To była miłość od pierwszego słowa. Kilka przypadkowo napotkanych przy wertowaniu jeszcze ciepłej i pachnącej farbą drukarską książki zdań i przepadłyśmy. Czułyśmy, że mamy przed sobą powieść jedyną w swoim rodzaju: Wróżba była gęsta, hipnotyzująca, odważna. Gdyby ktoś nam wtedy powiedział, że pewnego wietrznego i deszczowego poranka będziemy sobie miło gawędzić z jej autorką, kazałybyśmy mu puknąć się w czoło. Ale – choć nadal trudno nam w to uwierzyć – tak właśnie było! Dziś długo wyczekiwany moment: karteczkę z zapisem naszej rozmowy z Agnetą Pleijel składamy w papierowy samolocik i posyłamy w świat!

 

 

Niespodziegadki: Na początek coś osobistego. Kiedy czytałyśmy Twoją książkę, miałyśmy wrażenie, że widzimy w niej siebie. Mimo że jesteśmy…

Agneta Pleijel: Trochę młodsze.

 

To nie tak! To były inne czasy, inna kultura, inne miejsce. A mimo to utożsamiamy się z bohaterką.

Bardzo mnie to cieszy, naprawdę.

 

Czy kobiety często Ci mówią, że dostrzegają siebie w Twojej bohaterce?

Tak, ku mojemu zaskoczeniu. Kiedy pisałam Wróżbę [pierwsza część autobiograficznego cyklu Agnety Pleijel – przyp. N], nie miałam pojęcia, jak zostanie przyjęta. Jako zwykła historia, którą opowiedziano już wiele razy? Ale wkrótce zaczęłam dostawać urocze listy, zwłaszcza od kobiet, które twierdziły tak jak wy: rozpoznaję siebie w tych opisach. To oczywiście bardzo mnie cieszyło, bo pomyślałam, że być może udało mi się dotknąć czegoś uniwersalnego.

 

Zauważyłaś jakąś różnicę w odbiorze Wróżby i Zapachu mężczyzny [druga część cyklu]?

Trudno powiedzieć. Mam wrażenie, że czytelnicy podążają za mną, w miarę jak dorastam, dojrzewam, a „ona”, moja bohaterka, to w ich odczuciu wciąż ta sama osoba. Nie, chyba nie widzę różnicy.

 

A co z mężczyznami?

Oczywiście książki bardziej przyciągnęły uwagę czytelniczek niż czytelników – chociaż sprowokowały też wiele przejmujących rozmów z mężczyznami i zebrały pozytywne recenzje od krytyków-mężczyzn. Moje powieści skupiają się bardziej na kobietach, ale mogą okazać się ciekawe także dla mężczyzn zainteresowanych życiem kobiet.

 

Można powiedzieć, że Zapach mężczyzny rzeczywiście jest bardziej skoncentrowany na płci, jednak Wróżbę postrzegamy raczej jako historię dorastania człowieka, niekoniecznie dziewczynki.

Tak, to prawda. Ona, dziewczynka z Wróżby, widzi to w ten sam sposób. W tym wieku nie ma się poczucia, że między płciami jest jakakolwiek różnica. To się odbywa powoli – stopniowo zaczynasz dostrzegać różnice i próbujesz rozumieć, na czym polegają.

 

Mężczyźni, którzy recenzowali polski przekład Wróżby, byli zaskoczeni, że książka napisana przez kobietę o kobiecie nadaje się do czytania dla mężczyzn!

(śmiech) To świetnie!

 

Zachowywali się, jakby dokonali wiekopomnego odkrycia. Co o tym sądzisz?

Cieszę się, a jednocześnie to jest po prostu… niesamowite. Niesamowite! Bo pokazuje, że między płciami jest przepaść: dziewczynki czytają książki pisane zarówno przez mężczyzn, jak i przez kobiety, ale chłopcy sięgają głównie po książki pisane przez mężczyzn. Cieszę się, że zwróciłyście na to uwagę, to bardzo ciekawe.

