Oto lista książek, których nie czytałyśmy w maju, nie przeczytamy w czerwcu ani w lipcu. Ani nigdy.

Anna Ficner-Ogonowska, Okruch, Znak.

Miłość jak grom z jasnego nieba, tajemnice rodzinne i strach przed bliskością. Do tego śliczna dziewczynka na okładce… Czy może być lepiej? Obiecałyśmy sobie kiedyś, że nigdy nie będziemy kopiować opisów wydawców. Tym pokusa, by jednak to zrobić, okazuje się zbyt silna: „Anna Ficner-Ogonowska zabierze Cię w świat prawdziwych uczuć, silnych przeżyć i dramatycznych wydarzeń. Okruch to niezwykła powieść, która przywraca wiarę w sens życia i pozwala zrozumieć, czym jest odpowiedzialna miłość”. Trochę nam niedobrze.

 

 

 

 

Izabela Lenartowicz, Skin Doctor. Biblia zdrowej cery, Znak.

Właściwie to powinnyśmy przeczytać tę książkę. Nie mamy pojęcia, czym jest mezoterapia i czym różni się od mikrodermabrazji, nie zaprzątamy sobie głowy jędrnością skóry po czterdziestce ani nie drżymy na myśl o pękających naczynkach albo zmarszczkach na czole (to przecież od myślenia!). Z worami pod oczami też nauczyłyśmy się żyć. Więc pewnie powinnyśmy – ale wiecie co? Nas to po prostu nie interesuje. Może dlatego wyglądamy, jak wyglądamy, ale trudno. Jeśli nie lubicie piegów, sińców i zmarszczek, lepiej trzymajcie się od nas z daleka! (Podobno z wiekiem ma być tylko gorzej).

 

Tina Nash, Oślepiona, Amber.

Wydawnictwo Amber, obok Psychoskoku, zawsze jest dla nas niezawodnym źródłem, gdy szukamy książek, których nigdy w życiu nie chcemy przeczytać. Nie zawiodło i tym razem! Jedno spojrzenie i już wiadomo: nie, nie i jeszcze raz nie. Mamy dość tandetnych, sensacyjnych książek o przemocy wobec kobiet. To temat, o którym należy mówić głośno i często, ale nie tak! Teksty na okładce rodem z „Faktu”, do tego szczere (i pewnie szczegółowe) opisy maltretowania i dwunastogodzinnego katowania tej biednej kobiety. Jeśli napisanie tej książki miało dla Tiny Nash znaczenie terapeutyczne, to w porządku, ale to nadal nie oznacza, że musimy ją czytać.

 

 

Katarzyna Berenika Miszczuk, Przesilenie, WAB.

Podobno to najbardziej wyczekiwana książka tej wiosny. Porywająca historia miłosna rozgrywająca się wśród słowiańskich bóstw i obrzędów. Wśród bohaterów Swarożyc, Mieszko i… Gosia. Na okładce klasycznie: bic, tric i męski cyc. I tyle nam wystarczy, by trzymać się od tego z daleka.

 

 

 

Therese Houston, Jak kobiety podejmują decyzje, Rebis.

W teorii ta książka ma promować równość. Kobiety są kompetentne, podejmują świetne decyzje, doskonale sprawdzają się jako liderzy (szkoda, że nie jako liderki) – bla, bla, bla. Jedno nam się nie zgadza: skoro jesteśmy takie super, to po co nam różowiutki poradnik udowadniający naszą fajność? Trochę nam to przypomina te wszystkie książki o kobiecym i męskim mózgu – jesteś bardziej roztargniona, kierujesz się uczuciami, a nie rozumiem (jak Pan Mężczyzna), a twoim głównym zmartwieniem jest niedzielny obiad i wyprasowane gacie dla mężusia, ale nie martw się, przecież TEŻ MASZ MÓZG, tylko TROSZKĘ INNY (troszkę mniejszy) i troszkę od innych spraw (mniej poważnych i mniej wymagających, w sam raz dla kobietek).

