Krwawiąca ziemia i afrykańskie petits riens

Gaël Faye, Petit pays

Gdybyśmy miały wydawnictwo i zgłosiłby się do nas jeden z rodzimych raperów z pytaniem, czy nie zechciałybyśmy opublikować książki o jego życiu, odpowiedziałybyśmy, że bardzo nam przykro, ale nie wydajemy biografii (choć wcale nie byłoby nam przykro). CZYTAJ WIĘCEJ

Nagi fakt, egzotyczny koktajl i zagadka kryminalna

Mia Couto, Ostatni lot flaminga

Podobno gdy flamingi lecą, popychają słońce, by pojawiło się po drugiej stronie globu. W Tizangarze, małym miasteczku w Mozambiku, podczas każdego zachodu słońca śpiewa się im specjalną piosenkę, żeby wróciły następnego ranka i ponownie przyniosły światło. Ostatni lot flaminga Mii Couto jest bez wątpienia porannym lotem. Rozświetlającym i rozgrzewającym. CZYTAJ WIĘCEJ

Co płacze, to żyje

Ján Púček, Przez ucho igielne (sploty)

Czy opowieść o dziadku, który za działalność w antyfaszystowskim ruchu oporu skazany zostaje na obóz koncentracyjny, może być jednocześnie hymnem na cześć życia? Jánowi Púčekowi, młodemu słowackiemu prozaikowi, nadzwyczaj zgrabnie udaje się spleść jedno z drugim. CZYTAJ WIĘCEJ

Hipsteriada PRL-u

Stanisław Czycz, Nie wierz nikomu

Przez całe życie wydawało mi się, że z językiem polskim radzę sobie całkiem nieźle. Dość szybko, bo jeszcze zanim stanęłam na nogach, zaczęłam wypowiadać pierwsze słowa, potem nauczyłam się czytać i pisać. Jestem w stanie prowadzić logiczną rozmowę i rozumiem, o co pyta mnie ekspedientka w sklepie. Potrafię nawet żartować i czasem moje żarty okazują się śmieszne. Tak, myślałam, że polski mam opanowany na zadowalającym poziomie. Wtedy na mojej drodze stanął Stanisław Czycz ze swoją książką Nie wierz nikomu. CZYTAJ WIĘCEJ

Ucieczka przed grawitacją

Ida Linde, Poleciały w kosmos

Macie czasem tak, że brakuje wam czegoś, ale nie jesteście w stanie tego nazwać? W swoim czytelniczym życiu przeżywam takie kryzysy dość często. Jest we mnie paląca pustka, którą zapełnić może tylko dobra książka, ale dobra w określony sposób, dostarczająca wrażeń, których akurat mi potrzeba. Co za szczęście, że trafiłam na Poleciały w kosmos Idy Linde – z tej lektury nie tylko wyciągnęłam dla siebie wszystko, czego potrzebowałam, ale nawet zostało trochę, żebym sobie zapakowała na drogę. CZYTAJ WIĘCEJ