 

Bardzo nas denerwuje, kiedy słyszymy „to jest literatura dla kobiet”.

Tak, mnie też! Denerwowało mnie to również, kiedy byłam młodsza i zajmowałam się krytyką literacką. Mówiono wtedy, że kobiety powinny pisać o kobietach, a mężczyźni o mężczyznach… No nie.

 

I nawet jeśli kobiety piszą o kobietach, nie musi to oznaczać, że piszą dla kobiet.

Otóż to!

 

Czy kiedy zaczęłaś pisać o swoim życiu – bo musiałaś z tym nieco poczekać, żeby…

…trochę dorosnąć, tak.

 

Tak, i poczuć się na siłach, by opowiedzieć własną historię. Więc czy kiedy zaczęłaś pracować nad Wróżbą, wiedziałaś już, że napiszesz kolejną część?

Nie miałam pojęcia. Myślałam, że Wróżba będzie pierwsza i ostatnia.

 

A czy planujesz kontynuację?

Szczerze mówiąc, nie wiem. Zapach mężczyzny jest nowością również w Szwecji, więc nie miałam jeszcze czasu, by pomyśleć o powrocie do pisania. Nie miałam pojęcia, że Wróżba będzie miała następczynię. W pewnym momencie poczułam po prostu, że mam do powiedzenia znacznie więcej.

 

A co było trudniejsze: odnalezienie w sobie małej dziewczynki czy dorastającej kobiety?

Znacznie trudniej było z pierwszą książką. Ta dziewczynka wydawała mi się bardzo odległa. Sądzę, że w pewnym momencie każdy odcina się od dzieciństwa, a mnie interesowało lepsze zrozumienie tego okresu. Miałam trudności z przybraniem odpowiedniej formy: czy ona to ja? W końcu pisałam o swoim życiu. Ale to nie działało. Potrzebowałam mieć , żeby ją sobie zwizualizować, żeby nabrać odpowiedniego dystansu, bez tego trudno się pisze, można się zaplątać. Podczas pisania Wróżby trochę czasu zajęło mi dojście do tego, że muszę używać dwóch zaimków: ja i ona. Kiedy już odnalazłam tę formę i poczułam, że to działa, dużo łatwiej było mi kontynuować pisanie i podążać za tym wzorem.

 

Oczywiście, początki są zawsze najtrudniejsze.

Chociaż nie zawsze też wiadomo, kiedy skończyć. Nie było to dla mnie jasne, gdy pisałam Wróżbę, ale wiedziałam, że dobrze jest mieć jasno wytyczony punkt początkowy i końcowy. Postanowiłam, że zacznę tę opowieść od tego, że wybieram się z wizytą do mojej ciotki Ricki, i skończę podobnie: odwiedzam Ricki. Cała reszta będzie się musiała zmieścić gdzieś pomiędzy. Ustaliłam ramy czasowe od 0 do 20 lat, mniej więcej.

 

A w kolejnej części jesteś już po dwudziestce, tak jak my teraz. Ludzie wciąż nam powtarzają „To najlepszy okres waszego życia”, ale sądząc po tym, co czytamy i jak same się czujemy, nie jest wcale tak cudownie. Na przykład to pragnienie zadowalania wszystkich i spełniania ich oczekiwań…

…powiem wam, że ja nadal z tym walczę!

 

Więc to nigdy się nie kończy?

Nie, tak wychowuje się kobiety: żeby wszystkich zadowalały, były przyjazne, uprzejme… Co jest dość trudne, kiedy chce się być niezależną jednostką.

 

Czyli sądzisz, że to ma większy związek z płcią niż z wiekiem?

