Nie myślcie sobie, że sporządzony przez nas spis zaległości z 2017 roku ogranicza się do 10 punktów. Jak na listę książek, które chciało się przeczytać, ale się nie przeczytało, przystało, i nasza ciągnie się w nieskończoność. Wybrałyśmy jednak kilka tytułów, które przegapiłyśmy w ostatnim roku, nie umieszczając ich w comiesięcznych wpisach z kategorii „Co będziemy czytać?” . Voilà, prezentujemy nasz stosik wstydu!

 

Maryna Bunda, Nieczułość, Wydawnictwo Literackie.

Przeczytałyśmy wywiad z Martyną Bundą w Wysokich Obcasach. Potem natrafiłyśmy na entuzjastyczne recenzje krytyków, którzy mieli wobec autorki tylko jeden zarzut: dlaczego dopiero teraz?!. Siostrzeństwo, kobieca siła i solidarność, buńczuczność, odwaga – brzmi zachęcająco, prawda? Tak sobie myślimy, że właśnie takiej książki nam teraz trzeba, dlatego Nieczułość będzie jedną z pierwszych powieści, po jakie sięgniemy w tym roku.

 

 

 

Guzel Jachina, Zulejka otwiera oczy, przeł. Henryk Chłystowski, Noir sur Blanc.

Pewna dobra dusza, do której w kwestiach literackich mamy niemal bezgraniczne zaufanie, twierdzi, że to najlepsza powieść roku 2017 i wszystkie inne wydane w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy mogłyby właściwie nie istnieć. I co my na to? Nie mamy wyboru: kolejna książka o silnych kobietach, która otrzymuje znaczek priorytet na naszej liście lektur do nadrobienia!

 

 

 

Clémentine Beauvais, Pasztety, do boju!, przeł. Bożena Sęk, Dwie Siostry.

W czasach, w których jakieś 90% komplementów prawionych dziewczynom to „ślicznie wyglądasz”, bycie brzydką jest w wielu środowiskach katastrofą porównywalną z końcem świata. Zrywająca z tym przekonaniem powieść o szalonych przygodach trzech dziewczynek uznanych za najbrzydsze w szkole wydaje się bardzo odświeżającą lekturą. Bo, oprócz bycia ślicznymi, możemy też też być zabawne, mądre i odważne. Serio!

 

 

 

Frau Wolf, Kobiecość to syf, Krytyka Polityczna.

Tę książkę odkryłyśmy przy okazji przygotowywania wpisu o okładkach, które wpadły nam w oko w 2017 roku. Zaintrygowała nas nie tylko oprawa, ale i wnętrze – autorka mierzy się z pytaniem, które tylko pozornie jest błahe i oczywiste: jak to jest być dziewczyną we współczesnej Polsce? Coraz częściej mamy wrażenie, że czegokolwiek nie zrobisz: pomalujesz się czy nie, wyjdziesz za mąż czy nie, urodzisz dziecko czy nie – i tak w oczach społeczeństwa coś będzie z tobą nie tak. I chyba o tym jest ta publikacja: kobiecość to nie kwiatki, bratki, leżenie i pachnienie, czasami kobiecość to syf. Chcemy przeczytać!

 

 

 

Edward St Aubyn, Patrick Melrose: Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja, przeł. Łukasz Witczak, WAB.

Początkowo zupełnie nie miałyśmy ochoty na ten bestsellerek. Nie zachęcała nas ani dramatyczna okładka, ani fakt, że wyskakuje z każdego zakątka internetów. Nasza umiarkowana miłość do literatury anglojęzycznej też nie pomagała. Ale jakiś czas temu trafiłyśmy na wywiad z autorem i zmieniłyśmy zdanie. Wydaje się, że to przewrotna, inteligentna powieść z elementami autobiograficznymi. Chętnie nadrobimy w najbliższym czasie.

 

 

 

Anna Cieplak, Ma być czysto, Krytyka Polityczna.

