Cudowna Cudowna

Piotr Nesterowicz, Cudowna

13 maja 1965 roku czternastoletniej Jadwidze Jakubowskiej, mieszkance niewielkiego Zabłudowa, ukazuje się Maryja. Matka dziewczynki i wtajemniczone w sprawę sąsiadki nie mają wątpliwości: to objawienie. Inni o cudzie przekonują się, kiedy na niebie dostrzegają świetlistą łunę. Nie brakuje jednak i takich, którzy uparcie pukają się w czoło, twierdząc, że Jadwiga wszystko wymyśliła. Jedno jest pewne: odtąd w podlaskim miasteczku nic już nie będzie takie samo. CZYTAJ WIĘCEJ

Zgrzyty polsko-norweskie

Maciej Czarnecki, Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym

„Wyjeżdżasz do Norwegii? Nie zabieraj ze sobą dzieci!” – ostrzegają się Polacy na forach internetowych. „Norwegia pod byle pretekstem odbiera dzieci polskim rodzicom!” – krzyczą nagłówki na pierwszych stronach gazet. „Krzysztof Rutkowski wyrwał Nikolę norweskim oprawcom” – obwieszczają radosną nowinę dziennikarze, kiedy w 2011 roku detektyw pod osłoną nocy uprowadza z domu rodziców zastępczych dziewięcioletnią Polkę. „Naziści”, „złodzieje”, „Hitlerjugend” – komentują internauci, liczba wyzwisk rośnie lawinowo. CZYTAJ WIĘCEJ

„Pomosty wyciągają ręce w stronę Afryki jak matka”

Jarosław Mikołajewski, Wielki przypływ

Do polskich kin trafił niedawno nagrodzony Złotym Niedźwiedziem dokument Gianfranco Rosiego Fuocoammare. Ogień na morzu. Tak się składa, że Berlinale to jeden z festiwali, które są dla mnie tym, czym dla wielu jest rozdanie Oscarów – uważnie śledzę repertuar, z niecierpliwością wyczekuję pierwszych ochów i achów, odliczam dni do premiery. CZYTAJ WIĘCEJ

Ahoj, przygodo – czyli jak pisać o architekturze, żeby porwać tłumy

Jan Knothe, Sztuka budowania

Drogi Czytelniku, jeżeli miałeś kiedyś okazję wertować Sztukę budowania Jana Knothego, to z pewnością dobrze ją pamiętasz – potwornie gruba i ciężka, lecz przede wszystkim pełna barwnych opowieści i rysunków, od których trudno oderwać oko. CZYTAJ WIĘCEJ

Oczyszczenie, które dokonuje się przez słowo

Ken Bugul, Widziane z drugiej strony

Nazwisko Ken Bugul (a właściwie pseudonim występującej jako „ta, której nikt nie chce” Mariétou Mbaye) powracało do mnie w trakcie wielu literackich spotkań. Kiedy więc na grzbiecie jednej z piętrzących się na księgarnianych półkach książek ujrzałam znajomą zbitkę liter w wolof, uznałam, że czas najwyższy, by się o sile twórczości senegalskiej autorki przekonać na własnej skórze. CZYTAJ WIĘCEJ