Tak. Tak jesteśmy wychowywane, a wydostanie się z klatki, do której nas wciśnięto, zajmuje trochę czasu. Ale uważam też, że tego rodzaju wychowanie, chociaż pod wieloma względami jest dla nas krzywdzące, jak same powiedziałyście, sprawia też, że dziewczyny są w stanie lepiej niż chłopcy rozumieć innych ludzi.

 

Bo zwracają większą uwagę na innych.

Zwracają większą uwagę i są przyzwyczajone do rozumienia mężczyzn i kobiet, ojców i matek, co jest pozytywną rzeczą. Niełatwą, ale dobrą. Młode dziewczyny mają większe kompetencje psychologiczne, są w stanie dostrzec wnętrze drugiej osoby.

 

Czy uważasz, okres, w którym miałaś dwadzieścia kilka lat, za najlepszy w twoim życiu?

Nie, to był bardzo trudny czas. Później, gdy już jest się starszą, można powiedzieć: och, jak wspaniale było mieć dwadzieścia lat, byłam taka piękna, młoda, urocza. Ale mamy tendencję do wymazywania z pamięci tego, jak wiele trudności wiąże się z byciem młodą kobietą: popełnianie błędów, odkrywanie seksualności i całej tej gry między płciami. Cała nasza kultura jest zbudowana na obrazach młodych ludzi i ich pięknych ciał.

 

Mówisz, że zwykle idealizujemy przeszłość, ale sama nie robisz tego w swoich powieściach. Czy trudno było Ci mówić o tym, co nie tak piękne i niewinne?

Musiałam podjąć ważną decyzję: albo starać się to ukryć, albo mówić o tym otwarcie. Powiedziałam sobie: ok, musisz być otwarta, bo jeśli nie, to opowiesz przeciętną historię, która została już opowiedziana wiele razy. Postanowiłam być maksymalnie szczera i nie odwracać się od tych niezbyt pięknych spraw.

 

Wielką siłą Twojego pisarstwa jest to, że mimo iż piszesz o sobie, nie jesteś egocentryczna i wiele osób potrafi odnaleźć się w Twojej historii. W pewnym momencie wspominasz też, że tak naprawdę każdy w jakiś sposób jest pisarzem.

Tak, oczywiście w sensie metaforycznym. Myślę, że każdy człowiek ma drugi wymiar, połączenie ze światem wyobrażeń i fantazji. Większość z nas się nad tym nie zastanawia. Sądzę, że to jest właśnie definicja bycia człowiekiem: jeśli cokolwiek różni nas od zwierząt, to właśnie ta zdolność życia zarówno w rzeczywistości, jak i w wyobraźni.

 

Żyjąc i podejmując decyzje, również tworzymy historie.

Tak, to prawda. Ale możemy też wszystko cofnąć! Jest takie powiedzenie: nigdy nie jest za późno, by mieć szczęśliwe dzieciństwo… (śmiech)

Co za pocieszająca myśl! (śmiech) Ale mimo że każdy z nas tworzy historie, tylko niektórzy są publikowanymi pisarzami. Czym dla ciebie jest bycie pisarką? Przywilejem, powołaniem, koniecznością?

Zawsze czułam palącą potrzebę pisania. Przez długi czas to odkładałam. Byłam studentką, potem krytyczką literacką, dziennikarką… Bardzo długo musiałam czekać, nim zaczęłam pisać to, co tak naprawdę chciałam pisać. Może byłoby inaczej, gdybym miała więcej pewności siebie, ale nie miałam. Byłam bardzo samokrytyczna. Ale w końcu zaczęłam robić to, czego od zawsze pragnęłam, co przyniosło mi wielką ulgę.

 

Jak to się dokładnie stało? Przestałaś być dla siebie tak surowa?