Tak to już jest, że każde poprzednie pokolenie uważa kolejne za bandę idiotów. Debiut Anny Cieplak odkrywa przed nami mroczną krainę gimbazy. Ciekawi nas to, zwłaszcza, że książka zgarnęła w ubiegłym roku nagrodę Conrada!

 

 

 

 

 

Péter Nádas, Pamięć, przeł. Elżbieta Sobolewska, Biuro Literackie.

Te wszystkie naj-, super-, ekstra- i tak dalej zwykle nas odstraszają, ale kiedy o „najlepszej powieści naszych czasów i jednej z najlepszych powieści XX wieku” mówi Susan Sontag, reagujemy wprost przeciwnie: DAJCIE TO! Pamięć czeka tylko na odpowiednią chwilę: żeby można było zapaść się w fotelu, zagrzebać z kocach i poduszkach i podróżować przez te 800 stron, wyłączając się na chwilę (dłuższą chwilę!) ze świata.

 

 

 

Hampton Sides, Ogar piekielny ściga mnie, przeł. Tomasz Bieroń, Czarne.

Seria Amerykańska Czarnego jest chyba jedynym, co amerykańskie i będące w stanie wzbudzić w nas większe emocje. Non fiction o zamachu na Martina Luthera Kinga, jednak bez hollywoodzkich aspiracji. Podwójna historia o próbie unicestwienia legendy i o tożsamości zamachowca. Będzie czytane!

 

 

 

 

Almudena Grandes, Pocałunki składane na chlebie, przeł. Katarzyna Okrasko, Sonia Draga.

Po tym, jak niedawno Aleksandra Lipczak rozbudziła w nas na nowo gasnącą fascynację Hiszpanią, nabrałyśmy ochoty na tamtejszą literaturę. I choć głupio nam kupować książki od wydawcy, który słynie z publikowania jednego z najbardziej szkodliwych produktów powieściopodobnych ostatniej dekady, to jednak historia madrytczyków próbujących na różne sposoby poradzić sobie z kryzysem ekonomicznym wydaje nam się warta przeczytania.

 

 

Renata Lis, Lesbos, Sic!.

Długo myślałyśmy nad dziesiątym tytułem do naszego rankingu, aż nas olśniło: Lesbos! W pierwszej chwili można odnieść wrażenie, że ta książka to prawdziwe poplątanie: grecka wyspa, Safona, pisarki-lesbijki i… uchodźcy. Jeśli jednak wierzyć krytykom, Renacie Lis udało się zapanować nad chaosem i zrealizować zamierzony cel: „Chodziło mi właśnie o język, o to, żeby stanąć w biały dzień na środku agory i najnaturalniej w świecie zacząć mówić normalnie o normalnych sprawach, a przy tym mówić o nich tak, żebym została usłyszana. Głośno, ale nie krzycząc” (cytat z rozmowy z Anną Marchewką). Last but not least – przeczytamy na pewno!

 

 

Jak Wasze Top 10 książek do nadrobienia? A może czytaliście coś z naszej listy?

 

 

Komentarze (3) + Dodaj komentarz

  1. Aleksandra napisał(a):

    „Pasztety” fajne. Przeczytałam w jedno długie, upalne popołudnie przeciągnięte do wieczora.
    Cieplak też. Sprawna językowo i treściowo. W kolejce czekają „Lata powyżej zera”.

  2. naia napisał(a):

    „Nieczułość”, „Zulejkę”, „Patricka Melrose’a” i „Pamięć” też bym chętnie przeczytała, ale raczej, gdyby mi cudownie wpadły same w ręce, bo od jakiegoś czasu kupowanie książek mnie przygnębia (coraz więcej na półce, a czasu, żeby to wszystko przeczytać, brak). A „Zulejka” prawie wpadła, bo mogłam zamówić recenzencką, ale uznałam, że za dużo już tych książek w kolejce i sobie daruję. Teraz trochę żałuję, bo to najlepsza książka 2017 także według Mniej niż 100 słów. Ale cóż, nie można przeczytać w życiu wszystkiego ;). Ewentualnie w bibliotekach będę na nie polować, o! Biblioteczne egzemplarze tak nie przytłaczają :).

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.