Tunel do Hogwartu zarósł pajęczyną

J.K Rowling, J. Tiffany, J. Thorne, Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Część 1-2

Nie przesadzę, jeśli powiem, że połowę dzieciństwa spędziłam w Hogwarcie, Hogsmeade i (rzadziej) na Privet Drive. Podobnie jak wielu osób tego pokolenia, tak i moja młodość była zsynchronizowana z młodością Harry’ego Pottera: razem marzyliśmy, przeżywaliśmy przygody i trudy dorastania. On miał tę przewagę, że latał na miotle i rzucał zaklęcia, mnie za to nikt nigdy nie zamykał w komórce pod schodami.   CZYTAJ WIĘCEJ

„Nigdzie bezpośrednio nie wynika, że rodzina to jest coś innego, niż grono ludzi, którzy tak jak się lubią, tak się nie znoszą”

Magdalena Grzebałkowska, Beksińscy, Portret podwójny

„Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób”– pisze Lew Tołstoj w Annie Kareninie. Kiedyś to zdanie było porażająco trafne i zachwycające, ale dziś mam wrażenie, że zużyło się przez ciągłe przytaczanie w każdym możliwym kontekście. A już zwłaszcza w kontekście rodziny Beksińskich. CZYTAJ WIĘCEJ

Sardynki z mlekiem szkodzą, czyli dlaczego walka z Karlem Ovem Knausgårdem jest dla mnie przegrana

Karl Ove Knausgård, Moja walka

Pierwszy raz usłyszałam o nim w trójkowej audycji “Z najwyższej półki”. Twardy, racjonalny Norweg, nowy Proust, człowiek, któremu nie brakowało odwagi i determinacji, by z chirurgiczną precyzją i zimnym dystansem opisać całe swoje życie. CZYTAJ WIĘCEJ

Mocna, alkoholowa historia bez morału

Charles Bukowski, Faktotum

Na jednym z festiwali literackich swój odczyt miał pewien amerykański autor (chciałabym napisać, że pominę jego nazwisko przez grzeczność, ale tak naprawdę po prostu nie pamiętam, jak się nazywał, co już daje Wam jakieś pojęcie o jego twórczości). Prezentował publiczności ciągnące się w nieskończoność opowiadanie o człowieku, który marzył o karierze pisarskiej, ale zamiast pisać, wolał zalewać się w trupa, wciągać kokainę i gapić się na sztuczny biust swojej dziewczyny CZYTAJ WIĘCEJ

Średnio udana impreza z odrobiną toksyn

Philippe Dijan, Frykcje

Niespodziegadkom zdarza się kupować książki kompulsywnie. Najgorzej jest, gdy robią zakupy razem. Efektem jednej z takich (zeszłorocznych, o ile mnie pamięć nie myli) wspólnych włóczęg po księgarniach są Frykcje Philippe’a Dijana, stojące sobie spokojnie na mojej półce. Obie kupiłyśmy po egzemplarzu, po pierwsze dlatego, że miałyśmy poczucie, że czytamy za mało literatury francuskiej, po drugie skusił nas opis na okładce, porównujący powieść do Pianistki Elfriede Jelinek. CZYTAJ WIĘCEJ