Przez wiele lat chciałam móc pisać w inny sposób, głębiej niż pozwalało mi na to dziennikarstwo. Krytyka literacka narzuca ci formę i nie daje zbyt wiele swobody. W pewnym momencie między mną a gazetą, dla której pracowałam, doszło do sporu i z wielu powodów nie chciałam tam dłużej zostać, więc odeszłam. I bardzo się cieszę, że to zrobiłam, choć to wszystko przyszło nagle i z ogromną siłą. Potem nadszedł czas przygnębienia, zastanawiania się, co powinnam teraz robić. Miałam już dziecko… I zaczęłam pisać. Wcześniej pisałam sztuki teatralne, ale to co innego. Kiedy miałam prawie 40 lat, zaczęłam pisać poezję. To po prostu do mnie przyszło i musiałam to napisać. To był mój początek. Tak zostałam pisarką.

 

Mówisz, że miałaś już dziecko. Połączenie macierzyństwa i rozwoju intelektualnego musiało więc być kolejnym wyzwaniem. Bycie matką często jest poważną przeszkodą w osiągnięciu czegoś w męskim świecie, a z drugiej strony kobieta bez dziecka jest postrzegana jako niespełniona.

To był wewnętrzny konflikt. Mówiłam sobie: ok, chcesz dziecka – ale czy to nie jest stereotyp, że kobieta w pewnym wieku powinna już mieć dziecko? Moje koleżanki miały dzieci, wyszły za mąż dużo wcześniej niż ja. A ja nie poznałam jeszcze właściwego mężczyzny. To największe wyzwanie dla kobiety: zdecydować, czy chce dziecka, czy też nie. A feminizm jest wielkim wyzwaniem dla świata i być może największą rewolucją ze wszystkich, trwającą setki lat, choć nie tak krwawą jak inne. Jeśli kobieta ma być człowiekiem, mieć równe prawa, móc być matką i intelektualistką, społeczeństwo musi się zmienić. I o to chodzi w tej walce: trzeba zmienić społeczeństwo, żeby kobiety mogły cieszyć się taką samą wolnością jak mężczyźni.

 

Może za sto lat…

Wszystko zaczęło się w antyku, kobiety zawsze miały wiedzę i odnosiły mniejsze lub większe sukcesy. XVIII wiek był nieco lepszym okresem dla kobiet, a potem przyszła epoka wiktoriańska i kolejne uwstecznienie. To niełatwe…

 

Niełatwe było też zachowanie spokoju podczas czytania o przygodach twojej bohaterki. Pakowała się w tyle niebezpiecznych sytuacji! Mówiłam sobie: dziewczyno, to nie skończy się dobrze!

Mimo wszystko myślę, ze skończyło się raczej dobrze! Oczywiście, to przez to, że nie była w stanie znaleźć nikogo, z kim mogłaby normalnie żyć, nie miała dobrych relacji z płcią przeciwną, więc wplątywała się w takie sytuacje. Była też nierozsądna.

 

Jak wtedy, gdy wsiadła do samochodu z kilkoma nieznajomymi mężczyznami i pojechała do tego domu stojącego w szczerym polu. W pewnym momencie wspominasz też, ze została zgwałcona. Czy ona wtedy też tak czuła, czy dopiero teraz to widzisz?

Wtedy nie nazwałabym tego gwałtem, choć to był gwałt. Myślałam, że miałam w tym swój udział. Oczywiście, myślę, że to było nierozważne z mojej strony. Czy znacie Suzanne Brøgger? To duńska feministka i pisarka, mniej więcej w moim wieku. Podróżując samotnie po Azji odkryła, że jest to prawie niemożliwe bez męskiej opieki. Teraz możemy się z tego śmiać, ale tak naprawdę jest.

 

Mówimy: jest głupia, potrzebuje ochrony. Mężczyzna, który robi to samo, jest odważny i żądny przygód.

Tak, różnica jest ogromna. I musisz sobie z nią jakoś radzić bez uszczerbku na swojej dumie i poczuciu własnej wartości. Mojej bohaterce się to nie udaje, zmaga się z poczuciem winy i przeświadczeniem, że jest niemądra.

