Co to znaczy, że człowiek upodabnia się do zwierzęcia? Jeśli wierzyć nauce (co z całego serca polecam), biologicznie należymy do królestwa zwierząt, jednak nietrudno zauważyć, że nieco się wyróżniamy. Mamy nieznaczne owłosienie, dwunożną postawę i przeciwstawny kciuk, umiemy czytać, pisać, liczyć i mówić wieloma językami.  Wynaleźliśmy Internet, zbudowaliśmy piramidy, Taj Mahal i Wielki Mur Chiński, ale też wrocławski Sky Tower, którego żenująca erekcja spogląda dumnie na wszystkich mieszkańców Dolnego Śląska i okolic. Czy to są wystarczające powody, byśmy mogli czuć wyższość  nad innymi żywymi istotami? W końcu jeśli wierzyć słownikowi PWN, synonimami przymiotnika zezwierzęcony  są okrutny i zdziczały.

Świństwo (Truizmy) Marie Darrieussecq daje nam dość nietypowe spojrzenie na tę kwestię. Bohaterkę (będącą jednocześnie narratorką, gdyż ta powieść to  jej wspomnienia nabazgrane drżącą racicą w zabłoconym zeszycie), która pozostaje dla nas bezimienna aż do końca powieści, poznajemy w początkowym stadium jej przemiany w maciorę. Pierwsze objawy wydają się protagonistce całkiem korzystne: jej ciało nabiera jędrności, a ona sama przyciąga uwagę mężczyzn. Zresztą to właśnie dzięki atrakcyjności fizycznej udaje jej się w końcu znaleźć pracę w znanej sieci perfumerii, przy czym warto zaznaczyć, że rozmowy kwalifikacyjnej, w której wzięła udział, nie powstydziłby się Harvey Weinstein.

Wkrótce okazuje się, że zakres obowiązków pracownicy tej perfumerii znacznie różni się od tego, czego wymaga się od przeciętnej konsultantki Sephory.  Zaspokajanie potrzeb klientów nie ogranicza się bowiem wyłącznie do dobrania odpowiedniego kremu czy tuszu do rzęs, jeśli wiecie, co mam na myśli. Czas mija, zwierzęcy magnetyzm bohaterki działa coraz mocniej, a klienci stają się coraz bardziej wyuzdani i brutalni.

To zresztą dopiero początek przemocy seksualnej, jakiej doświadczy bohaterka. W świecie, do którego zaprasza nas Darrieusecq, rola i miejsce kobiety są jasno określone. Jesteś młoda, nie masz pieniędzy i perspektyw, a pensja w wysokości połowy zasiłku dla bezrobotnych wydaje ci się szczytem marzeń. Zawsze masz jeszcze szansę dorobić w aquaparku, gdzie grupy chętnych mężczyzn codziennie wystają pod szatnią dla kobiet. Jeśli chcesz przejść przez bramkę metra bez biletu, możesz przykleić się do jakiegoś miłego pana, który w dowodzie uznania za tę przyjemną chwilę bliskości pozostawi na twojej spódnicy swój materiał genetyczny. Ciało kobiety jest jej jedyną wartością, a zaspokajanie cudzych popędów staje się powszechnym środkiem płatniczym.

Narratorka nie wydaje się jednak oburzona czy przerażona molestowaniem, biciem i gwałtami (również zbiorowymi, a także mogącymi się skończyć śmiercią ofiary). Przeciwnie, przedstawia je jako coś zupełnie normalnego i częstego, czasem zasługującego co najwyżej na dwuzdaniową wzmiankę. Lecz choć umysł dziewczyny podchodzi do wszystkiego z zadziwiającym spokojem, jej ciało reaguje na traumę, tracąc ludzką formę. Dopiero pod postacią świni, po wyłączeniu większości dotychczasowych potrzeb i instynktów udaje jej się znaleźć nieco radości i spokoju. Odnajduje więź z naturą, widzi i czuje więcej. Zresztą taplanie się w kałuży i chrupanie żołędzi to jedne z niewielu zachowań bohaterki, które nie byłyby w jakiś sposób moralnie wątpliwe.

Skoro już przy moralności jesteśmy, warto wspomnieć o wątku politycznym, nienachalnie, lecz wyraźnie zarysowanym na tle głównych wydarzeń. Od samego początku dość łatwo wyczuć nastroje panujące w społeczeństwie. Mężczyźni głoszą, że praca demoralizuje kobiety, ginekolodzy wyzywają swoje pacjentki od dziwek, obrońcy życia przykuwają się do kozetki, na której dokonywana jest aborcja. Sprzedawczyni obficie rozpyla w sklepie perfumy po wyjściu muzułmanek, a czarni wachlują białych palmowymi liśćmi. Brzmi dziwnie znajomo, prawda? Sytuacja jeszcze się zaostrza, gdy do władzy dochodzi człowiek, który obiecuje uzdrowić Francję. Imigranci zostają usunięci z kraju, wkrótce ich los podzielają inni wykluczeni: bezdomni i chorzy psychicznie. Granice państwa zamykają się.

Warto też wspomnieć, że jedynymi osobami, które okazują bohaterce życzliwość i udzielają pomocy (jedni bezinteresownie, inni nie), są właśnie ci wykluczeni: ze względu na przynależność etniczną, wyznanie czy orientację seksualną. To też nie jest w powieści przekazane w oczywisty sposób, gdyż nic nie jest tu czarne czy białe.

Dopiero po przeczytaniu całości można w pełni docenić, jak dobrze i sprawnie skomponowane jest Świństwo. Powieść napisana jest prostym językiem, przypominającym język mówiony, dzięki czemu autorce udaje się w przystępniejszej formie podać mocne i poważne przesłanie. To lekkość, spokój i dystans, z jakim Darrieusecq prowadzi narrację, jest tym co przeraża najbardziej i najmocniej skłania do refleksji. Sugeruje, że jeśli nie będziemy przeciwstawiać się złu, w końcu je zaakceptujemy i stanie się ono dla nas naturalne.

Bardzo potrzebna lektura, zwłaszcza w dzisiejszych czasach.

 

Mówimy o: Marie Darrieussecq, Świństwo (Truizmy), przeł. Barbara Walicka, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2018.

Ten wpis jest częścią cyklu #girlpower: o książkach pisanych przez kobiety, lecz nie dla kobiet. Dla ludzi.

Komentarze (1) + Dodaj komentarz

  1. MaRuda napisał(a):

    Mam problem z zakończeniem tej książki: skoro trauma wywoływała „zwierzęcenie” bohaterki, to dlaczego finalnie tak jej dobrze w zwierzęcej formie? Przypuszczam, że w zamyśle autorki chodziło o prostotę natury (?), ale moim zdaniem to zwodniczy wniosek (natura nie jest wcale pozbawiona przemocy), do tego droga bohaterki do „raju” przeczy wynikowi. Mniejsze zastrzeżenie: to już wszystko było. Na pewno 20 lat temu powieść robiła większe wrażenie. No ale nie wszyscy są dinozaurami jak ja, więc na pewno znajdzie się grupa odbiorców.
    Na marginesie: Harvey W.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.