Żeby tradycji stało się zadość, i w tym roku przygotowałyśmy zestawienie dziesięciu książek, które pokochałyśmy w roku ubiegłym. Nie było łatwo, bo serca mamy wielkie i gorące, więc pokochałyśmy znacznie więcej niż dziesięć tytułów. Oto subiektywnie wybrana dziesiątka, która szczególnie nas urzekła:

 

Agneta Pleijel, Zapach mężczyzny, przeł. Justyna Czechowska, Karakter.

Historia zatacza koło. W zeszłym roku byłśmy podekscytowane Wróżbą, tegoroczne zestawienie zaczynamy od kolejnej części autobiograficznej powieści Agnety Pleijel. Mówiłyśmy o niej tutaj, tutaj i tutaj, a także w wielu innych miejscach i sytuacjach (także pozainternetowych). Obdarowałyśmy egzemplarzami pół rodziny i wielu przyjaciół. Nie bez powodu. Znakomicie napisany, dobrze skonstruowany, spostrzegawczy i zaangażowany, Zapach mężczyzny bez wątpienia jest dla nas powieścią roku (co najmniej!).

 

 

Marcin Wicha, Rzeczy, których nie wyrzuciłem, Karakter.

Naszą listę najlepszych książek 2017 roku zaczęłyśmy tworzyć jeszcze przed finałem Paszportów Polityki. Rzeczy, których nie wyrzuciłem były jednym z pierwszych tytułów, które na nią wpisałyśmy – jakże wielka była nasza radość, kiedy dowiedziałyśmy się, że to właśnie Marcin Wicha został laureatem nagrody! Jego autobiograficzna, traktująca o pożegnaniu z umierającą matką książka to dowód na to, że nie trzeba wielu słów, żeby poruszyć do głębi – ta krótka, zamykająca się na niespełna 200 stronach opowieść, zostaje w człowieku na bardzo długo. Czy o miłości, a tym bardziej o śmierci, da się mówić bez popadania w sentymentalizm? Wicha nośnikiem emocji czyni przedmioty – tylko pozornie błahe i najmniej istotne. Rzeczy wzruszają, zasmucają, wywołują nostalgię – ale są też naszpikowane ogromną dawką ciepła, bliskości i przywiązania. Tę książkę po prostu MUSICIE przeczytać.

 

 

Mikołaj Grynberg, Rejwach, Nisza.

Tej książki nie pokochałyśmy. Wolałybyśmy, żeby historie, które Mikołajowi Grynbergowi powierzyli jego rozmówcy, nigdy nie miały miejsca. Ale one były i są, bo polski antysemityzm wciąż ma się dobrze. Rejwach poraża każdym jednym zdaniem, ma się wrażenie, że żadne słowo nie pada tu przypadkiem. Choć autor nie stosuje emocjonalnych chwytów à la tani wyciskacz łez, czytając jego prozatorskie miniatury, rwie się włosy z głowy, a po skończonej lekturze – wybucha płaczem. Ta cieniutka książeczka o niejasnych (tak, to eufemizm) stosunkach polsko-żydowskich zostanie z wami na zawsze. Jeśli nie czytaliście, koniecznie to zróbcie.

 

 

Martin Pollack, Topografia pamięci, przeł. Karolina Niedenthal, Czarne.

Tę listę właściwie powinnyśmy zatytułować „Książki, które nas zasmuciły w 2017 roku”. Martin Pollack doskonale operuje słowem, potrafi uchwycić nieuchwytne, dostrzec najmniejsze detale, opowiadać tak, że po plecach przechodzą ciary – a mimo to lepiej by było, gdyby jego książka nie musiała powstać. Ciemnych kart historii nie da się jednak wyrwać, a ignorowanie ich to najlepszy sposób na przywrócenie upiorom życia. Topografia to wezwanie do pamiętania – bo tylko za jego sprawą możemy zrozumieć, kim jesteśmy, i uniknąć błędów przodków.

