Mamy dwie wiadomości dla waszych portfeli. Dobra jest taka, że w grudniu rynek wydawniczy zamiera, więc waszych właścicieli nie będą kusić żadne nowości. A zła? Brzuszki i tak wam schudną, bo Niespodziegadki przygotowały listę książek, które ostatnio im umknęły, a po które na pewno zamierzają sięgnąć!

Pamiętacie, jak narzekałyśmy na brak powieści? W grudniu literatura piękna rządzi!

 

Chimamanda Ngozi Adichie, Wszyscy powinniśmy być feministami, przeł. Agnieszka Sylwanowicz, Zysk i Spółka.

Już myślałyśmy, że się nie doczekamy, ale jest! 13 listopada do księgarń trafiło polskie wydanie głośnego eseju nigeryjskiej pisarki Chimamandy Ngozi Adichie We should all be feminists – o tym, że równość płci to nie wymysł nawiedzonych bab i potwora Dżendera, a cel, do którego wszyscy powinniśmy dażyć. Recenzja na dniach na stronie, stay tuned!

 

 

 

Åsa Linderborg, Nikt mnie nie ma, przeł. Halina Thylwe, WAB.

Gdybyśmy mogły wskoczyć w kapsułę czasu i wybrać dowolny kierunek, mocno rozważyłybyśmy opcję „Szwecja, lata 70.”. Kapsułą nie dysponujemy, ale mamy za to papierowe samolociki – tym razem wskakujemy na pokład Nikt mnie nie ma i dajemy się porwać historii o kilkuletniej Åsie i jej tacie, z Szwecją sprzed pół wieku w tle. Ciekawe, czy podróż będzie równie fascynująca jak ta odbyta z Agnetą Pleijel i Zapachem mężczyzny?

 

 

 

Leïla Slimani, Kołysanka, przeł. Agnieszka Rasińska-Bóbr, Sonia Draga.

O ile amerykańskie nagrody literackie mało nas interesują i niezbyt zachęcają nas do sięgnięcia po książkę, o tyle werdykty jury francuskiej Nagrody Goncourtów zawsze traktujemy jako cenną wskazówkę. Zeszłorocznej laureatki – powieści Chanson douce Leïli Slimani – na pewno sobie nie odpuścimy, tym bardziej, że niedawno ukazała się po polsku jako Kołysanka (szkoda tylko, że w nieco kiczowatej oprawie). O naszych popapranych czasach – może być ciekawie!

 

 

 

Goli Taraghi, Sen zimowy, przeł. Dorota Słapa, Książkowe Klimaty.

Aż wstyd się przyznać, że my, miłośniczki wszystkiego co niezbadane i poza głównym nurtem, nie mamy zielonego pojęcia o irańskiej literaturze. Na swoją obronę mamy tylko tyle, że nasz perski nie jest na tyle dobry, by czytać tamtejsze dzieła w oryginale (chyba, że „dzień dobry” i „przepraszam” wystarczy?), a na polskim rynku raczej niełatwo takie książki dorwać. Na szczęście niezastąpione wydawnictwo Książkowe Klimaty ruszyło z irańską serią, więc nie mamy już wymówek.

 

 

 

 

Lucia Berlin, Instrukcja dla pań sprzątających, przeł. Dobromiła Jankowska, W.A.B.

Choć zazwyczaj do amerykańskich autorów podchodzimy raczej sceptycznie, dla tej książki robimy wyjątek. Po pierwsze: polecają ją zaufane osoby, po drugie: tytuł i okładka idealnie nadają się do trollowania ludzi w komunikacji miejskiej, po trzecie: dawno nie czytałyśmy opowiadań!

 

 

 

 

 

Christine Lavant, Zapiski z domu wariatów, przeł. Małgorzata Łukasiewicz, Ossolineum.

Pamiętacie taki okres, kiedy wszyscy czytali o narkomanach, szpitalach psychiatrycznych i anoreksji? Ta malutka książeczka mogłaby wpisywać się w ten trend, gdyby nie fakt, że to wyrafinowana proza z lat 40. ubiegłego wieku. Opis zapowiada coś naprawdę dobrego. Kusi nas cała seria „Z kraju i ze świata”, a że Ossolineum dopiero się rozkręca, to dobry moment, by na bieżąco kupować kolejne tytuły.

 

 

 

 

Komentarze (3) + Dodaj komentarz

  1. Natalia napisał(a):

    Wydawnictwo Sonia Draga najwyraźniej cierpi na poważną chorobę okładkową. Trudno nie zauważyć, że w „Kołysance” wykorzystano to samo zdjęcie, które poprzednio widniało jako (wątpliwej urody) oprawa graficzna „Historii zaginionej dziewczynki” Eleny Ferrante (wyd. 2016), a jeszcze wcześniej zostało wykorzystane przez Świat Książki dla ozdobienia „Obietnicy gwiezdnego pyłu” Priscille Sibley (tu akurat kicz wizualny pasuje do tytułu:). Popularność tego zdjęcia wśród polskich wydawców jest zdumiewająca. Naprawdę nie stać ich na więcej?

  2. Marre napisał(a):

    Czytałam jedno z opowiadań Berlin w jesiennym Przekroju i dla mnie warto 😀

  3. Maaaruda napisał(a):

    Podobno tłumaczenie Adichie jest „dyskusyjne”. Ale Goli Taraghi jak najbardziej trzeba!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.