Podobno rany szarpane powstałe w wyniku ataku zwierzęcia goją się najtrudniej. Wystrzępione i zakażone ciało boli i pulsuje, pali żywym ogniem. Jeśli powiem, że znam książkę, która wywołuje identyczne objawy, czy odważycie się po nią sięgnąć?

Bo to prawda: Churi pisze tak, żeby parzyło i zostawiało blizny. Rozpoczyna sceną w areszcie: Jalo, tytułowy bohater, jest oskarżony o gwałt. Śledczy krzyczy i  zadaje pytania, gdzieś w pobliżu siedzi ofiara, pomieszczenie jest ciasne, a Jalo spocony. Światło oślepia go, więc zamyka oczy. Powraca myślami do przeszłości i analizuje wszystko, co się wydarzyło (a może wcale się nie wydarzyło?). Tak oto zaczyna się prawdziwy emocjonalny i intelektualny roller coaster, niecałe czterysta stron, które wywrócą was na lewą stronę.

Czuję się w obowiązku uprzedzić wszystkich, którzy po tę powieść jeszcze nie sięgnęli: to wyjątkowo mocna rzecz.  Historia, niczym gwałtownie atakująca organizm choroba, zaczyna się rozrastać w sposób pozornie niekontrolowany (choć w rzeczywistości Churi doskonale wie, co robi). Pojawiają się nowe postaci, nowe wspomnienia, wkrótce (nieubłaganie!) dochodzi nas także echo libańskiej wojny domowej. Straszne i szokujące obrazy, podane bez znieczulenia. Wątki i retrospekcje nieustannie się przenikają i nachodzą na siebie, zmuszając umysł czytelnika do pracy na najwyższych obrotach, nie dając chwili wytchnienia.

Jalo również nie może znaleźć wytchnienia. Usiłując spisać swoje zeznania na papierze, obsesyjnie powraca do miejsc i wydarzeń, które wciąż okazują się być nieco inne. Motywacje i zachowania postaci zmieniają się za każdym razem, gdy powracamy do tego samego wątku. Zupełnie jak w kalejdoskopie. I sami już nie wiemy, czy to była miłość, czy szantaż i stalking. Gwałt czy po prostu seks, rodzina czy sekta, przygoda czy makabryczne doświadczenie, zabawa czy okrucieństwo. Nic nie jest jednoznaczne ani pewne, a im więcej się dowiadujemy, tym dotkliwiej uświadamiamy sobie, jak niewiele wiemy tak naprawdę.

Churi przedstawia nam świat pełen zagubionych ludzi, będących tajemnicą nie tylko dla otoczenia, ale też dla siebie samych. Naznaczeni piętnem wojny i okrucieństwa, obsesyjnie poszukujący miłości i spełnienia, podejmujący decyzje pod wpływem impulsów i popędów. I choć wnętrze każdego z nich mogłoby być osobnym uniwersum, na zewnątrz pozostają zaskakująco prości. Weźmy chociażby głównego bohatera: rzadko kiedy wypowiada się zdaniami złożonymi, często zachowuje się nieadekwatnie do sytuacji, wydaje się gwałtowny i groźny, skory do przemocy, nieobliczalny, niespełna rozumu. A w jego głowie buzuje szalona poezja. Upaja się piżmowym zapachem kobiecych nadgarstków i wspomina włosy matki, które zmieniały się w złoto. Oskarżony o trzynaście gwałtów, nieustannie mówi i myśli o miłości.

I choć podczas lektury nasunie nam się mnóstwo pytań, na większość z nich nie odnajdziemy odpowiedzi. Czytając tę powieść, wpadamy w trans, nie wierzymy już w nic, a jednocześnie wierzymy we wszystko.

Jalo to powieść gęsta i duszna, lecz mimo odważnych opisów i bezkompromisowej narracji, nie męczy i nie przytłacza. Znakomicie napisana, misternie skomponowana historia niczego nie pozostawia przypadkowi. Warto tu też podkreślić fantastyczną robotę Marcina Michalskiego: przekład czyta się z ogromną przyjemnością.

Jeśli w literaturze szukasz pokrzepienia i czytasz dla poprawy nastroju – nie sięgaj po tę książkę.

Jeśli potrzebujesz lekkiej lekturki na wieczór – trzymaj się od Jalo i z daleka.

Jeśli natomiast marzy ci się jedno z najbardziej intensywnych, porażających literackich doświadczeń, które u co wrażliwszych może się skończyć syndromem Stendhala – powieść Churiego to coś dla ciebie.

Jalo to arcydzieło.

 

Mówimy o: Iljas Churi, Jalo, przeł. Marcin Michalski, Karakter, Kraków 2014.

 

Post jest częścią letniego cyklu literackich podróży NIESPOwakacje.

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.