 

 

 

Aleksandra Lipczak, Ludzie z Placu Słońca, Dowody na Istnienie.

Aleksandra Lipczak zabiera nas w podróż po Hiszpanii, jakiej do tej pory nie znaliśmy. Takie zwiedzanie to my lubimy: nie ma tu corridy, nie ma churros i mamy stuprocentową pewność, że nikt nie zaśpiewa Mallorca, extasy and motion oooh. Zamiast tego poszukamy trupów w szafie, poznamy historię rewolucji obyczajowej i stainemy oko w oko z bykiem. Lipczak dociera do wyjątkowych historii i postaci, malując przed nami barwne i intensywne obrazy. Znakomity debiut reporterski, chcemy jeszcze! Więcej tutaj.

 

 

 

Anna Bikont, Sendlerowa, Czarne.

Rzetelna biografia się Sendlerowej po prostu należała. Ta dzielna kobieta wreszcie ma szansę zaistnieć w zbiorowej świadomości jako człowiek z krwi i kości – nie katolicka święta. Bo ani z Ireny Sendlerowej katoliczka, ani postać bez skazy. I wiecie co? W tej wersji lubimy ją jeszcze bardziej! Polska Sprawiedliwa nie działała dla poklasku, nie obchodziła jej też obiecana nagroda w niebie, tym, co napędzało tę mocno lewicującą ateistkę (tak, drodzy Państwo, telewizja kłamie!) były gniew i niezgoda na rozprzestrzeniające się zło. Z grupą przyjaciół ratowała żydowskie dzieci, kiedy inni w milczeniu patrzyli na płonące getto albo, co gorsza, zacierali ręce na myśl o „lepszej Polsce bez Żydów”. Najwyższy czas, by Irena Sendlerowa przestała być usprawiedliwieniem naszych grzechów, a stała się sobą: tą, która jako jedna z niewielu miała odwagę przeciwstawić się antysemityzmowi i do końca życia walczyła, by jedynym podziałem, który byłby dopuszczalny wśród ludzi byli „dobrzy” i „źli” – bez względu na pochodzenie, status społeczny i poglądy religijne. Niech nie uspokaja naszych sumień, a będzie godnym naśladowania przykładem niezależnej myśli, bohaterstwa i siły. Ireno Sendlerowa, jesteś wielka! (Jeśli kiedykolwiek przeczyta nas autorka tej książki, Anna Bikont, chciałybyśmy powiedzieć jej jedno: DZIĘKUJEMY!).

 

 

Eric Baratay, Zwierzęta w okopach, przeł. Barbara Brzezicka, Wydawnictwo w Podwórku.

Po znakomitym Zwierzęcym punkcie widzenia na polskim rynku ukazała się druga praca francuskiego historyka Erica Barataya, tym razem ratująca od zapomnienia zwierzęta żyjące w czasach I wojny światowej. Tak jak poprzednia książka, i ta napisana jest z przyjęciem perspektywy, która odprzedmiotawia zwierzęta i czyni je uczestnikami minionych wydarzeń. No bo spójrzmy prawdziw w oczy: kto na lekcjach historii uczył się o koniach, psach czy gołębiach, które brały aktywny udział w międzyludzkich rozgrywkach? Taki sposób uwrażliwiania jest nam znacznie bliższy niż modne ostatnio książki o sekretym życiu krów/drzew/owadów, które, objaśniając niedostępne nam sekrety flory i fauny, nadal zakładają dystans między homo sapiens a resztą świata. Baratay za to w inteligentny, naukowy sposób zwraca uwagę na nieustanną obecność zwierząt w naszej codzienności. Zwierzęta w okopach ukazały się pod patronatem Niespodziegadek, więc szykujcie się, że niedługo powiemy o nich trochę więcej!

 

 

Gaël Faye, Petit pays, Grasset, Paris 2016. / Gaël Faye, Tęsknota, przeł. Katarzyna Marczewska, WAB, Warszawa 2017.

