyta, czy Hutu i Tutsi żyją w tym samym kraju? Wystarczy, że chytrze podmienisz słowo territoire na kraj, by bystry chłopiec stał się ciężko kapujący, jak na Bambo i Kalego przystało! Oczywiście nie możesz przetłumaczyć całości w translatorze google, ale czasem warto spróbować przełożyć coś słowo po słowie. Na przykład un chien sur une jambe przetłumacz jako pies na jednej nodze. Będzie pasować idealnie w scenie, gdzie dorastający chłopcy oglądają film dla dorosłych i jeden z nich ociera się o poduszkę “jak pies na jednej nodze” (zamiast “jak pies o nogę”). Przecież każdy z nas choć raz widział psa na jednej nodze i dobrze wie, jak te jednonogie psy uwielbiają się o wszystko ocierać!

Czasem jednak dla niepoznaki wymyśl jakieś kreatywne rozwiązanie. Jeśli w oryginale ksywkę Kodak sąsiad zawdzięcza łupieżowi (bo pellicule to i łupież, i film do aparatu), to w polskiej wersji może ją zawdzięczać pstrykaniu palcami*. Pamiętaj, że przekład nie może być skandalicznie zły, jednak nie zaszkodzi zgubić po drodze sporej części polotu i uroku oryginału.

 

A teraz już całkiem serio: drogie wydawnictwo W.A.B., znamy Was i cenimy od lat, wiele Waszych książek można znaleźć na naszych półkach. Są wydawnictwa, których nawet nie chciałoby nam się krytykować, ale Wasze logo zawsze było dla nas znakiem najwyższej jakości. Dlatego tym bardziej nie możemy przeboleć faktu, że tak okaleczyliście doskonałą powieść. Bez wątpienia nigdy nie sprzedałaby się ona w milionach egzemplarzy, lecz jako wartościowa proza o ogromnym kapitale symbolicznym, zasługiwała na przekład najwyższej jakości i godną promocję. A przede wszystkim zasługiwała na to, by nad jej publikacją czuwały osoby, które rozumieją taką literaturę i wiedzą, jak o niej mówić, by porwać czytelników.

 

*Za to serio duży plus dla tłumaczki!

 

Mówimy o: Gaël Faye, Tęsknota, przeł. Katarzyna Marczewska, WAB, Warszawa 2017.

 

Do napisania tego tekstu zainspirował nas artykuł Binyavangi Wainainy How to Write about Africa, do przeczytania tutaj.

 

Chciałybyśmy wyrazić wdzięczność i podziw dla całej czytelniczej społeczności z Facebooka i Instagrama: dzięki Wam dobra nowina o tej książce wciąż się niesie!

 

Komentarze (3) + Dodaj komentarz

  1. Bo Afryka to kraj #africaisacountry. Znacie afroczytelnię.pl? Znalazłam tam kiedyś fajny tekst o okładkach książek http://afroczytelnia.blogspot.com/2014/06/nie-oceniaj-ksiazki-po-okadce.html

  2. Po prostu Ania napisał(a):

    Czy są jeszcze inne wpadki w tłumaczeniu, które utrudnią mi czytanie ze zrozumieniem? Zamówiłam polskie wydanie, bo Niespodziegadki zachwalały, więc trzeba było 🙂 Nie znam, niestety, francuskiego, więc raczej nie miałam innego wyjścia. Żal, że to nie Jacek Giszczak tłumaczył, prawda? No cóż, WAB bez Beaty Stasińskiej się psuje, szkoda…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.