 

Komentarze (8) + Dodaj komentarz

  1. Agussiek napisał(a):

    Uwielbiam Was :))

  2. magdalenka napisał(a):

    no, i bez: Dance, sing, love. Tom 2… Jak żyć 😀

  3. zocha napisał(a):

    Książka „Jak kobiety …” nie jest poradnikiem. Therese Huston nigdzie nie uskutecznia w niej takich generalizacji jak opisuje KTOŚ w powyższej próbie recenzji (przykład: kobiety są kompetentne). Pojęcia „fajności” w odniesieniu do kogokolwiek w przypadku oceny jego umiejętności zawodowych – nie rozumiem. Chętnie usłyszę czym się ona zdaniem autorki tej „recenzji” przejawia. Powołanie się na książki o kobiecym i męskim mózgu i powielanie stereotypów wskazuje, że główna idea tej książki została kompletnie niezrozumiana. Z jednym się zgadzam. To raczej książka skierowana do zdecydowanie innego targetu.

  4. Gustaw napisał(a):

    A Panie przeczytały te książki? Bo opinie takie wyrafinowane jakby udało się zapoznać tylko z okładką…

    • Niespodziegadki napisał(a):

      Drogie Wydawnictwo Rebis, wydaje nam się, że tytuł dość jasno wskazuje, że nie czytałyśmy wspomnianych książek i nie mamy takiego zamiaru. To subiektywny przegląd (nie zbiór recenzji ;-)), wynikający z naszych upodobań – nie poczuwamy się do roli wyroczni (to że my nie lubimy powieści obyczajowych albo nie interesujemy się książkami o kosmetykach, nie znaczy, że nikt inny nie może). Jeśli uważacie Państwo, że niesłusznie negatywnie oceniłyśmy jakąś publikację, może dobrze byłoby wskazać jej atuty, zamiast rzucać ogólnikami, które w żaden sposób nie zachęcają nas do zmiany zdania? A jeśli książka nie jest poradnikiem, dlaczego tak opisujecie ją Państwo na swojej stronie?

    • Gertruda napisał(a):

      A Pan przeczytał tytuł posta? 😉

  5. M. napisał(a):

    Mimo wszystko, blog jest opiniotwórczy. Co za tym idzie, też warto podawać obiektywne argumenty – autorka komentarza o nicku Zocha, mimo wszystko je podała.

    Nie jestem w stanie zrozumieć tej wybiórczej linii promocji niektórych książek – w jednym miesiącu polecacie książkę promującą dokonania kobiet (badaczki, alpinistki, etc.) i negatywnie oceniacie pozycję o podejmowaniu decyzji przez kobiety, argumentując „skoro tak jest, to po co promować”. No to skoro badaczki są takie super, to po co o nich pisać? Sama jestem badaczką, więc chętnie się dowiem. A że akurat neurokognitywistką – to dodam, że lateralizacja mózgu istnieje, choć nie jest zdeterminowana jedynie płcią.

    Nie wiem też czemu zawiniła książka o zdrowej cerze – to tak jakby ktoś wlepił tu podręcznik do Gastroenterologii i napisał że „A my jemy syf, nie dbamy o nasze żołądki i mamy to gdzieś”. Zdrowa cera to nie tylko estetyka, ale i zdrowie. Zakażenia skórne, na które jest podatna zanieczyszczona cera, nie są przyjemne. Rozumiem, że akurat Was to nie interesuje ale czy ten pogląd wart jest promowania?

    • H. napisał(a):

      Jest trochę późno i nie chce mi się rozpisywać czy tłumaczyć (bo też nie ma z czego), więc napiszę krótko: to post o charakterze rozrywkowym. Subiektywnie wybieramy książki, których nie chcemy czytać. Zresztą te, które chcemy czytać, również wybieramy wedle własnych upodobań. Jako że neurokognitywistyka pewnie opisuje również to, jak osobiste preferencje wpływają na podejmowanie decyzji, oszczędzę sobie dalszego pisania 🙂
      PS. Trochę śmieszna ta spina. Jeśli ten wpis nie dostarcza komuś rozrywki, nie zmuszamy do czytania, bo w przeciwieństwie do niektórych 😉 nie mamy problemu z tym, że ktoś nie ma ochoty czegoś czytać.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.