Chyba żadna inna ksiażka nie wzbudziła w nas tak silnych i skrajnych emocji jak debiutancka powieść Gaëla Faye. Samego autora pokochałyśmy jeszcze zanim przeczytałyśmy Petit pays – zdobył nasze serca wyjątkowymi tekstami swoich utworów i sprawił, że po raz pierwszy w życiu z przyjemnością słuchałyśmy rapsów (tutaj więcej o jego muzyce)! Gdy wreszcie przeczytałyśmy jego książkę w oryginale, wiedziałyśmy, że to coś, o czym musimy mówić głośno i dużo (dlatego zaprosiłyśmy was na wspólną podróż do Burundi) i wyczekiwałyśmy polskiej wersji. No i się doczekałyśmy. Niestety, krwawa masakra, którą polskiej publikacji zafundował jej wydawca, skrzywdziła nas bardziej niż  zdołałby to zrobić całonocny maraton Warsaw Shore na MTV (więcej tutaj). Czy warto przeczytać tę książkę mimo wszystko? Tak, tak, po stokroć tak!

 

 

Ján Púček, Przez ucho igielne (sploty), przeł. Weronika Gogola, Książkowe Klimaty, Wrocław 2017.

To książka niezwykła. Niewielka, niepozorna, pomijana w rankingach #thebestof2017. Nam zapisała się w pamięci jako subtelna i misternie skonstruowana opowieść o tym, że czułość i delikatność nie są tak kruche, jak by się mogło wydawać, a łysi chłopcy maszerujący ulicą z nienawistnymi hasłami na ustach mogą tupać, ile wlezie, a dobra i tak nie uda im się zdeptać, póki będziemy je nosić w sobie. Ján Púček dokonał niemożliwego: napisał powieść o wojennych traumach, która jest jednocześnie jedynym w swoim rodzaju hymnem na cześć życia. Nie czytaliście? Wpiszcie na listę „do nadrobienia”! O naszych wrażeniach tutaj.

 

 

 

Åsa Linderborg, Nikt mnie nie ma, przeł Halina Thylwe, WAB.

Autobiograficzna powieść szwedzkiej pisarki to ostatnia książka, jaką przeczytałyśmy w 2017 roku. Byłybyśmy ją przeoczyły, gdyby nie dobre dusze z Instagrama! Åsa Linderborg pisze o swoim dzieciństwie i dojrzewaniu, stawiając sobie za cel bycie szczerą. Próbuje odtworzyć spojrzenie dziewczynki, dla której centralną postacią jest wychowujący ją samotnie ojciec – marzący o rewolucji i nastaniu powszechnej sprawiedliwości robotnik, który stara się nieba przychylić ukochanej córce, ale nie potrafi poradzić sobie z alkoholowym nałogiem i gwałtownymi zmianami społecznymi. Klimat powieści przypomina trochę filmy Truffaut, zwłaszcza legendarne 400 batów – życie małej Åsy nie jest ani kolorowe, ani beztroskie, ale czasami bywa równie piękne jak sceny, w których Antoine Doinel skrywa się przed światem na kinowej widowni. Niesamowicie żywy i frapujący jest też przedstawiony przez Linderborg obraz lewicującej Szwecji lat 70. – społeczeństwa, które jeszcze wierzy, że lepszy świat jest możliwy. Nie mogłyśmy nie uwzględnić tej książki na liście!

 

 

Jakie książki wy zapamiętacie z 2017 roku? Podzielcie się tytułami!

 

Komentarze (1) + Dodaj komentarz

  1. agussiek pisze:

    Świetne zestawienie! Nie czytałam jeszcze żadnej, ale kilka mam na liście 🙂

    Też wybrałam ulubioną dziesiątkę książek przeczytanych w ubiegłym roku.
    Na szczycie znalazły się trzy kobiety:
    1. „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak” Anna Kamińska
    2. „Pamięć miłości” Aminatta Forna
    3. „Wyspa łza” Joanna Bator

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.