 

Porozmawiajmy o jej pasjach. Odnoszę wrażenie, że ma dwa główne zainteresowania: literaturę i mężczyzn. Czasem idą one osobnymi drogami, a czasem się krzyżują. Jak na przykład wtedy, gdy pewien mężczyzna, Calvin, śpi w jej łóżku, kiedy ona pisze. I ona czuje, że jej pisarstwo jest lepsze dlatego, że on jest obok.

Calvin pojawia się w jej życiu na krótką chwilę, jedną noc miłości i czas, w którym mieszka w jej mieszkaniu. To nie przypadek, że jest czarny. Pochodzi z południa Stanów Zjednoczonych, gdzie uprzedzenia rasowe były bardzo silne. Mężczyzna z takimi doświadczeniami w pewnym sensie dodawał jej odwagi, bo sam był bardzo odważny, przeżył rzeczy, o których ona nie miała pojęcia. Myślę, że otrzymałam w życiu wiele wsparcia i pomocy od mężczyzn. Trzeba tylko spotykać tych właściwych.

 

A która z tych dwóch pasji dłużej trwa?

To dziwne porównanie! Cóż… Myślę, że byłabym w stanie żyć bez mężczyzn, choć byłoby to bardzo trudne. Ale nie mogłabym żyć bez literatury. Dziewczyna, o której piszę, i to ciągnące się przez tyle czasu dziwaczne rozstanie jej rodziców… Ona właściwie nie do końca wie, czego oni chcą. Wie, czego chce matka, ale pragnienia ojca pozostają dla niej tajemnicą, więc odnosi wrażenie, że mężczyźni zawsze są tajemniczy. Może gdyby miała braci, nie miałaby tak silnej potrzeby zdobywania mężczyzn i ominęłyby ją niektóre sytuacje. Poza tym ma tendencję do dramatyzowania. Musiałam się czuć akceptowana, musiałam się czuć równa mężczyznom – to było dla niej jednocześnie trudne i dobre.

 

Wspominasz o ojcu i teraz myślę o liście, który do niego wysłała, zachęcając go do rozwodu. Jak myślisz, dla kogo to zrobiła?

Tak naprawdę robi to, by uwolnić siebie. Pragnie pozbyć się ciężaru, jakim staje się coraz trudniejsza i bardziej skomplikowana sytuacja rodzinna. Robi to dla własnego dobra, ale nie może sobie poradzić z rozpaczą matki. Depresja jest bardzo zaraźliwa. Nie sądzę, bym oddała matce sprawiedliwość. Była znacznie bardziej ujmującą osobą, niż wtedy uważałam, próbując sobie poradzić w tym wszystkim. Jej depresja odzwierciedla też różnice między płciami. Mój ojciec był dobry i wspierający, ale jako dziewczynka potrafiłam dostrzec, że czuł się przytłoczony tą sytuacją. Próbowałam mu pomóc, co dla tak młodej dziewczyny było heroicznym wyczynem. Nie wiedziałam, co jest właściwe, a co nie, ale wiedziałam, że muszę napisać ten list. To był bardzo długi list.

 

Na początku Zapachu mężczyzny, kiedy Twoja bohaterka wyprowadza się z domu rodzinnego, mówisz, że „każdy człowiek, w szczególności córka, musi znaleźć przestrzeń, która jest tylko jego”. Dlaczego zwłaszcza ona?

Z wszystkich tych powodów, o których wspomniałyśmy. W przeciwnym razie córka będzie zbyt przytłoczona wszystkimi ciężarami, jakimi się ją obarcza. Musiałaby pełnić tak wiele ról: być pomocnicą matki, ojca i sióstr. Ona naprawdę potrzebuje własnego miejsca. Tak jak powiedziała Virginia Woolf: własnego pokoju. Pokoju kobiety, a zwłaszcza córki.

 

W książce mówisz, że gdybyś tylko mogła tej dziewczynie coś powiedzieć… No właśnie, gdybyś mogła jej coś powiedzieć, to co to by było?

Powiedziałabym: nie pakuj się w te wszystkie niebezpieczne sytuacje i patrz na siebie przychylniej. Jest inteligentna, niebrzydka – dlaczego ma tak niskie poczucie własnej wartości?! To bierze się z kultury, z wrażenia, że należy do drugorzędnej płci. Jest tym przytłoczona. Powiedziałabym jej: nie rób tego, zaufaj sobie, jesteś wystarczająco bystra, nie uważasz się za piękną, ale jesteś piękna. Powiedziałabym jej to wszystko, ale niestety nie było mnie tam wtedy.

 

Gdyby nasze starsze wcielenia mogły nam powiedzieć coś takiego! Brak wiary w siebie to chyba choroba młodych kobiet.

Tak. Skończcie z tym natychmiast! Ważną kwestią jest to, co matki mogą zrobić dla swoich córek. Jeśli matka ma takie problemy, nie będzie w stanie powiedzieć swojej córce, że powinna w siebie wierzyć i być z siebie dumna, że jest doskonała taka, jaka jest. Moja matka nie mówiła mi tego, bo sama się z tym zmagała, więc w pewien sposób przekazała swoim córkom taki sam brak wiary w siebie. To coś, co przechodzi z pokolenia na pokolenie, i dlatego właśnie zdobywanie wolności zajmuje tyle czasu. Wiele ograniczeń jest nakładanych na kobiety przez kobiety właśnie. Matki, babki… i tak dalej.

 

Również wiele oskarżeń wobec kobiet jest rzucanych przez kobiety. Czy uważasz, że każda powinna zacząć zmianę od samej siebie? Po prostu spróbować uwierzyć w swoje możliwości i…

Nie możesz zacząć w siebie wierzyć, jeśli nie masz żadnego wsparcia. Musisz znaleźć kogoś, kto ci powie, że jesteś wystarczająco dobra. Sama dość późno stałam się dobrą matką dla mojej córki. To kwestia rozwoju, to zajmuje trochę czasu. W końcu jednak dostrzegłam, jaka jest wspaniała. Teraz jest dorosła, a ja wspieram ją znacznie bardziej niż kiedyś. Tak więc uważam, że edukacja matek jest bardzo ważna. Kobiety potrzebują wsparcia, żeby zrównoważyć wstyd i poniżenie, z którym muszą się zmagać.

 

Żyjemy jednak w męskim świecie. Co mogą zrobić mężczyźni?

Bardzo wiele. Przede wszystkim musi się zmienić ich mentalność, jest to zmiana, która trwa. W Szwecji wielu młodych mężczyzn rozumie kobiety znacznie lepiej niż moje pokolenie. Mężczyźni, o których piszę, mieli mnóstwo patriarchalnych i seksualnych uprzedzeń. Myślę, że młodsze pokolenie znacznie lepiej reaguje na zmiany.

 

Prawdę mówiąc, kiedy czytam twoją książkę, widzę mężczyzn, których znam. Może więc Polska wciąż potrzebuje więcej czasu, by do tego dojrzeć.

Myślę, że Polki miały naprawdę ciężko z wielu powodów. Państwo, Kościół… To wszystko jest trudne i wiedzcie, że macie moje poparcie. To zajmie trochę czasu, ale nie powinnyście się poddawać. Wszyscy chcemy być traktowani równo i sprawiedliwie.

 

Kiedy czytałam Zapach mężczyzny, miałam wrażenie, że twoja bohaterka doświadcza smutku, pustki, czasem nawet traumy, ale niewiele tam szczęścia.

W pewnym momencie jest szczęśliwa, kiedy się zakochuje. I to staje się początkiem wielu nieszczęść. Być może trochę dramatyzuje, nie wydaje mi się, by ten mężczyzna tak bardzo o niej myślał. Związał się z kimś innym, miał dziecko… Nie gardził nią, choć ona myślała, że tak było. Nie miałam szansy z nim porozmawiać, bo za bardzo się bał. Tak, mężczyźni czasem się boją. Gdyby miała wtedy szansę z kimś o tym wszystkim porozmawiać, prawdopodobnie czułaby się trochę lepiej. Ale żeby nie było zbyt depresyjnie, wspominam później, że w końcu udało mi się znaleźć mężczyznę, z którym da się żyć!

 

Jakie jest twoje ulubione wspomnienie z okresu, który opisujesz w Zapachu mężczyzny?

Och, spotkało mnie wiele dobrych rzeczy. Tyle było do odkrycia. Lubiłam miasto, lubiłam życie studenckie, choć nie wspominam o tym zbyt często. Znajdowałam wsparcie, miałam powodzenie u mężczyzn, co nie było znów takie nieprzyjemne (śmiech). Ale to prawda, nie poświęcam temu tak wiele uwagi w powieści, i między innymi dlatego nie nazywam jej autobiografią. Przeżyłam wiele radosnych chwil, w pewnym momencie piszę nawet: ta dziewczyna lubi życie. Dużo później słyszałam od wielu kobiet „Zauważyłam w tobie coś. W każdej życiowej sytuacji, zawsze mamy wybór między lepszym i gorszym. Wszystko, co się dzieje, prowadzi do tego wyboru. Zauważyłam, że masz tendencję do wybierania tego, co gorsze”. I muszę przyznać, że to była bardzo mądra rada. Zawsze mamy wybór. Od tej pory zaczęłam zwracać na to większą uwagę.

 

Czasem nie tak łatwo jest rozpoznać, co jest dobre!

To prawda. Ale zawsze lepiej jest to wybrać!

 

 

 

Agneta Pleijel (ur. 1940) jest szwedzką pisarką, poetką i dramaturżką. Studiowała filozofię, literaturoznawstwo i antropologię, zawodowo zajmowała się krytyką literacką. Z mężem, reporterem Maciejem Zarembą Bielawskim, przełożyła na szwedzki wiersze Zbigniewa Herberta. Polski czytelnik mógł zapoznać się z kilkoma jej powieściami: Kto zważa na wiatr, Zima w Sztokholmie, Lord Nevermore oraz wyborem poezji Anioły ze snu. Wydana w 2016 roku Wróżba zapoczątkowała autobiograficzny cykl, którego kontynuacją jest Zapach mężczyzny opublikowany w 2017 roku – obie książki ukazały się nakładem wydawnictwa Karakter, w tłumaczeniu Justyny Czechowskiej.

 

To Twoje pierwsze spotkanie z Agnetą Pleijel? Nie wiesz, po którą książkę szwedzkiej autorki sięgnąć w pierwszej kolejności? Na Niespodziegadkach przeczytasz o dwóch z nich: Wróżbie i Zapachu mężczyzny.

 

niespodziegadki_patronat

 

Ten wpis jest częścią cyklu #girlpower: o książkach pisanych przez kobiety, lecz nie dla kobiet. Dla ludzi.

 

 

Komentarze (2) + Dodaj komentarz

  1. Pożeracz napisał(a):

    Ale jak to nie ma tu żadnych komentarzy? Toć to jakieś nieporozumienie totalne. Bardzo ciekawa rozmowa, zazdroszczę. Podobał mi się ten fragment o patrzeniu na siebie przychylniej. No i niestety zapowiada się, że przed Polkami jeszcze długa walka…

  2. Pożeracz napisał(a):

    Czemu tu nie ma żadnych komentarzy? Toć to jakieś kolosalne nieporozumienie. Świetna, wnikliwa rozmowa. Zazdroszczę. Podobał mi się zwłaszcza fragment o przychylniejszym patrzeniu na siebie. Obecny klimat polityczny zapowiada zaś, że niestety przed Polkami jeszcze długa droga do normalności…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.